Pod tegoroczną choinką zagościł u Państwa podarunek, może nieco niepozorny, być może jeszcze niezauważony, ale na pewno nie mniej istotny od pozostałych. YouTube Live, bo o nim mowa, to nowa funkcja platformy YouTube, która na zawsze zmieni rynek mediów elektronicznych w Polsce. Aby jednak móc docenić historyczny wymiar tej funkcjonalności, warto przyjrzeć się, jak kształtowały się możliwości internetowego przesyłania materiałów wideo na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.
REKLAMA
Tak to się zaczęło...
Za moment narodzin strumieniowego przesyłu materiałów wideo w internecie, bo na nim głównie się skupimy w dzisiejszym artykule, można uznać kwiecień 1998. W tym miesiącu Internet Engineering Task Force opublikował RFC 2326, dokument opisujący protokół Real Time Streaming Protocol, pełniący w dziedzinie multimediów w sieci podobną rolę jak SMTP czy IMAP w odniesieniu do poczty elektronicznej. W tym samym roku firma RealNetworks wprowadziła na rynek RealPlayer w wersji G2, wspierający RTSP i własny format kodowania wideo pod nazwą RealVideo i RealAudio szybko stały się podstawą strumieniowego przesyłu obrazu i dźwięku w internecie. W roku 2000 ponad 85% wszystkich materiałów multimedialnych, przesyłanych w formie strumienia danych, było kodowane za pomocą oprogramowania firmy RealNetworks. O ile dostęp do transmisji wideo stawał się coraz bardziej powszechny, możliwość upubliczniania własnych treści była nadal zarezerwowana dla nielicznych.
Co hamowało rozwój rynku nadawców?
Do najważniejszych czynników należy zaliczyć koszty licencji i wymagania względem przepustowości łącza „do internetu”. Koszt rocznej licencji RealServer, która umożliwiała transmitowanie na żywo do nieograniczonej, przynajmniej przez samą licencję, liczby odbiorców liczony był w tysiącach dolarów. Przekraczało to nie tylko możliwości finansowe uczniów szkoły średniej, takich jak ja wówczas, ale i średniej wielkości organizacji non-profit. Sam problem kosztów licencji był jednak stopniowo rozwiązywany. Przełom wieku przyniósł rosnącą liczbę darmowych dodatków do systemów operacyjnych firm Apple i Microsoft, bezpłatnych odpowiedników serwerów komercyjnych, np. Helix Server firmy RealNetworks, oraz pierwsze wersje aplikacji, które były pisane od podstaw, aby zminimalizować koszty nadawania, takich jak Icecast, Shoutcast czy VLC. Każda z tych opcji miała swoje ograniczenia, ale formalnie na samo oprogramowanie do nadawania nie trzeba było już wydać ani złotówki.
Przepustowość sieci pozostawała jednak nadal bolącym problemem. Z wyjątkiem dedykowanych sieci, kontrolowanych najczęściej przez byłych krajowych monopolistów telekomunikacyjnych i używanych do udostępniania oferty telewizji internetowej, podstawowym rodzajem trasowania pakietów IP w Internecie jest unicast, czyli połączenia jeden na jeden. Wymagania względem szerokości łącza rosną więc proporcjonalnie z liczbą widzów, którzy oglądają daną transmisję równocześnie. Oznacza to, że jeżeli chcemy pokazać ten sam materiał 10-ciu odbiorcom naraz, to potrzebujemy łącze o dziesięciokrotnie wyższej przepustowości. Co gorsza, liczy się prędkość „do sieci”, która w większości ofert dla odbiorców indywidualnych jest zdecydowanie niższa. Chlubnym wyjątkiem było dostępne od listopada 1999 roku SDI, symetryczne łącze internetowe o szerokości 115 kbit/s. Jak nie trudno obliczyć, można było nim obsłużyć dokładnie 2 widzów dysponujących modemami o prędkości pobierania 56 kbit/s. Dzisiaj utarło się, że osiągnięcie jakości obrazu porównywalnej z telewizją w standardowej rozdzielczości wymaga 500 kbit/s. Przy łączach VDSL, najszybszej technologii przesyłu opartej o miedziane okablowanie, oferuje się najczęściej maksymalny upstream o szerokości 10 Mbit/s. Nasza mała stacja telewizyjna może więc maksymalnie obsłużyć 20 widzów, ale jeżeli chcemy konkurować ze stacjami HD, nasz górny pułap oglądalności spada do 5.
Hangoutowa rewolucja
Diametralna poprawa sytuacji niekomercyjnych nadawców internetowych wymagała przeniesienia ciężaru emisji samego sygnału wideo na barki dostawcy usługi transmisji na żywo. My jako autorzy powinniśmy jedynie dostarczyć sam sygnał w jak najlepszej jakości, a usługodawca winień rozprowadzać go dalej w świat. Dokładnie taką możliwość zaoferował Google, wdrażając w 2012 roku funkcję hangoutów na żywo. Co więcej, nasi potencjalni widzowie nie musieli rejestrować się w jakimś dedykowanym serwisie, nie musieli instalować specjalnych wtyczek lub oprogramowania. Wystarczyło, że umieją poruszać się po serwisie YouTube, największej platformie wideo na świecie.
Polska Partia Socjalistyczna, której wówczas byłem członkiem, od samego początku ochoczo wykorzystywała możliwości nowego medium. Po pierwszych pilotażowych próbach w połowie 2012 roku rozpoczęcie systematycznego nadawania na żywo można datować na 20 września 2012. Tego dnia nadaliśmy przeszło dwugodzinną dyskusję o przyszłości socjalizmu z wrocławskiej księgarni „Tajne Komplety”. Lokal ten zresztą był później częstym gościem na naszej antenie. Jak wykaże nawet pobieżne oglądnięcie pozostałych nagrań z transmisji na żywo, automatyczne udostępnianie nagrania całości transmisji na własnym kanale YouTube było kolejnym udogodnieniem hangoutów na żywo. Początkowe transmisje nie zawsze się udawały. Dotyczyło to przede wszystkim przypadków, w których korzystałem z, walczącej wtedy jeszcze z chorobami wieku dziecięcego, sieci LTE. We Wrocławiu, który w większości był pokryty jedynie siecią HSPA+, zakłóceń w transmisji prawie nie było. Pokazem możliwości hangoutów na żywo i największym sukcesem z organizacyjnego, technicznego i medialnego punktu widzenia niewątpliwie była transmisja pochodu pierwszomajowego w 2013 roku. Wynajęta półciężarówka, modem LTE, 2 anteny na pasmo 1,8 GHz, kilkuletni laptop, nieamortyzowany stojak i zwykła kamerka internetowa – i gotowy wóz transmisyjny, który mógłby relacjonować każde wydarzenie z dowolnego zakątka naszego kraju. Malkontenci znajdą niezliczoną ilość ułomności tej transmisji, do których można się przyczepić. Sam brałem jakość transmisji za pretekst, aby zachęcić inne osoby, zainteresowane pracą dziennikarską, do przejęcia pałeczki kamerzysty ode mnie i to w trakcie komentowania samej transmisji. Nie trzeba mi więc udowadniać, że przy wykorzystaniu większej ilości kamer, bezprzewodowych mikrofonów i w ogóle lepszego sprzętu dałoby się jeszcze lepiej. Ale frajda, jak człowiek siedział na burcie skrzyni ładunkowej i próbował utrzymać kamerę, nakierowaną na pochód, świadom, że może to oglądać cały świat, była jak przy kręceniu najdroższych hollywoodzkich produkcji.
Na czym polega przełom dzięki YouTube Live?
Zalet jest tak wiele, że pozwoliłem sobie wyszczególnić najważniejsze z nich w punktach poniżej.
1. Transmisja na żywo jest zawsze powiązana z wydarzeniem na żywo, które możemy utworzyć w dowolnej chwili przed samą transmisją. Oznacza to, że bezpośrednio po utworzeniu wydarzenia na żywo otrzymujemy docelowy link, który możemy promować na platformach społecznościowych, rozsyłać pocztą elektroniczną lub drukować na plakatach czy ulotkach. W przypadku hangoutów na żywo link tworzony był w momencie utworzenia samego hangoutu i tracił swoją ważność, o ile nie rozpoczęliśmy nadawania, nie tracąc połączenia z serwerami Google. Jego upowszechnianie zawsze było karkołomnym wyścigiem z czasem. Na promowanie wydarzenia na żywo w ramach YouTube Live możemy mieć tygodnie. Jeżeli ktoś odwiedzi link przed rozpoczęciem wydarzenia, otrzyma zegar pokazujący, ile jeszcze czasu pozostało do wydarzenia.
2. Wydarzenia, a za tym same transmisje, będą się pojawiały na podstronie http://www.youtube.com/live.
3. Maksymalna dopuszczalna rozdzielczość wzrasta dziewięciokrotnie z 640 * 360 do 1920 * 1080 pikseli. Biorąc pod uwagę wymogi względem szerokości łącza, osobiście zalecałbym korzystanie z 720p, czyli rozdzielczości 1280 * 720, która wymaga co najmniej 1,5 Mbit/s w kierunku do sieci.
4. YouTube Live umożliwia nam włączenie funkcji „time shift”, nazwanej przez platformę YouTube DVR (ang. Digital Video Recorder). Dzięki niej widzowie będą mogli przechodzić do dowolnej części transmisji na żywo już w trakcie jej trwania, tym samym cofać się w czasie i w dowolnym momencie wracać do bieżącej transmisji. Wydłuża to też maksymalną długość nagrania do 12 godzin. Dla porównania, najdłuższy hangout na żywo, który mi się udało przeprowadzić w jednym kawałku, trwał prawie 4 godziny.
5. YouTube będzie automatycznie generował strumienie o gorszej rozdzielczości i dostarczał je, też w pełni automatycznie, tym odbiorcom, którzy w danej chwili będą dysponować gorszym łączem.
6. Możemy udostępnić do 6 różnych kamer. Widzowie będą mogli dowolnie wybierać kamerę, której obraz chcieliby oglądać. Na chwilę obecną funkcja ta jest niedostępna podczas oglądania transmisji na komórce. Tu widzimy jedynie obraz z kamery głównej.
7. Podczas transmisji możemy wyświetlać reklamy i oczywiście zarabiać na nich.
2. Wydarzenia, a za tym same transmisje, będą się pojawiały na podstronie http://www.youtube.com/live.
3. Maksymalna dopuszczalna rozdzielczość wzrasta dziewięciokrotnie z 640 * 360 do 1920 * 1080 pikseli. Biorąc pod uwagę wymogi względem szerokości łącza, osobiście zalecałbym korzystanie z 720p, czyli rozdzielczości 1280 * 720, która wymaga co najmniej 1,5 Mbit/s w kierunku do sieci.
4. YouTube Live umożliwia nam włączenie funkcji „time shift”, nazwanej przez platformę YouTube DVR (ang. Digital Video Recorder). Dzięki niej widzowie będą mogli przechodzić do dowolnej części transmisji na żywo już w trakcie jej trwania, tym samym cofać się w czasie i w dowolnym momencie wracać do bieżącej transmisji. Wydłuża to też maksymalną długość nagrania do 12 godzin. Dla porównania, najdłuższy hangout na żywo, który mi się udało przeprowadzić w jednym kawałku, trwał prawie 4 godziny.
5. YouTube będzie automatycznie generował strumienie o gorszej rozdzielczości i dostarczał je, też w pełni automatycznie, tym odbiorcom, którzy w danej chwili będą dysponować gorszym łączem.
6. Możemy udostępnić do 6 różnych kamer. Widzowie będą mogli dowolnie wybierać kamerę, której obraz chcieliby oglądać. Na chwilę obecną funkcja ta jest niedostępna podczas oglądania transmisji na komórce. Tu widzimy jedynie obraz z kamery głównej.
7. Podczas transmisji możemy wyświetlać reklamy i oczywiście zarabiać na nich.
Pod tym adresem mogą Państwo sprawdzić, czy funkcja YouTube Live jest już dostępna na Państwa kanale. Polecam też dalsze materiały w języku polskim oraz bogato ilustrowany opis tej funkcji w języku angielskim.
Z całą pewnością moja antologia wydarzeń nie wyczerpuje tematu. Miała ona być zresztą jedynie wprowadzeniem dla osób, które na co dzień nie zajmują się transmisjami internetowymi. Chętnie ją uzupełnię, jeżeli padną takie głosy w komentarzach. Jeżeli odnieśli Państwo wrażenie, że do lektury moich wpisów potrzebne jest zaawansowane wykształcenie informatyczne, to pragnę Państwa uspokoić. Następne będą zdecydowanie mniej techniczne, a za to bliżej związane z bieżącą polityką i społeczno-gospodarczymi wyzwaniami, przed którymi stoi nasz kraj.
