3 marca był najwcześniejszym możliwym terminem, branym pod uwagę w kontekście ewentualnej debaty Tusk – Kaczyński. W obecnej sytuacji międzynarodowej zdaje się być mało realne, aby szybko doszło do jej zorganizowania. Służyłaby ona zresztą jedynie dalszemu pogłębianiu podziałów, antagonizacji społeczeństwa, która była niezbędnym warunkiem powodzenia PIS-u i Platformy Obywatelskiej w ciągu ostatnich 7 lat. Dla mnie dużo ciekawszym zdaje się skrzyżowanie rękawic między obecną partią Palikota, a politycznym ruchem Kaczyńskiego.

REKLAMA
Pierwszy, niegdyś wydawca konserwatywnego tygodnika Ozon i zadeklarowany przeciwnik narkomanii, od paru lat usilnie próbuje sklecić coś na kształt lewicy. Drugi, nieustannie odwołujący się do tradycji konserwatywno-kościelnych, znalazł antidotum na pogarszającą się sytuację bytową większości swojego elektoratu właśnie w postaci lewicowych postułatów. Są to też jedyne liczące się siły polityczne, które zdążyły zaktualizować swoje programy partyjne, co zdaje się potwierdzać nominację Janusza Palikota i Jarosława Kaczyńskiego do pierwszego pojedynku tej wiosny.
Klasa polityczna i poziom debaty publicznej ulegają postępującej erozji, co najmniej od końca lat dziewiędziesiątych. Wymianę poglądów zastępują insynuacje, inwektywy i obelgi, a merytoryczna analiza proponowanych rozwiązań spychana jest na bok przez wilczą pogoń za tanią sensacją. Na przestrzeni kilkunastu kolejnych dni mam zamiar przeciwstawić się tym tendencjom, ale przez tę parę minut poczujmy się jak widzowie TVN.
„U podstaw ideowych programu Prawa i Sprawiedliwości leży szacunek dla przyrodzonej i niezbywalnej godność każdego człowieka.„ Nie ma to jak dobry początek. Wiem, że uwidoczniając językowe potknięcia PIS-u, ściągam na siebie gniew internetowych brygad Kaczyńskiego, ale czy ja, pojedyńczy bloger, mogę się równać z partią, która – notabene z naszych podatków – tylko w samym 2012 roku otrzymała przeszło 47 mln zł? Czy naprawdę nie było ich stać na zatrudnienie lektora? Dalsze rozczarowania już były zdecydowanie bardziej treściwe.
Byłem o krok, juz miałem uwierzyć w postępowość PIS-u, w ich otwartość, nowoczesność, innowacyjność... i znowu nic, i znowu kłapa, ślepa uliczka! „Legitymacja druga, którą można nazwać merytoryczną, odwołuje się do przekonania, że PO jest formacją modernizującą czy europeizującą Polskę. w przeciwieństwie do „zachowawczego, przeciwstawiającego się nowoczesności”, Prawa i Sprawiedliwości. Oba stereotypy są fałszywe.” Wszelkie zasady rozpoczynania wywodu retorycznego nakazywałyby rozwinąć obydwa wątki. Autorzy programu stosują się do nich, ale czynią to niestety tylko połowicznie.
W dalszych fragmentach tekstu możemy się między innymi dowiedzieć, że Platforma Obywatelska jest kulturowo niezdolna do rządzenia, a drugą przypadłością, która uniemożliwia jej bycie formacją modernizującą, jest korupcja. Ale co z nowoczesnością PIS-u? Przecież dałbym się przekonać! Niestety, ten wątek przepada bez śładu. W innych dziedzinach walory informacyjno-poznawcze programu są na szczęście nieporównanie lepiej rozwinięte. Wygląda na to, że w naszym kraju nie działa już ani jeden posterunek policji. „Z 817 posterunków Policji funkcjonujących w 2007 roku do końca 2013 roku przestało istnieć 817 posterunków policji.” Na tym się chyba znają, wszak to Prawo i Sprawiedliwość.
Diagnoza rzeczywistości, na którą PIS poświęcił przeszło 25% objętości swojej publikacji, zawiera elementy, z którymi można się zgodzić. „Państwo jest „miękkie”, bezradne bądź nieobecne, gdy chodzi o słuszne interesy jednostki, rodziny, społeczeństwa i narodu, ale potrafi być agresywne, bezwzględne i brutalne, gdy chodzi o interesy ludzi władzy i wpływowych, nie zawsze legalnie działających, grup interesu.” Ale po co powtarzać to na ponad czterdziestu stronach? Inne osądy, w starciu z najnowszą historią, stają się wręcz śmieszne.
„Wzrastająca liczba stosowanych wobec obywateli środków operacyjnych, inwigilacja niewygodnych dziennikarzy, odwet na szefie CBA za wykrycie afery hazardowej i wykorzystanie do walki z nim pozornie niezależnej prokuratury, używanie Policji przeciwko pracownikom protestującym w obronie miejsc pracy, pokaz siły wobec kibiców manifestujących krytyczną ocenę rządu i zamykanie za to stadionów, rewizje i aresztowania opozycyjnych dziennikarzy i studentów, bezprawne blokowanie dostępu do informacji publicznej, próby cenzurowania Internetu, brak nadzoru nad służbami specjalnymi i bezkarność ich szefów, wznoszenie zasieków oraz używanie Policji i Straży Miejskiej przeciwko obywatelom pragnącym oddać hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej – to tylko niektóre zjawiska przypominające państwo policyjne. Powróciły skompromitowane praktyki, znane z PRL i pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych, wykorzystywania prokuratury, sił porządkowych i służb specjalnych do walki z polityczną opozycją.” Czy nie przypomina to Państwu, może prócz wzmianki o pseudokibicach, pewnej ekipy rządzącej sprzed prawie dziesięciu lat?
PIS nie lęka się podejmowania złożonych tematów, często z właściwą sobie dbałością o szczegóły. . „Aby zapewnić wzrost dochodów budżetowych, trzeba powrócić do niższych stawek VAT. Posunięcie to z jednej strony zmniejszy obciążenia podatkowe obywateli, szczególnie osób uzyskujących przeciętne dochody, a z drugiej strony przyczyni się do uczciwego rejestrowania obrotów. Wprowadzimy również mechanizm częściowego zwrotu VAT w niektórych przypadkach. Prawo zwrotu połowy naliczonego (według stawki 22%) podatku uzyska finalny odbiorca usług remontowo-budowlanych, po przedstawieniu urzędowi skarbowemu odpowiednich faktur. Będzie to sprzyjać wystawianiu faktur i odprowadzaniu wykazanego w nich podatku, a tym samym ograniczy szarą strefę. Podobne rozwiązanie będzie obowiązywać w przypadku zakupu ubranek dziecięcych.” Faktycznie, Mafia Ubrankowa pogrążyła już niejednego Ministra Finansów.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości opanowali, bardzo istotną z punktu widzenia bieżącej sytuacji budżetowej, umiejętność wielokrotnego wydawania tych samych pieniędzy. „Obecnie wiele rodzin nie może odliczyć podatkowej ulgi rodzinnej od PIT ze względu na to, że osiąga niskie dochody. Likwidacja Narodowego Funduszu Zdrowia połączona ze zniesieniem odrębnej składki na ubezpieczenie zdrowotne, stanowiącej obecnie część PIT, spowoduje, że będzie można w pełni odliczać ulgę rodzinną. (...) Wydatki na służbę zdrowia będą planowane w budżecie państwa, do którego powróci też składka na ubezpieczenie zdrowotne.”
Składka ta więc będzie i jej nie będzie, i to równocześnie. Przypomnijmy, że obecnie obowiązkowa składka ubezpieczeniowa stanowi 9% dochodów osobistych (7,75% odliczane jest od podatku dochodowego, zaś 1,25% pokrywa ubezpieczony). Jedynym wyobrażalnym wytłumaczeniem jest brak ścisłości językowej i przekazanie kwoty odpowiadającej dzisiejszej składce na ubezpieczenie zdrowotne, nadal płaconej w pełnej wysokości, bezpośrednio do budżetu państwa. Ale czy na pewno o to chodziło PIS-owi? Co wtedy stanie się z drugim elementem składki? Odpowiedzi brak.
Wspomniane odpisy z tytułu ulgi prorodzinnej są też o tyle wątpliwe, że PIS planuje podwojenie kwoty wolnej od podatku, a kwota odliczenia ulgi prorodzinnej jest odliczana od kwoty podatku, nie od podstawy opodatkowania. Polityka prorodzinna zajmuje również wyeksponowane miejsce w planach dotyczących Unii Europejskiej. „Nasze założenie minimum, to 1200 euro rocznie na każde dziecko w przyszłej perspektywie budżetowej UE lub po korekcie obecnej.”
Sięgnijmy do królowej nauk – matematyki. Możemy przyjąć, że 20% z 500 mln osób, zamieszkujących obszar 28 krajów członkowskich UE, to dzieci. PIS proponuje więc, aby na każde z tych 100 mln dzieci wydać 1200 euro rocznie. Daje to kwotę 120 mld w ujęciu rocznym i 840 mld euro przy założeniu, że dodatek ten byłby wypłacany w ciągu całego okresu obowiązywania nowej perspektywy budżetowej (2014 – 2020). Budżet UE to około 1 bln euro, „plan minimum” Prawa i Sprawiedliwości pochłonąłby więc ponad 80% wszystkich środków europejskich. Czy wtedy mielibyśmy jeszcze szansę na 82 mld euro z Funduszu Spójności i 32 mld euro dla rolników, a pamiętajmy, że to jedynie „plan minimum”? Tak, jeżeli będziemy wielokrotnie wydawać te same pieniądze.
Mimo że „energia odnawialna w postaci złóż geotermalnych przewyższa 150 razy nasze potrzeby” , tak na wszelki wypadek, dla hecy, będziemy nadal inwestować w paliwa kopalne „Polskie górnictwo węglowe wymaga dużych i rozsądnych inwestycji. (...)Zostanie zakończona budowa terminala LNG w Świnoujściu oraz ulegnie wzmocnieniu infrastruktura gazu ziemnego, między innymi poprzez rozwój i realizację programu inwestycyjnego spółki zarządzającej krajowym przesyłem gazu – OGP Gaz-System SA.”
Prawo i Sprawiedliwość nie od dziś przywiązuję ogromną wagę do polityki historycznej. „Status weterana opozycji antydemokratycznej nadamy tym osobom, które były w PRL więzione, internowane, brały udział w wystąpieniach wolnościowych i były szykanowane.”. Otwiera to całkiem nowe perspektywy zrozumienia zjawisk historycznych. Jeżeli opozycja sama w sobie była faktycznie antydemokratyczna, to może to tłumaczy wykreowanie przez prawice na swoich liderów miernot w osobie np Antoniego Macierewicza ? Jeżeli jednak autorzy programu postrzegają charakter antydemokratyczny w tym, z kim ta opozycja walczyła, to nasuwa się jeszcze bardziej rewolucyjny wniosek: uznanie Polski Rzeczpospolitej Ludowej i systemu komunistycznego za system demokratyczny. Kto wobec takich odkryć powie, że nie warto czytać programów wyborczych?
Czy te 160 stron zaprezentowanych przez partię Jarosława Kaczyńskiego to jeden wielki festiwal błędów, pomyłek i przejęzyczeń? Nie, dowiodą to kolejne artykuły, w których zajmiemy się poszczególnymi elementami programu. Chciałbym jednak już w tym miejscu szczerze podziękować idealistom, którym udało się przemycić do programu partii konserwatywno-prawicowej iście progresywne postulaty. „Odbudowania kolejnictwa wymaga konieczność wyeliminowania wjazdu samochodów do centrów dużych miast i unikania zatorów na drogach, a także dążenie do poprawy bezpieczeństwa podróżnych i stanu środowiska.” Jestem pod ogromnym wrażeniem tej wzmianki. Nie dość, że konieczność wyeliminowania ruchu samochodów w centrach miast została przyjęta jako aksjomat sam w sobie, nie znajdziemy bowiem żadnego odrębnego uzasadnienia dla niej, to spożytkowano ten wniosek, aby w sposób przekonywujący uwypuklić zalety transportu kolejowego. Za to należą się ode mnie wyrazy niezmąconej wdzięczności.
Palikot nie pozostaje dłużny.
W programie partii Palikota pod cienką warstwą chodliwych haseł kryje się niekiedy bezdenna otchłań koncepcyjnej beznadziei. „Nowoczesna polityka społeczna oznacza monitorowanie rynków pracy i mieszkaniowego, starając się z góry zapobiec powstawaniu problemów. Jest to tańsze i bardziej efektywne – a sposobem osiągnięcia tego celu jest lepsza koordynacja prac pomiędzy ministerstwami (zob. pkt 39) oraz wzmocnienie pozycji ministra odpowiedzialnego za politykę społeczną w strukturze rządu.” Wspomniany punkt 39 dotyczy głównie organizacji prac legistlacyjnych w Sejmie. Dla polityki społecznej nic z niego nie wynika. Czym jest więc nowoczesna polityka społeczna? Monitorowaniem, czyli przyglądaniem się i to przez ministra, którego pozycja w rządzie została jakoś wzmocniona. Czyżby Palikot szukał natchnienia w komedii pt. „Człowiek, który gapił się na kozy”? Ja też znam ten film. Fabuła jego była równie denna jak propozycje polityków, których retoryka zdradza tożsame przekonania w temacie skuteczności monitorowania.
Wiele z propozycji zawartych w programie partii „Twój Ruch” z osobna może się wydawać rozsądna, ale zestawione razem zdradzają neoliberalne zapędy przewodniczącego. „Podniesienie poziomu kształcenia w szkołach wyższych musi iść w parze z wprowadzeniem bardziej ambitnego programu nauczania w liceach oraz rozwojem techników i szkół zawodowych. Powinny one bliżej współpracować z przedsiębiorstwami, przekazując te umiejętności, na które jest rzeczywiste zapotrzebowanie rynku. (…)Należy także ułatwić codzienne dojazdy do pracy na terenach wiejskich i w mniejszych Ośrodkach. (…)Należy zwiększyć podaż mieszkań na wynajem, co doprowadzi do spadku czynszów i ułatwi przenoszenie się za pracą do innych regionów kraju. (…)Spadek liczby ludności zacznie być odczuwalny przez polską gospodarkę jeszcze przed rokiem 2020. (...)Lukę, która może zdusić rozwój gospodarczy Polski, wypełnić mogą tylko imigranci. (...)Podstawą aktywnej polityki imigracyjnej powinno być stworzenie sieci Instytutów Polskich w krajach o wysokim potencjale emigracyjnym.” Czy cele te nie układają się w idealnie dopasowaną całość, oderwaną od potrzeb ludzi, a jednostronnie podporządkowaną ideom neoliberalizmu?
Program ten wyznacza szkołom przede wszystkim zadanie przygotowania do zawodu. Nawet poprawa skomunikowania wsi i mniejszych miasteczek ma służyć jednemu celowi: dowozowi, w domyśle tańszej, siły roboczej do pracy. Ci, którzy na dłuższą metę nie chcą stracić pracy, mają się – niczym koczownicy - za nią przenosić z miasta do miasta, a jeżeli i to nie wystarczy, aby zaspokoić głód tanich i służebnych pracowników, to mamy jako kraj postawić na imigrację. Przyznaję, że niektórzy z Państwa mogą uznać tę interpretację za zbyt przejaskrawioną, ale na pewno jest jedną z możliwych, a samo to winno niepokoić.
Jedną ze sztandarowych wizji Palikota jest wprowadzenie świadczenia emerytalnego w jednakowej wysokości dla wszystkich i połączona z nią likwidacja ZUS-u. „Przejście do systemu emerytury obywatelskiej (zob. pkt 73 i 74) pozwoli znieść składki ZUS.” Autorzy programu starają się dowieść, że wiedzą, jak sfinansować powstaną lukę w wysokości co najmniej 45 mld zł. Wskazują przy tym między innymi na oszczędności, których spodziewają się po wdrożeniu reformy. „Zaprzestanie oddzielnego pobierania składek przez ZUS pozwoliłoby na oszczędności rzędu 1,5 do 2 mld złotych rocznie (koszty
działania Pionu Finansów i Realizacji Dochodów to blisko połowa obecnych wydatków administracyjnych ZUS przekraczających 4 mld zł.). Dodać do tego należy korzyści przedsiębiorstw, które od momentu wejścia w życie reformy nie musiałby rozliczać składek ZUS-owskich pracowników – organizacje pracodawców oceniają ich oszczędności na kolejne 4 mld złotych rocznie. (…)Zniesienie składek „po stronie pracodawcy” pozwoli przedsiębiorstwom zaoszczędzić do 4 mld zł rocznie kosztów administracyjnych i wyeliminuje zachęty do nielegalnego zatrudniania pracowników.”
To jednak nie koniec planów w stosunku do ZUS-u. „Zmianą motywującą firmy do zatrudniania pracowników etatowych może być zwiększenie udziału ZUS w wypłacie zasiłków chorobowych podczas zwolnień L-4.
Obecnie, pierwsze trzydzieści dni nieobecności pracownika finansowane jest przez pracodawcę, co zwłaszcza w przypadku małych firm jest bardzo dużym obciążeniem.” ZUS ma więc teoretycznie zniknąć, ale równocześnie w większym stopniu partycypować w kosztach zasiłków chorobowych. Przykre, że sprzeczność ta umknęła strategom Palikota. Czy da się to jakoś ze sobą pogodzić? Przede wszystkim należałoby zacząć od tego, co rozumiemy pod pojęciem ZUS. Składka ta obejmuje szereg ubezpieczeń społecznych, np. rentowe, chorobowe i emerytalne, ubezpieczenie zdrowotne i wpłaty na parę funduszy pozaubezpieczeniowych, np. Fundusz Pracy. Utrzymanie którejkolwiek z tych składek niweczy plany oszczędności administracyjnych, zarówno po stronie pracodawcy, jak i samego ZUS-u. Koszty administracyjne są bowiem w większości kosztami stałymi, niezależnymi od kwot, którymi się obraca. Oszczędności więc nie będzie. Czy można uznać za racjonalizację funkcjonowania państwa reformę, dzięki której instytucja, która obecnie dość sprawnie zarządza naszymi składkami, zostanie pozbawiona wpływów w wysokości 45 mld zł, ale będzie nadal kosztowała tyle samo co dziś?
Ten wpis i tak bije już wszelkie rekordy, dlatego przyjrzymy się już tylko jednej dziedzinie – równouprawnieniu. Suwak, naprzemienne umieszczanie mężczyzn i kobiet na listach – w domyśle wyborczych, to, proszę Państwa, dopiero preludium. „Należy jak najszybciej transponować do prawa krajowego wytyczne Komisji Europejskiej według których każda z płci powinna stanowić minimum 40 proc. Składu zarządów spółek giełdowych.” Odruchowo ciśną mi się na myśl słowa piosenki Sokoła, Pono i Franka Kimono, która parę lat temu królowała nie tylko nad polskim morzem. „Jak ktoś się dzieli to tylko forty-forty. Dwadzieścia procent pobiera tutaj kasa.” Ale wyjdźmy poza niekiedy krępujące ramy polskiej muzyki rozrywkowej. Facebook w lutym wprowadził ponad 50 nowych płci. Czy Palikot im też zagwarantuje po 40% miejsc w zarządach?
To jeszcze nie koniec! „Publiczne radio i telewizja powinny mieć obowiązek takiego doboru gości,by we wszystkich debatach reprezentowane były obydwie płcie, a ogólna długość ich wypowiedzi była zbliżona. Wreszcie, kwestie równości płci powinny być brane pod uwagę przy układaniu budżetów Państwa oraz jednostek samorządowych. (…)Z programów nauczania, podręczników szkolnych i akademickich oraz z praktyki pedagogicznej trzeba wyeliminować treści utrwalające stereotypy płciowe i
kulturowe. Szkoła powinna od najmłodszych lat propagować partnerski, a nie patriarchalny model związku i rodziny. Stosowanie żeńskich form językowych w mowie potocznej i urzędowej powinno stać się częścią kanonu poprawności językowej przekazywanego na lekcjach języka polskiego.” Jest to niespotykany w swojej skali zamach na naszą kulturę, na podstawy współżycia społecznego i fundamentalne prawa człowieka, dokonywany zresztą w imieniu ludzi, którzy na pierwszym miejscu wcale nie stawiają równouprawnienia. Oni wykorzystują panujące nierówności do celów autoreklamy, prześcigając się wzajemnie w obrzydliwości swoich propozycji, aby tylko wyłuskać kolejne cenne minuty czasu antenowego dla siebie.
Ogólnikowość, niespójność merytoryczna i bezkrytyczne przyzwolenie dla szerzenia pseudoideologii umysłowego marginesu społecznego – oto recepta Palikota na utrzymanie się powyżej progu wyborczego. Kolejne odcinki tej serii pokażą, czy i z tego programu można wydobyć coś sensownego. Gorąco zapraszam do ich lektury.