O autorze
Energetyka polska zmienia się dynamicznie i z całą pewnością zmieniać będzie się coraz gwałtowniej. Mam możliwość śledzenia tego procesu od wczesnych lat 90-tych. Wyzwania naszych czasów są bardzo trudne, a zmiany w sektorze energetycznym, jak nigdy dotąd, stają się kluczowe dla rozwoju całej gospodarki.
Na swoim blogu staram się w przyjazny i czytelny sposób wyjaśnić zdarzenia i często paradoksy, które dotykają nas codziennie.
Tematy w których poruszam się na co dzień i o których piszę:
- inwestycje w energetyce
- energetyka jądrowa | prowadzę katedrę na uczelni ze specjalizacją jądrową
- emisje Co2, pakiet klimatyczny, koszty emisji, derogacje, handel emisjami
- energetyka odnawialna, wiatr, słonce, woda, biomasa
- „smart grid” – sieci inteligentne – smart metering, nowe liczniki energii
- rynek energii handel energią, taryfy za energie elektryczną, czy można zaoszczędzić na zmianie sprzedawcy
- energetyka polska a zagraniczna – trendy , porównania
- koszty budowy i produkcji energii elektrycznej , różne technologie, różne bloki energetyczne
- koncerny energetyczne w Polsce , przekształcenia, zmiany, o co chodzi w nich
- systemy informatyczne dla przemysłu i energetyki
- zmiany w IT
- nowe technologie
więcej o mnie: www.konradswirski.pl

Solidarność kończy się kiedy zaczynają się własne interesy, solidarność energetyczna nawet jeszcze szybciej.

Dziś walczymy o solidarność energetyczną. Tu na pewno słuszność jest po naszej stronie … ale solidarne działanie, wspólne zakupy gazu i wzajemna pomoc są niemożliwe do zrealizowania. Europejskie państwa, pomimo że zgromadzone w tej samej klasie to mają zupełnie sprzeczne energetyczne interesy, a ich wewnętrzne korporacje i firmy wcale nie muszą zyskiwać i wcale im na tym nie zależy, żeby energia i paliwa były tanie i konkurencyjnie dostępne.


To było chyba w czasach liceum , kiedy szybko wyleczyłem się z iluzji wspólnych działań i protestów. Nadchodził czas jakiejś podsumowującej klasówki z historii , a ponieważ nauczycielka nie pojawiła się na poprzedniej lekcji, więc szybko powstała koncepcja, że nie będziemy pisali zapowiedzianego testu – no bo nie mieliśmy potwierdzenia. Na początek zabawa i chęć buntu, utwierdzany przez opór kilku zdeterminowanych osób , które nie nauczyły się niczego i coraz bardziej podsycały w nas słuszny protest i wreszcie wspólna deklaracja wszystkich …. że dziś nie piszemy. Było mi właściwie wszystko jedno, bo historie lubiłem i się nauczyłem, ale jedną z najbardziej zagorzałych przeciwniczek testu była śliczna niewysoka dziewczyna o ciemnych włosach i leciutko skośnych oczach, siedząca zwykle kilka ławek za mną , więc zacząłem popierać solidarność klasową całym sercem. Potem było już jak zwykle. Nauczycielka pojawiła się zgodnie z planem i rozdała testy. Nie zważając na protesty, głośne pomruki niezadowolenia i nasze zacięte twarze, zastosowała profesjonalne podejście obiecując łagodne i hojne w dobrych ocenach traktowanie tych co napiszą i obowiązkowe surowe kary dla tych co się solidaryzują. Pomimo tego postanowiliśmy walczyć. Nasze kartki pozostawały czyste, a my w milczeniu trwaliśmy w słusznym oporze, rozglądając się od czasu do czasu po sali. Pierwsze oczywiście pękły klasowe kujony i współpracownicy nauczycielki, poprzednio zastraszone na przerwie, a teraz zaczęli w milczeniu wypełniać kolejne kolumny testu. Nauczycielka umiejętnie powtórzyła groźby i przypomniała o zbliżającym się końcu semestru i nadchodzącym spotkaniu z rodzicami. Wtedy poddali się niektórzy z liderów – silne klasowe osobowości, ale jak to zwykle bywa, mające problemy ocenami, zwykle desperacko broniące się przed pozostawieniem na kolejny rok w tej samej klasie. Na koniec trzymał się już tylko nasz ostatni rząd ławek. Mieszając oburzenie z wściekłością na tych co się nie solidaryzowali do końca, nie poddawaliśmy się. Spojrzałem z nadzieją do tyłu w kierunku ślicznej dziewczyny z ostatniej ławki ….. i stało się …. jej ciemna główka też była pochylona nad kartką, a długopis odhaczał kolejne polecenia. Poza balonem z klasówki, doświadczenie z testem z historii wyleczyło mnie dodatkowo z iluzji wspólnej solidarności , jak również definitywnie ze słabości do ciemnowłosych dziewcząt o kocich oczach.
Dziś walczymy o solidarność energetyczną. Tu na pewno słuszność jest po naszej stronie … ale solidarne działanie, wspólne zakupy gazu i wzajemna pomoc są niemożliwe do zrealizowania. Europejskie państwa, pomimo że zgromadzone w tej samej klasie to mają zupełnie sprzeczne energetyczne interesy, a ich wewnętrzne korporacje i firmy wcale nie muszą zyskiwać i wcale im na tym nie zależy, żeby energia i paliwa były tanie i konkurencyjnie dostępne. Przez ostatnie lata doprowadziliśmy europejski system do dziwacznej konglomeracji koncernów i małych firm poplątanych wspólnymi interesami z dostawcami (właśnie z Rosją). Dokładając nierealistyczne i całkowicie arbitralne reguły Pakietów Klimatycznych i kolejnych europejskich dyrektyw – cały rynek nie ma nic wspólnego w wolnym rynkiem, ekonomią , a już na pewno europejską solidarnością. Wcale nie zarabia się na konkurencji , a przeciwnie premiowane są państwa na podstawie politycznych układów i koneksji, cena nie zależy od kosztów dostaw, ale od możliwości uzależnienia od jednego dostawcy i braku własnych zasobów. Firmy handlujące najwięcej zarabiają na nieprzejrzystości rynku, zmiennych formułach cenowych i kolejnych wersjach kontraktów gdzie najważniejsze są ustalenia pod stołem lub w aneksach które nie pokazywane są w świetle dziennym.
Efekt łatwy do przewidzenia. Całym sercem popieram pomysł wspólnych zakupów, solidarności i wspólnej polityki. Musimy sobie jednak uświadomić, że takiej wspólnej polityki nie ma. Interesy są rozbieżne , małe europejskie (Cypr) jako pierwsze zawetują, a duzi gracze (Wlk. Brytania, Niemcy, Francja) mają zupełnie coś innego do ugrania. Wszyscy pokiwają głowa, poprą w wypowiedziach, wprowadzą może jakieś małe modyfikacje, ale będą robić swoje. Tak naprawdę – a widać to w informacjach i przekazach telewizyjnych, w całej europejskiej polityce chodzi o to, żeby jak najszybciej przejść nad wszystkim do porządku dziennego. Strzelaniny na Ukrainie nie zajmują już pasków wiadomości, wiadomo że się tam biją (jak od kilku lat w Syrii) i za chwile nikogo w Europie to nie będzie obchodzić. Nawet newsy że wojska ukraińskie strzelają do rosyjskich śmigłowców nadlatujących znad Krymu …. dziś nie przebijają się do głównych newsów zajętych komentowaniem emocji w ostatnich minutach meczu i dogrywce finału Ligi Mistrzów. Wybory na Ukrainie faktem – teraz każdy europejski kraj tak naprawdę modli się niech postawią jakikolwiek (teraz już łatwiej wybrany) rząd , dogadają się (znaczy ulegną) z Rosją i niech dalej wróci spokój i europejskie zadowolenie. Tym bardziej, że za chwilę wakacje i trzeba z rodziną wyjechać do Grecji lub Turcji na zasłużone wakacje. Tak naprawdę nawet u nas solidarność energetyczna schodzi z planu, bo przecież europejskie wybory już za nami i remis ze wskazaniem niczego nie zmienia.
A tymczasem na horyzoncie … dalej będą zbierać się ciemne chmury, a żaden z problemów nie rozwiąże się sam, a doświadczenia z historii (niekoniecznie z klasówki) mówią, że jak ktoś zacznie połykać inne państwa to zwykle nie zatrzymuje się w pół drogi. Raczej nie oczekiwałbym że doświadczeni żołnierze w nieoznakowanych mundurach, po sukcesach z Krymu i obecnym oporze w okolicach Doniecka, nie będą chcieli wybrać się gdzie indziej za roku czy dwa. Polska zaś, nie może liczyć na solidarność europejską a jednocześnie wchodzi w najbardziej trudny geopolitycznie okres pewnie od ostatnich 50 lat. Warto to sobie uświadomić i nie liczyć że wszystko się ułoży jeśli nie będziemy na to przygotowani.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...