Obrazki wojny za naszą granicą na razie spadły z czerwonych pasków wiadomości, ale sytuacja staje się coraz bardziej poważna. Po raz pierwszy od dobrych kilkudziesięciu lat perspektywa konfliktów zbrojnych w naszym najbliższym sąsiedztwie jest zupełnie realna, a nawet znowu zaczynamy hipotetycznie rozważać scenariusze wojny z udziałem własnego kraju, coś co jeszcze na początku tego roku można było traktować jako niewinną zabawę futurologów i książek żerujących na taniej sensacji. Niebezpieczeństwa stają się jednak faktem, a wraz z nimi przykra prawda, że każda nowa wojna jest zupełnie inna niż ta poprzednia (i zawsze jeszcze gorsza). W nowym wieku rzeczywistość kreują komputery i ich wirtualne oprogramowanie, ale broń informatyczna jest rzeczą zupełnie realną i budzi coraz większy niepokój o nasze bezpieczeństwo. Patrząc na zmiany, należy naprawdę się obawiać nie tylko stalowych czołgów i niewidzialnych samolotów z rakietami, ale jeszcze bardziej wyrafinowanych informatycznych broni, które sprawią, że kolejny konflikt będzie wyglądał już zupełnie inaczej. Kwestie te są ostatnio bardzo często poruszane przez prasę, zasypując mnie mailami z pytaniami na które odpowiadam jak umiem ….
Jakie są elektroniczne zagrożenia w związku z budową elektrowni jądrowej w Polsce?
Problem cyberbezpieczenstwa instalacji energetycznych jest ogólny i nie dotyczy tylko Polski. Powszechnie do roku 2009/2010 – zagrożenie było nieco lekceważone i sprowadzane do kwestii typowych audytów bezpieczeństwa systemów informatycznych – najprościej rzecz ujmując nie traktowano informatyki jako broni a rozważano jedynie hipotetyczne ataki złośliwych hackerów i to też z przymrużeniem oka – no bo czego mają oni szukać w elektrowni (mając w domyśle na pewno bardziej interesujące z finansowego punktu widzenia banki lub inne instytucje finansowe).
Dziś też hakerzy raczej wiele krzywdy zrobić nie mogą, jeśli jako hakerów rozumiemy niezależnych programistów lub ich grupy, dokonujących nieautoryzowanych wejść do systemów komputerowych, w tym także nielegalnych zmian. Natomiast istnieje olbrzymie zagrożenie ze strony specjalizowanych grup profesjonalnych zespołów walki cyberinformatycznej – ponieważ zagrożenie przeniosło się już na poziom wojskowości i ataków państwo-państwo. W przyszłej wojnie cyberatak będzie poprzedzał jakiekolwiek rzeczywiste działania zbrojne, a tak naprawdę będzie to decydujące uderzenie – wyłączające krytyczną infrastrukturę (np. energetyka i komunikacja), po którym sama bezpośrednia walka zbrojna będzie już tylko mało znaczącym dodatkiem.
Jak wysoki jest poziom zagrożenia? Jak wysoki będzie w przyszłości?
Publicznie dostępne dane są fragmentaryczne i niepełne. Z jednej strony firmy zajmujące się bezpieczeństwem komputerowym pokazują dość alarmistyczne informacje (jak http://www.symantec.com/connect/blogs/dragonfly-western-energy-companies-under-sabotage-threat-energetic-bear), z drugiej, do tej pory nie mieliśmy potwierdzonego skutecznego ataku na sieć energetyczną. Aczkolwiek nie mieliśmy też prawdziwej wojny z wykorzystaniem cybernarzedzi (pewne drobne elementy można było zauważyć, kilka lat temu podczas napięcia pomiędzy Rosją i Estonią, gdzie dochodziło do wstępnych ataków informatycznych, aczkolwiek nie na obiekty przemysłowe.
Jaka sytuacja w Polsce? Czy Polska jest na nie przygotowana, czy rząd przygotowuje się/jest przygotowany na cyberatak na elektrownię? Nad czym należałoby popracować, by zwiększyć bezpieczeństwo elektrowni?
Jakie rekomendacje?
Patrzeć na najlepsze wzorce (np. USA i ich procedury ). Odcinać infrastrukturę krytyczną od dostępu z zewnątrz. Budować świadomość problemu u zarządzających systemami. W audytach połączyć specjalizowaną wiedzę informatyczną z wiedzą technologiczną i dotyczącą systemów sterowania. Inwestować w obronne wojskowe systemy zabezpieczające – podkreślam obronne, a nie ofensywne (na takie nas nie stać i trudno dogonić konkurencję). Bardzo interesującą koncepcję widziałem niedawno – propozycja coś w rodzaju pospolitego ruszenia cybernetycznego (proponowane przez jedno ze stowarzyszeń na wzór czegoś co funkcjonuje w Estonii). Podobny problem ma i Polska, w żaden sposób nie jesteśmy w stanie mieć porównywalnych nakładów na cyberbezpieczenstwo jak największe kraje (choć może powinniśmy tez pomyśleć o przesunięciu wydatków z „hardware” na software). Możemy jednak korzystać z naszej wiedzy i umiejętności i naszych zasobach - wszystkich polskich programistach i specjalistach pracujących na co dzień w sektorze cywilnym, a mogących wspólnie działać z powodzeniem w stanie zagrożenia. Wymaga to jednak pomyślenia, nieszablonowych koncepcji i woli organizacji (no i niepokłócenia się wzajemnie), a z tym zawsze u nas deficyt. Przede wszystkim widzieć zagrożenia i wspólnie działać …. bo inaczej koszt zaniedbania będzie ogromny.
