Z dobrym prawem jest trochę tak jak z dobrym narratorem powieści. Po prostu się go nie zauważa. Ale to ideał, do którego można co najwyżej dążyć. W Polsce prawo zauawża się na każdym kroku. Polskie prawo wciąż wchodzi w konflikty, a to z prawami ekonomii, a to z naukami socjologów, a to naszymi poglądami na politykę, a to z naszym wyobrażeniem o tym, jak powinna wyglądać rejestracja działalności gospodarczej. Wydaje nam się, że jest ono wszędzie, że nas osacza, że musimy się przed nim bronić. Dlaczego?
REKLAMA
Najprościej mówiąc dlatego, że jest tworzone źle. Tworzone jest przy udziale dużej dawki arognacji, ale w nie mniejszym stopniu ignorancji. Zacznijmy od ignorancji. Ignorancja dotyczy tego, co można by nazwać “instytucjonalną złożonością” procesu tworzenia i egzekwowania prawa. Generalnie rzecz biorąc chodzi o to, że prawo nie jest ustanawiane w izolacji. Kiedy uchwalamy ustawę to staje się ona częścią potężnego zbioru rozmaitych norm, zasad, reguł, praktyk, które wcielają w życie rozmaici ludzie, instytucje, organizacje, związki przy pomocy rozmatiych mechanizmów, procesów, procedur. Trudno jest czasami przewidzieć jakie konsekwencje będzie miało ustanowienie nowego prawa. Stąd często mówi się o tych konsekwencjach, że są niespodziewane. Ta niespodziewaność nie zawsze musi przynosić konsekwencje negatywne, ale najczęściej tak oczywiście jest.
Ci, którzy za tworzenia się prawa biorą często tej złożoności nie zauważają. Postrzegają sytstem prawa jako hierarchiczny, statyczny, niereformowalny. Dla prawnika towrzenie prawa jest procesem, który ma miejsce tylko i wyłącznie z mocy ustawodawczego namaszczenia, które z kolei znajduje swoje uzasadnienie w tym, że ustawa uchwalona została przez parlament w demokratycznych wyborach. Procedura ta została ustanowiona przez konstytucję, której moc nadrzędną Polacy uznali, a także przez reguły i zasady, a także doktrynę rozwijaną latami przez prawników i sędziów. Oto jest nasza prawnicza/prawodawcza ortodoksja.
Niektórych ona przeraża. (I do pewnego stopnia słusznia). Ci, których przeraża krzyczą, że trzeba zderegulować, zderegulować wszystko. Ale to rozwiązanie, w większości przypadków, też nie doprowadzi nas zbyt daleko i tylko pogłębi naszą frustrację i poczucie niemocy.
Co robić? Po pierwsze, zdać sobie sprawę, że wszyscy, WSZYSCY, przede wszystkim zaś prawodawcy jesteśmy IGNORANTAMI; że mamy śladowe pojęcie o tym jak świat działa, jak naprawić to, co się zepsuło i jakie to naprawianie będzie miało konsekwencje. Mamy pojęcie śladowe (może lepiej “fragmentaryczne”, “częściowe”), bo innego się mieć nie da, bo tego wszystkiego po prostu się ogarnąć nie da, tak jak nie da się ogarnąć przyszłości – nie da się jej przewidzieć. Nie da się do końca wiedzieć, czy prawo, które stanowimy okaże się być strzałem w dziesiątkę, czy może będzie kompletną klapą.
Kiedy już zdamy sobie sprawę z naszej ignorancji musimy otworzyć się na eksperymentowanie. Eksperymentowanie z różnymi formami tworzenia prawa i regulacji. Nie wszystko trzeba regulować prawnie. W celach regulacyjnych można używać rozmaitych nie-prawnych narzędzi, które dają możliwość bycia bardziej elastycznym (o tym mógłbym długo, ale może przy innej okazji). Należy eksperymentować z angażowaniem do procesu regulacji podmiotów prywatnych, nie tylko stowarzyszeń przedsiębiorców, ale także organizacji pozarządowych, krajowych i międzynarodowych. A tam, gdzie trzeba uregulować coś prawnie skupić się na ciągłym monitorowaniu efektów wdrożonych rozwiązań, zostawić sobie miejsce na ich poprawianie i modyfikowanie.
Tworzenie prawa w tym duchu wymaga jednak pokory. Wymaga pokory przede wszystkim od prawodawców. Wymaga od nich wyzbycia się arognacji, która każe im obiecywać, że nowa ustawa czy konstytucja sama z siebie rozwiąże jakiś problem. W dziedzinie tworzenia prawa bycie romantycznym idealistą jest przejawem arogancji. Tworzenie prawa jest tymczasem procesem, który wymaga od nas pokory, pokory spod znaku dynamicznego realizmu.
