Znajomy polski ksiądz przyszedł kiedyś "po kolędzie" do Artura Boruca, który akurat mieszkał w jego parafii we Florencji. Boruc mu otworzył po czym, kiedy zobaczył z kim ma do czynienia pospiesznie wydukał tylko: "Nie, to ja dziękuje" i zamknął drzwi. Trudno przypuszczać, żeby Boruc był miał przed księdzem G. coś do ukrycia. Bardziej prawdopodobne, że nie jest nadto religijny. Wreszcie, jest jest jeszcze jedna możliwość. Być może były bramkarz reprezentacji nauczył się powszechnej we włoskim futbolu maniery - ostentacyjnej wręcz niecpierliwości. To właśnie ta niecierpliwość jest ostatnią szansą Włochów na europejskie mistrzostwo.
REKLAMA
Niecierpliwą się piłkarze, kiedy się ich pyta o zarzuty związane z aferą korupcyjną, która zupełnie tak jak "afera Fryzjera" w Polsce, zatacza coraz szersze kręgi. ("Moje pieniądze, moja sprawa" - mówił wczoraj zniecierpliwiony kapitan włoskiej reprezentacji - Gianluigi Buffon - na koferencji po przegranym towarzyskim meczu z Rosją). Niecierpliwi się trener włoskiej reprezentacji, który zasugerował, że drużyna narodowa być może w ogóle nie powinna wystąpić na Euro. Podobną sugestię zgłosił też ostatnion premier Mario Monti, który mówił, że być może należałoby w ogóle zawiesić rozgrywki, na "dwa, trzy lata". Niecierpliwią się wreszcie kibice, którzy w coraz mniejszej liczbie uczęszczają na mecze, a na reprezentację nie liczą prawie wcale.
Wszystko zaczęło się dokładnie roku temu, w czerwcu 2011, kiedy aresztowano takie tuzy włoskiej piłki jak Giuseppe Signoriego, Mauro Bressana, Stefano Bettariniego czy Cristiano Doniego. Zarzucano im oczywiście, im a później także wielu innym piłkarzom i działaczom ustawianie meczów. W najnowszej odsłonie operacji "Calcio scommesse", tej której świadkami jesteśmy w ostatnich dniach zatrzymano m.in. kapitana rzymskiego Lazio, Stefano Mauriego. Nieoficjalnie mówi się, że zarzuty może usłyszeć także kapitan włoskiej reprezentacji, wspolniany już, nomen omen, Buffon.
Włoska piłka jest okrutnie skorumpowana, tak jak wiele innych dziedzin życia w tym kraju, w szczególności na południu. Każdy, kto choć raz miał okazję zawitać do Neapolu czy Palermo wie dobrze, co mam na myśli. Obecność "mafii", takiej czy innej piłkarskiej czy śmieciowej, w życiu prywatnym i publicznym wyczuwa się na każdym kroku (w Neapolu wyczuwa się w sensie dosłownym, z uwagi właśnie na przewalające się na ulicach tony śmieci). Nie jest oczywiście tak, że nikt nie próbuje z tym niczego zrobić. Z mojego punktu widzenia najciekawsza jest w tym procesie "odnowy" rola sędziów, takich jak - w kontekście ostatniej afery korupcyjnej - Guido Salviniego z Cremony. Sędziowie, którzy od lat walczą z przestępczością zorganizowaną we Włoszech cieszą się tu ogromną niezależnością i władza, która pozwala im na stosowanie/autoryzowanie całego aresnału środków inwigilacji i kontroli. Cieszą się też dużą popularnością. W przeciwieństwie do wielu innych ośrodków władzy we Włoszech, działają sprawnie i skutecznie, często z poczuciem misji, jak słynny sędzia Falcone, który walkę z sycylijską mafią przypłacił życiem. Zginął w zamachu bombowym na autostradzie koło Capaci (razem z żoną Francescą Morvillo, także sędzią, oraz z policjantami z pierwszego auta kolumny, pod którym wybuchł ładunek). Mafia podłożyła silną bombę na odcinku autostrady którym miał podróżować Falcone zaminowując wręcz prawie 100-metrowy jej odcinek (ok. 350 kg materiałów wybuchowych!).
Wątpię jednak, żeby misja włoskich sędziów mogła zakończyć się ostatecznym zwycięstwem. Oczyścić siebie z zarzutów mogą tylko...sami piłkarze. I właśnie dlatego nie obawiałbym się tego, że Włosi na Euro nie przyjadą. Kiedy w 1980 wybuchł inny skandal korupcyjny (w wyniku, którego do drugiej ligi relegowano m.in. Lazio in AC Milan), a na dwa lata więzienia (w zawieszeniu) skazano jedną z największych gwiazd reprezentacji, Paolo Rossiego, wydawało się, że włoska reprezentacja nie będzie w stanie osiągnąć dobrego rezultatu na Mistrzostwach Świata w 1982 roku. Faza grupowa zdawała się potwierdzać te obawy. Włosi zremisowali w niej z Polską, Peru i Kamerunem. Zniecierpliwieni krytyką ze strony mediów, postanowili wtedy całkowicie odciąć się od kontaktów z nimi. Musiała w drużnie prowadzonej przez Enzo Bearzot'a wytworzyć się wtedy jakaś niezwykła determinacja, bo w następnej fazie pokonali faworyzowanych Argentynczyków (z Maradoną), Brazylijczyków, a w finale RFN, sięgając wtedy po mistrzostwo świata. Grymas szczęścia na twarzy Marco Tardelliego po strzeleniu gola w finale pozostaje do dziś symbolem tamtego zwycięstwa. Po tym zwycięstwie, cały naród o korpucji w krajowym futbolu szybko zapomniał, a przynajmniej wybaczył.
Nic nie oczyszcza z zarzutów korupcyjnych lepiej niż zwycięstwo w Mistrzostwach. Włochów w tym roku na nie stać. Włosi muszą wygrać, nie mają wyjścia.
