Czy Niemców należy się bać? Na pewno, jeżeli jest się drużyną piłkarską, która z rezprezentacją Niemiec musi rozegrać mecz. Niemców należy się jednak bać z innego jeszcze powodu: narzucają one dziś Europie wizję polityki, która stawia pod znakiem zapytania cały europejski projekt. Niemcy znów zagrażają Europie.
REKLAMA
I nie, nie chodzi o to, żeby wytykać Niemcom winę za rozpętanie dwóch wojen światowych. Chodzi raczej o zwrócenie uwagi, tak jak zrobił to dziś w prowokującym komentarzu znany dziennikarz i ekonomista Anatole Kaletsky, na szczególne geopolityczne położenie Niemiec. “Niemcy są zbyt dużym krajem, żeby wygodnie koegzystować z sąsiadami w jakiejkolwiek strukturze poltycznej, której główną osią jest interes narodowy. “[Jednocześnie] nie są krajem wystarczająco dużym, żeby zdominować swoich sąsiadów całkowicie, tak jak USA zdominowały Amerykę Północną, a Chiny Daleki Wschód” – pisze Kaletsky. Wydaje się, że rozumieli to dobrze mądrzy niemieccy politycy tuż po wojnie opowiadając się za odrzuceniem realpolityki narodowego interesu na rzecz europejskiego idealizmu. Zamiast dążyć do powstania “Niemieckiej Europy” wybrali drogę “Europejskich Niemiec”, w której wąsko pojętym interes narodowy ustępował często idealistycznym postulatom europejskich elit. To ważna lekcja – uważa Kaletsky – o której zapomniała Angela Merkel.
Na przestrzeni ostatnich trzech lat wszelkie poważne próby ratowania eurostrefy – od określenie stopnia redukcji zadłużenia (haircut) względem banków-posiadaczy obligacji skarbowych, poprzez bardziej realistyczne cele konsolidacji fiskalnej, euro-obligacje aż po poluzowanie ilościowe, które miałby przeprowadzić Europejski Bank Centralny – spotykał się ze zdecydowanym sprzeciwem Niemiec, w tym osobiście Angeli Merkel. Niemcy, inaczej mówiąc, konsekwentnie sprzeciwiały się dalszemu pogłębieniu Unii - w wymiarze politycznym i monetarnym. Pogłębienie to jest tymczasem zupełnie niezbędne do tego, żeby uwolnić Europę od śmiertelnego klinczu, w którym aktualnie trwa. Trwa dlatego, że Merkel stała się zakładnikiem niemieckiej opinii publicznej, niemieckich mediów i sędziów z Karlsruhe (tam mieści się cieszący się ogromny prestiżem niemiecki Trybunał Konstytucyjny, który bardzo nieprzychylnie patrzy na przejawy pogłębiania się europejskiejj Unii).
Kto może sie Niemcom postawić? Cóż, wiemy na pewno, że nie Radek Sikorski. Pamiętamy jego przemówienie z Berlina (28 listopada 2011 roku): “Mniej zaczynam się obawiać niemieckiej potęgi niż niemieckiej bezczynności. Niemcy stały się niezbędnym narodem Europy.” Większą dozą rozsądku niż tandetnej efektowności mogą wykazać się na szczęście inni politycy. Postawić się dzisiaj Niemcom mogą Hiszpanie, Francuzi i Włochy. Jak sugeruje Kaletsky mają one dość siły, żeby postawić Niemcom ultimatum: albo zgodzicie się na unię bankową, euro-obligacje i poluzowanie ilościowe albo możecie strefę euro opuścić. “Bez Niemiec strefa euro miałaby o wiele mniej wewnętrznej nierównowagi, więcej zaś politycznej spójności, a także słabszą walutę i większą inflację, co pozwoliłoby łatwiej spłacić długi”. Postawiona pod ścianą Merkel będzie musiała się zgodzić, choćby dlatego, że Niemiecka opinia publiczna – jakkolwiek aktualnie narodowościowo pobudzona kolejnymi zwycięstwami Niemców w mistrzostwach - jest jednak przede wszystkim europejska. "Seid umschlungen, Millionen! Diesen Kuß der ganzen Welt!"*
*Fragment "Ody do radości", hymnu Unii Europejskiej, według tekstu Fryderyka Schillera.
