W dzisiejszej Rzeczpospolitej ukazał się krótki tekst dwojga prawników argumentujący za przywróceniem zamiast aktualnego przyrzeczenia przysięgi sądowej na Biblię. Ich postulat, chociaż słabo uargumentowany, nie tylko mnie nie przeraża, ale wręcz zachwyca. Przysięgam na Boga!

REKLAMA
Występując dzisiaj w Polsce w sądzie, w procesie karnym, składa się przyrzeczenie następującej treści:
"świadomy znaczenia moich słów i odpowiedzialności przed prawem przyrzekam uroczyście, że będę mówił szczerą prawdę niczego nie ukrywając z tego, co mi jest wiadome" (art. 188 par 1 kodeksu postępowania karnego).
Inaczej mówiąc przyrzeczenie w postępowaniu sądowym stanowi zapewnienie, że świadek, biegły lub tłumacz złożą prawdziwe zeznania, opinię i tłumaczenia. Taka oto formuła przyrzeczenia jest zdaniem autorów - Radcy Prawnego Małgorzaty Zarychty-Surówki i sędziego Wiesława Zarychty - środkiem dowodowym niższej rangi niż przysięgi złożonej na Biblię. Nie bardzo jednak wiadomo dlaczego tak uważają.

W następnym zdaniu piszą bowiem, że
"Ranga złożonej przysięgi na Biblię jest o wiele wyższa, ponieważ jako środek dowodowy polegający na uroczystym zapewnieniu, że złożone zeznania, opinie i tłumaczenia przez osoby występujące przed sądem w charakterze świadków, biegłych i tłumaczy są zgodne z prawdą."
Tak przyrzeczenie jak i przysięga mają zatem charakter uroczysty i zobowiązują osobę występującą w procesie, czy to jako oskarżony, czy świadek do tego samego - do mówienia prawdy. Nie ma między nimi żadnej formalnej ani materialnej różnicy.
Równie nieprzekonujący jest oparty na arbitralnej przesłance argument autorów, że po wprowadzeniu przysięgi na Biblię spadnie liczba składanych fałszywych zeznań.
Argument za przywróceniem w wymiarze dobrowolnego wyboru przysięgi na Biblię w polskim systemie procedury karnej tkwi zupełnie gdzie indziej. W motywacjach, jakimi składający zeznania się kierują.
Mam znajomą prawniczkę-karnistkę, która stosuje w swojej pracy prostą zasadę: "klient to twój największy wróg. Do wszystkiego, co mówi musisz podchodzić nieufnie, wręcz zakładać, że cię oszukuje." Kiedy mówiła mi o tym po raz pierwszy, nie bardzo wiedziałem o co jej chodzi i wydawało mi się to sprzeczne nie tylko z zasadami etyki, ale też ze zdrowym rozsądkiem. Teraz rozumiem to lepiej.
To, że ktoś okłamuje swojego adwokata, to że ktoś okłamuje sędziego wynika tylko i wyłącznie z tego, że chce chronić coś, coś wartościowego. Oczywiście, że istnieją na świecie patologiczni kłamcy, którzy kłamią z nawyku, z przekory itp., ale tych jest niewielu. Większość z nas kłamie, bo boi się czegoś stracić. Boimy się stracić to, co jest dla nas wartościowe. Kłamiemy, żeby - paradoksalnie - pozostać wiernym pewnym wartościom. A właściwie jednej.
Tą jedną wartością jest nasz indywidualny, osobisty interes. Kłamiemy, bo wydaje nam się, że coś ujdzie nam na sucho, że w ten sposób nasz własny interes uchronimy - uchronimy nasze pieniądze, rodzinę, życie. Najczęściej tę "wartość dodaną kłamania" można łatwo wyliczyć. Można na przykład wyliczyć, że na skłamaniu Urzędowi Skarbowemu - zakładając, że nie będzie on wstanie pozyskać informacji na temat naszej sytuacji finansowej z innych źródeł - uchroniym 10, 20 tysięcy złotych.
Czasami jednak wartość dodana kłamstwa jest trudna do wyliczenia, czasem jest ona żadna. W takich sytuacjach zdajem sobie sprawę, że powiedzenie prawdy narazi nas interes na krzywdę, ale ta krzywda albo jest mała, albo niewiadoma, albo zupełnie nieznana. Czy warto kłamać również wtedy?
Wielu ludzi dojdzie w takiej sytuacji do wniosku, że nie. Nie wiem ilu. Ale paru na pewno. A to zawsze coś.
Potrzebujemy dobrych powodów do tego, żeby mówić prawdę. Ponieważ żyjemy w społeczeństwie pluralistycznym trudno zapisać jednak te powody w kodeksie procedury karnej. Można jednak dać ludziom możliwość wyboru. To z kolei może wzmocnić ich wolę i motywację do mówienia prawdy.
Przysięga na Biblię nie wzmocni motywacji ateisty. Będzie ona raczej przyczynkiem do kpin i żartów, tak jak była dla Georg'a Carlina w jego dobrze znanym skeczu. Przysięga na Biblię wzmocni jednak motywację do mówienia prawdy osoby wierzącej. I to właśnie jest podstawowy powód za przywróceniem w wymiarze dobrowolnym przysięgi sądowej na Biblię w polskim systemie procedury karnej.
Link to tekstu w Rzeczpospolitej tu