Czy Warszawa leży w centrum czy na wschodzie Europy? Jeszcze do niedawna, kiedy na "Zachodzie" mówiło się "Europa Wschodnia" to miało się na myśli Polskę, Czechy, Słowację, Węgry i może jeszcze parę innych krajów. Dalej na wschód nie było już Europy; był Związek Radziecki, a kiedy ten upadł - Białorouś, Ukraina, Rosja. Na tym polegała słabość Europy Centralnej pisał w słynnym eseju niemniej słynny czeski pisarz Milan Kundera. Europa Centralna nie potrafiła dostatecznie wyartykułować swojej odrębności i Europa (Zachodna) o niej zapomniała. Istniał tylko Wschód i Zachód. A między nimi zimna wojna.
REKLAMA
Przypomniałem sobie w ostatnich dniach o eseju Kundery* przy kilku przynajmniej okazjach: w trakcie konferencji na uniwersytecie w Nowym Jorku, przeglądając międzynarodową prasę, a także kilka artykułów naukowych z dziedziny nauk politycznych. Przyłapałem się na tym, że znajdując w tekście albo w wypowiedziach prelegentów zwrot "Europa Wschodnia" automatycznie identyfikowałem go z Polską. Tymczasem wcale o Polskę nie chodziło. Chodzłio raczej o Azerbejdżan, Mołdawię, a najcześciej o Ukrainę i Rosję.
Zgoda, są to raczej przykłady anegdotyczne, niepoparte zupełnie stosownym badaniem. Być może te przykłady mówią nam tylko, jak o "Europie Wschodniej" myślą wąskie grupy elit (akademickich, dziennikarskich), które zajmują się geopolityką. Wydaje mi się jednak, że jest coś na rzeczy, że dokonuje się na naszych oczach bardzo istotna zmiana, właśnie natury geopolitycznej. Europa (w wyobrażeniu reszty świata) rozszerza się na wschód.
Oczywiście dla nas Rosja jest Rosją, i łamie prawa człowieka, Putin-car, zamordyzm, a na Ukrainie Tymoszenko w więzieniu. Na Ukrainine było też jednak Euro, jedna z najważniejszych imprez sportowych na świecie. Ukraińcy czy Rosjanie, których spotykamy dziś na wakacjach w Egipcie, czy na uniwersytetach w Ameryce bardzo różnią się od tych, których spotykaliśmy jeszcze kilka lat temu. Reprezentują, tak jak Polacy, nie tylko swój kraj, ale też Europę, jej kulturę, języki i modę.
Cokolwiek takiego się stało Europa, w wyobrażniu "Zachodu", ale też w wyobrażeniu wielu krajów Azji, przesuwa się na wschód. Siłą rzeczy Warszawa staje się bardziej centralna. Wiąże się z tym, jak sądzę, pewna odpowiedzialność. Odpowiedzialność za przywrócenie Europie Centralnej należnego jej miejsca. Miejsca należnego jej w kulturze, historii, ale też gospodarce i polityce. Tylko trzeba mieć na to pomysł.
Pewien podsuwa nam sam Kundera 30 lat temu, u schyłku zimenj wojny. "Prawdziwą tragedią Europy Centralnej - pisał - nie jest Rosja, ale Europa [do której kraje Europy Centralnej przez tyle lat tęskniły i aspirowały - MB]. Za żelazną kurtyną nikt nie przypuszczał, że Europa się zmieniła i nikt nie doświadcza już jej jako wartości samej w sobie." Kundera otwierał nam za żelazną kurtyną oczy, pokazywał, że nasze wyidealizowane wyobrażenie Europy jest oparte na błędzie. Wydawało nam się, że dla Europy, Europa - jako projekt polityczny, ale też jako zestaw wartości - jest czymś za co warto umierać. Umierać za nią jednak nie mieli z pewnością Europejczycy.
Dzisiaj też nie mają za nią zamiaru umierać. Ba, nie mają za nią nawet zamiaru specjalnie oszczędzać. Dzisiaj, kiedy Europa (przynajmniej w wyobrażeniu wielu) rozszerza sią na wschód, przeżywa jednocześnie kryzys tożsamości. I chociaż Europa Centralna nie może zrobić wiele, żeby rozwiązać leżące u źródeł tego kryzysu problemy techniczne (czytaj euro), to powinna tchnąć w Europę ducha. Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy. Panowie, trochę idealizmu!
* Chodzi tu oczywiście o esej "Tragedia Europy Centralnej" opublikowany w The New York Review of Books w 1984 roku.
