116 lat temu urodził się F. Scott Fitzgerald, jeden z najwybitniejszych pisarzy amerykańskich, autor m.in. "Wielkiego Gatsby'ego" i "Po tamtej stronie raju". Fitzgerald narobił sobie wielu wrogów, w szczególności publikując tę ostatnią książkę. Opisał w niej pokolenie młodych Amerykańow, które wchodziło w dorosłe życie po I wojnie światowej. W powieści Fitzgerald przedstawia ich jako koncentrujących się na swoim statusie materialnym i motywowanych niemal wyłącznie chciwością. Fitzgerald napisał "Po tamtej stronie raju", bo chciał szybko stać się sławny i bogaty. Tylko wtedy miałby szansę ubiegać się o rękę pięknej Zeldy Sayre.

REKLAMA
To mu się zresztą udało. Prowadził z Zeldą życie wystawne i próżne. Zmarł na chorobę alkoholową w wieku lat rapterm czterdziestu paru. Tym pełniej wpisywał się w przeznaczenie "straconego pokolenia", bo tak często mówiło się o tych, których w swoich książkach portretował.
Należeli do niego Ernest Hemingway, John Steinbeck, T. S. Eliot, John Dos Passos, Erich Maria Remarque...żeby wymienić tylko kilku pisarzy. Niezłe grono jak na 'straconych'.
Jest zawsze coś przewrotnego w nazywaniu jakiegoś pokolenia 'straconym'. Ocenia się jej bowiem z perspektywy, z której nie widać jeszcze dokładnie na czym wkład danego pokolenia może polegać.
Wyobrażam sobie, że dzisiaj miliony nastolatków na całym świecie wysłuchują narzekań rodziców, że za dużo czasu spędzają przed komputerem, że nie wykazują ambicji. Trudno jest rodzicom przypuszczać, że czas spędzony na graniu lub w internecie może kiedyś zaawocować oryginalnym pomysłem, takim, który odmieni świat, albo przynajmniej jakiś jego fragment. (To trochę tak jak z moim doktoratem - PhD czyli Parents Have Doubts).
Przeglądajac korespondencję Fitzgeralda natrafiłem na list do jego przyjaciela, w którym broni on prawa wszystkich 'straconych' do ich działalności 'straceńczej'. I pomyślałem sobie po jego przeczytaniu, że może lepiej być straconym niż oburzonym (pokoleniem)? Lepiej jeść pizzę pisząc aplikacje na IPhone'a niż wychodzić na ulicę walczyć o sprawiedliwość społeczną?

Do: Roberta Clarka
Zachodnia 59 Ulica Numer 38
Nowy Jork
9 lutego 1920

Drogi Robercie:
Twój list poirytował mnie tak wielce, że odpowiadam nań natychmiast. Kimże są wszyscy ci 'prawdziwi mężowie', którzy 'kreują biznes i politykę'? i których aprobaty powinienem tak bardzo wyglądać? Czy chodzi Tobie o tych oszustów, którzy przetrzymują cukier w swoich magazynach tylko po to, żeby pozbawaić go reszty ludzi, a może chodzi ci raczej o tych komiwojażerow, którzy łapówkami i przez wzgląd na szkolne sentymenty ręcznie sterują wyborami? Co nie podniosę gazety to dowiaduję się, że ci 'prawdziwi mężowie', ci których zadowala tylko 'genialny umysł' (cytuję Ciebie) właśnie poszli tego ranka siedzieć w Sing Sing - Brindell i Hegerman, dwa filary społeczeństwa.
Kto do diabła miał szacunek dla Shelley'a, Whitmana, Poe, O. Henry'ego, Swinburne'a, Villona, Shakespeare'a kiedy żyli? Shelley i Swinburne - wyrzucono ich z uniwersytetu; Verlaine i O. Henry - wylądowali w więzieniu. Reszta była pijakami albo hulakami, którym kupcy i małostkowi politycy i prorokowie swojego czasu mówili, że nie są godni miana prawdziwego męża. I kupcy i prorokowie, cwani i nudni, obrócili się w proch - a tamci żyją.
Jeden tylko Shaw, o którym mówiono, że jest niemoralny po pięćdziesięciokroć bardziej niż ja, miał szczęście żyć tak długo, że świat zdążył do niego dorosnąć. To, w co wierzył w 1890 było wówczas herezją. Dziś jest niemal szanowane. Wydaje mi się, że sam za bardzo ulegałem 'autorytetom' - dyrektor Newman, S.P.A, Princeton, mój pułk, mój szef - który nic nie wiedział więcej niż ja, w istocie muszę powiedzieć, że cała piątka stała intelektualnie niżej ode mnie. A to wszystko, co się liczy! Rousseauowie, Marxowie, Tołstojwie - ludzie myśli, 'niepraktyczni' mężczyźni, 'idealiści' mieli większy wpływ na to co jesz i na to, co myślisz niż wszystkie te miliony Roosveltów i Rockefelerów, którzy pardowali przez dwadzieścia lat powtarzając to samo, co 100% Amerykańów (czyli 99% wiejskich idiotów), i umierali zwracając się z proszącycm pochlebstwem do tych głupawych i okrutnych Bogów, których powołali do życia w swoim sercu.