Czy konserwatysta może wielbić Wałęsę? Nie. I na tym problem z konserwatystą polega. Ale nie lepiej jest z wyzwolonym z konserwatywnych "przesądów" liberałem. Intelektualna wrażliwość nie pozwala im zaakceptować myśli, że wkrótce w Polsce – tak jak w czasach Solidarności – przestanie rządzić salon, a zacznie ulica.

REKLAMA
*Zabrzmię jak Michnik, ale dedykuję szczerze w dniu wyborów prezydenckich, które przywracają na tron Putina Przyjaciołom Rosjanom
Polska prawica nigdy za Wałęsą nie przepadała. Przede wszystkim dlatego, że była radykalnie antykomunistyczna. Nie mogła wybaczyć mu Okrągłego Stołu ani domniemanej współpracy z SB. Ale jest coś jeszcze, na co w dyskusjach o Wałęsie zwraca się uwagę rzadko. Zrobił to ostatnio w rozmowie z Tomaszem Machałą dla natemat.pl Robert Krasowski, autor nowej książki o przywódcy Solidarności - Po Południu. Otóż polska prawica za Wałęsą nie przepadała również dlatego, że nie był on inteligentem.
Dlaczego polska prawica, albo inaczej mówiąc, polscy konserwatyści nie przepadają z tego powodu za Wałęsą? Wynika to z samych założeń tego nurtu filozofii politycznej:
“[k]onserwatyzm jest teoretycznym głosem przeciwko uprawomocnieniu woli klas podporządkowanych. Wyposaża nas w najbardziej spójny i doniosły argument za tym, żeby nie pozwalać niższym klasom korzystać z ich niezależnej woli, argument za tym, ze nie powinni sprawować władzy ani nad sobą ani nad wspólnotą polityczną. Podporządkowanie jest ich pierwszym obowiązkiem, uprawomocnienie woli zaś przywilejem elity” - pisze Corey Robin w The Reactionary Mind: Conservatism from Edmund Burke to Sarah Palin.
W swojej książce prof. Robin opowiada nam historię polityki (przede wszystkim w świecie anglosaskim, ale nie tylko – wystarczy zajrzeć do wydanego niedawno przez Teologię Polityczną zbioru esejów jednego z najbardziej niedocenionych chyba polskich konserwatysytów śp. Tomasza Merty), w której o tym, czy np. kobiety powinny dostać prawa wyborcze, a homoseksualiści móc zawierać związki małżeńskie, nie mogą decydować, odpowiednio, kobiety i homoseksualiści, tylko elity. Krótko mówiąc Salon.
Paradoksalnie w Polsce etykieta “salonu” przyległa do środowisk lewicowych. Ale, jak sądzę, z perspektywy mojego pokolenia wygląda to trochę inaczej. Salon to dla nas w takiej samej mierze “Gazeta Wyborcza” co “Rzeczpospolita” i “Dziennik Gazeta Polska”. A to właśnie dlatego, że wszyscy oni bardzo przywiązani są do myśli, że przywódczą rolę w Polsce powinna sprawować inteligencja. W tym sensie tak konserwatyzm jak i liberalizm w obecnej formie okazują się w Polsce być głuche na wołanie ulicy. Na nasze wołanie.
Masowe ruchy ostatniego roku – tak w Polsce, jak i na świecie - arabaska wiosna, Occupy Wall Street, anty-ACTA stawiają taki model “salonowej” polityki pod znakiem zapytania. Ale w nie mniejszym stopniu robił to sam Wałęsa. I – jak zaznacza Krasowski – na tym polegał jego geniusz.
“Za każdym razem jego logika była prosta. ” – mówił w wywiadzie z Tomaszem Machałą Krasowski. “Wałęsa . . . [n]ie jest w ogóle zakładnikiem tego wszystkiego, na czym wychowała się inteligencja warszawska czy krakowska, która nadawała ton wszystkim obozom politycznym. Oni się naczytali za dużo książek, każdą rzecz komplikują. Dla mnie Wałęsa w sporze z Mazowieckim, Geremkiem, Kwaśniewskim był człowiekiem najbystrzejszym.”
Wydaje mi się, że w tym tkwi klucz do zrozumienia zmian, jakie zachodzą we współczesnej polityce. Nawet jeżeli dotychczasowe etykiety – konserwatysta/liberał – nie tracą na znaczeniu całkowicie, to ich znaczenie z całą pewnością się dzisiaj zmienia. Ich opisanie na nowo wymaga od nas szczególnej uwagi zwróconej na to, kim się stajemy, zrozumienia wyzwań czasu, w którym żyjemy, ale także świadomości, że i ten czas kiedyś minie. Robert Krasowski rzucając w Po Południu nowe światło na Wałesę wykonuje w swojej książce dobrą i ważną robotę. Wskazuje naszemu pokoleniu na nieodzowność myślenia radykalnego, które jest atrybutem “ulicy”, na zbiorową mądrość, która mobilizuje i wyprowadza ludzi na ulicę. Krasowki daje na nowo sygnał do odrzuceniem Salonu – tego z lewa i prawa.
U źródeł naszej zbiorowej “ulicznej” mądrości, inaczej niż chcieliby myśleć przedstawiciele Salonu, nie tkwi wola anarchii, ale pragnienie budowania nowego porządku. Protest przeciwko ACTA, poza wieloma innymi rzeczami, pokazał, że rację bytu straciła główna przesłnaka salonowego sprzeciwu moblizacji klas podoporządkowanych – to, że "ulica" nie ma dostępu do informacji wystarczających do tego, żeby podejmować samodzielne rozważne decyzje polityczne. Otóż my ten dostęp mamy.
Mamy dzisiaj niesłychane możliwości wykorzystania technologii nie tylko dla zbierania inforamcji, ale także dla realizacji własnych celów, które mogą stać się (muszą!) cześcią polityki głównego nurtu. Zanim to się jednak stanie nie możemy ulegać rządom technokracji i ich pretenjsom do efektywności i “realizmu”. Jeżeli im bowiem uwierzyć, kończy się w zasadzie rola dla demokracji, dla nas wszytkich. Jak pisze w swojej książce The Leaderless Revolution Carne Ross “zostaliśmy wtłoczeni w rodzaj apatii, ciągłym powtarzaniem nam przez polityków, że mogą wszystko naprawić, podczas gdy to my jesteśmy najbardziej wpłwowymi podmiotami zmiany.” Ross przekonuje nas, że nie mam dziś wyboru innego niż wziąć sprawy w swoje ręce. Jeżeli nie chcemy stać bezczynnie podczas gdy problemy świata się pogłębiają, jest tylko jedna alternatywa: działać w porozumieniu z innymi, w oparciu o nasze przekonania, o to, co wierzymy, że mam sens.
Dał nam przykład Wałęsa jak zwyciężać mamy.