
Wchodzisz do kaplicy szkoły teologii. W tle sączy się muzyka z gatunku soul (czyli dusza, w końcu jesteś w kaplicy). Zamiast ołtarza pulpit i kilka krzeseł. Sklepienie rozświetlają czerwone reflektory. Licznie zgromadzona publika, głównie profesorowie z okolicznego uniwersytetu. Jeżeli tak, bracie/siostro, wygląda kaplica do której wszedłeś/weszłaś to znaczy, że jesteś pewnie w Union Theological Seminary (UTS) i zaraz przemówi do ciebie dr Cornel West.
REKLAMA
Może go znasz z Matriksa? (Zagrał w nim samego siebie). Może widziałeś/widziałaś inny film, serial albo program, w którym występował? (Było ich wiele). Może czytałeś/czytałaś jego książki. (Kilkanaście). Może uczestniczyłeś/uczestniczyłaś w prowadzonych przez niego zajęciach w Princeton albo na Harvardzie?
Dziś można go spotkać w UTS mieszczącym się w Harlemie w Nowym Jorku, tuż obok Uniwersytetu Colubmia. Tu zaczynał swoją karierę jako wykładowca i tutaj wrócił w zeszłym roku, żeby ją zakończyć. West jest filozofem, akademikiem, aktywistą. Przede wszystkim jest jednak kaznodzieją. Wyboraź sobie skrzyżowanie Tadeusza Bartosia z Maciejem Nowakiem i ojcem Janem Górą, ale takie z nastroszonym afro.
Trudno z nim wygrać bitwę na argumemty. A to głównie ze względu na meta-fizyczną perspektywę, z której je bierze. Dr West jest profetycznym kaznodzieją. Używa religii, a konkretnie Chrześcijaństwa jako metody aktywizmu politycznego. Może chodzi o prawa czarnoskórych Amerykanów? A może o równouprawnienie kobiet? West będzie tam zaraz razem z arsenałem swoich profetycznych wizji i ekumenicznych argumentów. West mówi tak, jak XXI-wieczny kaznodzieja mówić powinien. Czerpie z różnych tradycji, ale robi to mądrze, empatycznie, mówi przekonywująco i sensownie.
Wczoraj rozmawiał z noblistą w dziedzinie ekonomii, profesorem Georgem Akerlofem (Berkley). Rozmawiali o związkach ekonomii i religii. Akerlof jest jednym z tych progresywnych ekonomistów, który stara się zreinterpretować pewne fundamentalne założenia ekonomii, te o racjonalności jednostek czy równowadze rynkowej. "Z rynkami jest jak z nauką medycyny" - mówił - "najpierw uczysz się o ich anatomii, tego jak działają i tego, że generalnie rzecz biorą działają dobrze, a dopiero póżniej uczysz się o chorobach, które mogą je dotknąć i o tym jak je leczyć. Problem z nauką ekonomii jest taki, że kończy się ona najczęściej na lekcji anatomii. Podręczniki ekonomii nie mówią o tym jak leczyć jej raka."
West zasadniczo podzielił jego pogląd, ale akcentował rolę i rozumienie historii. "Widzicie, bracia i siostry - zwrócił się do słuczaczy - my przychodzimy tutaj [do szkoły teologii - MB] znając historię, wiedząc, co działo się kiedyś i że wiele z tego, co się wydarzyło było katastrofą. Historia ludzkości to historia katastrof, cierpienia w czasie i przestrzeni. W tą samą wiedzę wyposażeni są studenci innych kierunków, w tym medycyny. Wiedzą, że problemem jest nie to, że nasz organizm najczęściej działa, tylko, że czasami nie działa. To wtedy przynosi cierpenie albo śmierć. Studenci ekonomii, z drugiej strony, nie uczą się historii, nie mają wystarczającej świadomości tego, jakie zło może wyrządzić posługiwanie się teorią w praktyce. Mówisz, że system ekonomiczny co do zasady działa dobrze - zwrócił się do Akerlofa. - A ja pytam, dobrze dla kogo? Dla ludzi biednych? Dla czarnoskórych? Dla mieszkańców Afryki? Nie potrzeba mi modelu racjonalnej jedostki, która dąży do maksymalizacji swoich korzyści, żeby wiedzieć, że ludzie zadają sobie nawzajem cierpenie. Chcę wiedzieć, co z tym cierpeniem można zrobić."
Kiedy słucha się dziś takich ludzi jak Akerlof, noblista, profesor, doradca Międzynarodowego Funduszu Walutowego, takich ludzi jak Stizglitz,Krugman czy Shiller, progresywnych ekonomistów, którzy najtrafniej ujmują problemy jakie stają przed ekonomią jako nauką, ale także ekonomią jako teorią uzasadniającą podejmowanie decyzji politycznych, można docenić rolę przenikliwej analizy kiepskiej sytuacji w której ekonomia się znalazła i wizję tego, jak można ją naprawić. Trudno jednak zdobyć dla tej wizji poparcie bez profetycznego języka jakim posługuje się West, bez odwagi i nadziei, którą uosabia. Żaden poważny periodyk ekonomiczny nie opublikuje artykułów Akerlofa, Stizglitza,Krugman czy Shillera, w których zgłaszaliby te same postulaty, które zgłaszają w swoich popularnych książkach, w swoich wystąpieniach publicznych. Są zbyt niepoprawne, nie w wystarczającym stopniu wysublimowane matematycznie. Obniżyłby prestiż i ranking. A przecież jednye na co wskazują ich argumenty to wołanie o jakieś elementarne poczucie sprawiedliwości. "Sprawiedliwość, nie zapominajcie bracia i siostry, to jest miłość w przestrzeni publicznej."
