Przy okazji Euro 2012 w Warszawie małe poruszenie. W hotelu Marriott zamieszkała Al-Dżazira. Po mieście w tempie błyskawicznym rozchodzą się plotki. “-Al-Dżazira to podobno imię arabskiej księżniczki, daru arabskich szejków dla narodu polskiego” – mówi ładując mi surówkę do kebaba właściciel kebabowej budki. “-Był kiedyś pałac od Stalina, dlaczego nie może być księżniczka od katarskiego sułtana?” – pyta retorycznie ktoś głosem nigdy niezdziwionego taksówkarza. Moment wejścia Al-Dżaziry z walizkami do Marriotta widziała jendak najlepiej kwiaciarka, pani Wiesia: “-Jaka księżniczka?! To są same chłopy z brodami, chyba terroryści!”
REKLAMA
Jeżeli ktoś pamięta w Polsce Al-Dżazirę to pewnie z początku lat dwutysięcznych, kiedy jako pierwsza (a czasami jedyna) stacja telewizyjna publikowała taśmy z pozdrowieniami od Osamy bin Ladena. Dla wielu oznaczać to mogło tylko tyle, że w Al-Dżazirze pracują terroryści, albo przynajmniej sympatyzujący z nimi dziennikarze. Ci, którzy nie byli tak szybcy w wyrabianiu sobie opinii zostali jednak wkrótce nagrodzeni. Nie tylko dlatego, że stacja kupiła prawa do pokazywania Euro 2012 na wyłączność w niemal wszystkich krajach arabskich czy dlatego, że pokazuje też ligę niemiecką, włoską, i hiszpańską…
Szybko okazało się, że ambicją Al-Dżaziry jest bycie wiarygodną i niezależną stacją informacyjną, którą - z uwagi na szeroką publiczność arabską - będzie miała dostęp do oryginalnych materiałów i prezentować będzie poglądy, które nie są znane dobrze na Zachodzie. Jej ambicją, które realizuje konsekwetnie, było stanie się pomostem pomiędzy Zachodem a Wschodem. Wkrótce po tym, jak zaprezentowała pierwsze po 11 września nagrania bin Ladena, na jej antenie wystąpił ówczesny premier Wielkiej Brytanii, Tony Blair, a stacja szybko zaczęła się stawać wiarygodną platformą rozmowy o sytuacji w Iraku, Afganistanie i na Bliskim Wschodzie.
Oczywiście, zdaniem wielu fakt, że Al-Dżazira finansowana jest w głównej mierze przez katarskich szejków poddaje wątpliwości obiektywność materiałów, które prezentuje. Z drugiej strony, jest też faktem już w trakcie wojny w Iraku, a szczególnie po 2006 roku, kiedy stacja zaczęła nadawać też po angielsku, Al-Dżazira stała się podstawowym medium, z którego świat czerpał informację, np. ostatnio o “arabskiej wiośnie”.
Najlepszym dowodem na jej dobrą reputację niech będzie to, że w czasie niedawnego posiedzenia senackiej Komisji Spraw Międzynarodowych, amerykańska Sekretarz Stanu, Hillary Clinton, powiedziała, że Al-Dżazira staje się coraz bardziej popularna w USA dlatego, że dostarcza czegoś, co rzeczywiście można nazwać wiadomościami, w przeciwieństwie do amerykańskich mediów, które mają z tym problem. Clinton sugerowała tym samym, że Amerykanie przegrywają globalną wojnę informacyjną. "Można się z tym nie zgadziać, bo mogłoby się wydawać, że w naszym kraju dostajemy wiadomości przez całą dobę. Tyle tylko, że większość tego czasu zajmują reklamy, a z dyskusji dwóch gadających głów, które wymieniają się “argumentami”, i jakichś planszy, którymi posługują się dla potwierdzenia swoich racji, niewiele wynika dla nas, Amerykanów, a co dopiero dla cudzoziemców."
Jednocześnie wielu komercyjnych dostawców telwizji blokuje w Stanach dostęp widzów do Al-Dżaziry. Trudno powiedzieć czy z przyczyn komercyjnych czy ideologicznych. Mają jednak taką możliwość. W Kanadzie, dla odmiany, właściwa agencja rządowa może administracyjnie nakazać włączenie jakiegoś programu do sieci kablowej i Al-Dżazira prowadziła skuteczną kampanię, żeby tak się stało. W rezultacie stała się ona jednym z bardziej popularnych kanałów informacyjnych w tym kraju.
Ostatnio zaglądam na stronę Al-Dżaziry na pewno częściej niż na stronę International Herlad Tribune, czyli globalnego wydania New York Times’a (od 1887 roku), która jeszcze do niedawna wydawała mi się być "the newspaper of choice" społeczności kosmopolitów. Coraz większa część treści IHT jest jednak chroniona płatnym dostępem, co skutecznie zniechęca do korzystania z serwisu, przynajmiej w sytuacji, kiedy są dostępne alternatywne materiały bardzo podobnej jakości, czasem nawet ciekawsze. Ostatnio znalazłem tam też kilka publikacji znajomych z mojego Instytutu, m.in. tekst politologa Payama Ghalehdar’a o polityce Obamy względem Iranu.
Aljazeera.com to może nie jest strona ze zdjęciami arabskiej księżniczki, ale jest faktem, że wielu facetom nie daje spać po nocach. Nie tylko zresztą w trakcie piłkarskich mistrzostw i zresztą nie tylko facetom.
