Profesor Ronald Dworkin
Profesor Ronald Dworkin

14 lutego 2013 roku zmarł Ronald Dworkin, jeden z najbardziej znanych filozofów prawa i polityki XX wieku, profesor New York University i University College London. Swoją błyskotliwą karierę akademicką rozpoczął w latach 60tych XX wieku poddając krytyce dominującą wówczas w świecie anglosaskim teorię prawa Herberta Harta, wedle której istnieje wyraźny rozdział prawa i moralności. Z tej krytyki uczynił sposób na życie, bardzo zresztą długie i udane.

REKLAMA
Przekonał wielu argumentując, że rozdział prawa i moralności jest iluzją. Dworkin uważał, że sędziowe nie tylko mogą kierować się zasadami moralnymi w swoich rozstrzygnięciach, ale że czasem wręcz muszą to robić. Przepisy prawa – pisał - nie wystarczają bowiem do rozstrzygnięcia wszystkich przypadków, w szczególności zaś tych trudnych (hard cases). W przypadkach trudnych sędzia, niczym mocarny Herkules (metafora, której sam używał) posługuje się zasadami moralnymi, które najlepiej uzasadniają jego rozstrzygnięcie.
Profesor Dworkin był zatem prawnikiem-moralistą, jednym z tych którzy chcą, żeby poprawne rozumienie tego, co sądy robią, jakie wydają wyroki, miało "sens" również z moralnego punktu widzenia. W teorii Dworkina najważniejsze jest to, żeby decyzje sądów, wymierzanie przez nie w imieniu państwa sprawiedliowści, było moralnie uzasadnione. Teorię Dworkina cechuje zatem nie tylko solidna dawka moralizmu, ale także rodzaj platońskiego idealizmu, w którym świat, który istnieje jest w zasadzie nie ważny, jest on bowiem tylko miernym odbiciem, innego, idealnego świata, do którego nie mamy dostępu, a w którym powinniśmy szukać inspiracji.
I w zasadzie trudno mieć do teorii Dworkina jakieś zastrzeżenia. Brzmi dobrze (szczególnie w ustach samego Dworkina, który był doskonałym mówcą). Ma jednak jedną zasadniczą wadę - jest całkowicie nierealistyczna.
Przeciwieństwem tego moralistycznego idealizmu prawniczego jest właśnie prawniczy realizm, czyli zdolność, gotowość do zmierzenia się ze słabościami ludzkiej natury - egoizmem, koniunkturalizmem, uleganiem politycznym (i nie tylko) emocjom itd, które cechują przecież także sędziów czy prawodawców. Platon, patron Dworkina, odlatuje w idealizm uważając, że jest zawsze racjonalnym postępować w sposob sprawiedliwy. Realiści dobrze wiedzą, że postępować racjonalnie to bynajmniej nie znaczy postępować sprawiedliwie, uczciwie, dobrze, a jedynie tak, jak dyktuje to nam jakiś, najczęściej własny, interes, dyktowany, egoizmem, koniunkturalizmem itd.
Dworkin możliwość, że sędzia kieruje się jakimś własnym interesem, przkonaniami, w tym przede wszystkim politycznymi, całkowicie odrzuca. Wierzył, że dla każdego sporu istnieje tylko jedna prawdziwa odpowiedź, która jest zgodna z prawem, i że sędzia odkrywa ją poprzez konstuktywną interpretację, tzn. próbując odnieść tę decyzję do odpowiedniej zasady moralnej, która najlepiej uzasadni jego decyzję. Krótko mówiąc, Dworkin bierze to, co sędziowie mówią, co napisali w uzasadnieniu bezkrytycznie. Skoro mówią, że robią coś, bo tego wymaga prawo (a tak zazwyczaj mówią), to pewnie tak właśnie jest.
Realista patrzy na to inaczej. Dla realisty to, co sędziowie mówią, że robią to jedno, a to, co na prawdę robią to drugie. Sędziowie mogą mówić, że kierują się ściśle literą prawa, że takie czy inne rozumowanie jest aksjologicznie spójne z duchem ustawy czy konstytucji. Okazuje się jednak, jak wskazują badania empiryczne, ale też zdrowy rozsądek, że to co kieruje nimi w podejmowaniu decyzji to często zupełnie pozaprawne wyobrażenia o tym co jest fair, albo względy zupełnie polityczne. Moraliści chcą wytłumaczyć to, co się dzieje w kontekście zasad moralych, które uważają za słuszne, realiści chcą wiedzieć, co się dzieje na prawdę.
I to ci drudzy, jak sądzę, mają rację, bo rozstrzygnięcia sądów, szczególnie takich jak Trybunał Konstytucyjny, łatwiej czasem przewidzieć na podstawie kilku zmiennych (takich jak poglądy polityczne, albo jaka partia nominowała danego sędziego) niż na podstawie doktrynalnej analizy grupy prawników-konstytucjonalistów. Oczywiście, że prawo jest ważne, i hamuje sędziów, nie pozwala im robić wszystkiego, ale tylko tyle. Czy zapowiadając wnioski do prokuratury w sprawie działań CBA sędzia Tuleya kierował się ścisłą literą prawa, zasadami moralnymi, a może swoimi emocjami napędzanymi antypatiami politycznymi? Te ostatnie dwa elementy Dworkin zignorowałby całkowicie, a tymczasem wydaje się, że to one odgrywały decydującą rolę, biorąc pod uwagę to, że rzeczonego wniosku sędzia Tuleya ostatecznie nie złożył.
Dwa lata temu w eseju "Czym jest dobre życie" Dworkin pisał: "Jest ważne, żebyśmy żyli dobrze, nie dla nas samych, nie dla innych, jest to po prostu ważne." Idealiści-moraliści, tacy jak Dworkin mówią nam często jak powinniśmy żyć, żeby żyć dobrze, jakich ideałów moralnych sięgać. Zgadzam się z wieloma postulatami, które moraliści zgłaszają, ale trudno mi się z nimi identyfikować. Razi mnie brak relizmu, jaki cechuje idealistów-moralistów. Nie rozumieją oni tego, że ludzie zmieniają czasem swoje poglądy, w tym moralne, ale nie robią tego pod wpływem wniosków dyskursywnego rozumowania, ale pod wpływem uczuć i emocji. Idealiści-moraliści, szczególnie ci liberalni, tacy jak Dworkin, czy Wojciech Sadurski tego nie rozumieją, i dlatego idealistyczno-moralistyczny liberalizm umiera, aż w końcu umrze, tak jak umarł, świeć Panie nad jego duszą, Ronald Dworkin.