„Wyrok Sądu Najwyższego Białorusi z 30 listopada [2011] został w stosunku do pani syna wykonany“ – czytamy dzisiaj fragment listu, jaki otrzymała od białoruskich władz matka Uładzisłaua Kawaliou. Skazano go na śmierć za współudział w zamachu na mińskie metro w 2011 r. W piątek, kilkaset kilometrów na wschód od Warszawy na Kawaliou wyrok wykoano strzałem w głowę. Zostanie pochowany w bezimiennym grobie. Tymczasem kilkaset kilometrów na południowy zachód od stolicy, w niemieckim domu opieki - dowiadujemy się dzis również - zmarł 91-letni John Demjaniuk, który w zeszłym roku został uznany za winnego współudziału w 28 tysiącach morderstw. Zmarł, po prostu zmarł. Nikt mu nie strzelał w głowę.
A jeżeli kara śmierci ratuje życie?
REKLAMA
W Niemczech od kilkudziesięciu lat już się tego nie robi. Wikipedia podaje, że kara śmierci została zniesiona całkowicie w 88 krajach, 11 krajów zniosło ją z wyjątkiem szczególnych przestępstw takich jak zbrodnie wojenne, a kolejne 30 wprowadziło politykę niewykonywania jej (moratorium) lub nie wykonały żadnego wyroku od co najmniej 10 lat. Kara śmierci obowiązuje wciąż w 68 krajach świata.
W Polsce kary śmiercie też się nie wykonuje (zaliczamy się więc do większości państw szlachetnych, „cywilizowanych“). Ostatni wyrok wykonano 21 kwietnia 1988 w krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich na Stanisławie Czabańskim skazanym za gwałt i zabójstwo. Ostatni wyrok przez rozstrzelanie wykonano w Forcie Rembertowskim w Warszawie 7 marca 1979. W 1995 wproadzono moratorium na jej wykonywanie. 1 września 1998 została zniesiona nowo wprowadzonym kodeksem karnym z 1997 i zastąpiona przez dożywotnie pozbawienie wolności.
A jednak debata o karze śmierci czasami odżywa. Odżywa w takich momentach jak dzisiejszy poranek, kiedy zestawiamy sobie historie Kawaliou i Demjaniuka. Odżywa jednak przede wszystkim w świetle najnowszych (amerykańskich, a jakże) badań statystycznych, które – na przekór obiegowej opinii, że „kara śmierci nie odstrasza“ – pokazują, że może mieć efekt...ratowania życia. Bo jeżeli każda egzekcuja pozwala powstrzymać pomiędzy 3, a 18 innymi moderstwami, to jak to inaczej nazwać? Kara śmierci ratuje życie?
Badania, o których tu mowa porównują liczbę egzekucji wykonywanych w danym okręgu (powiecie) w Stanach Zjednoczonych i liczbę morderstw popełnianych w tym samym czasie i miejscu. Pokazują wyraźnie, że im więcej egzekucji, tym mniej morderstw w okolicy. Ta zależność jest tym większa im sprawniej działa aparat sprawiedlwości (czyli tam, gdzie wyroki zapadają szybciej).
Gary Becker, noblista w dziedzinie ekonomii i jeden z zaangażowanych w te badania mówił jakiś czas temu w wywiadzie, że „dowody rozmaitego typu – nie tylko te ilościowe [badania statystyczne] wystarczyły, żeby przekonać mnie do tego, że kara śmierci odstrasza i że warto ją stosować w stosunku do przestępców popełniających największe zbrodnie.“ Cass R. Sunstein i Adrian Vermeule (oboje z Uniwersytetu Harvarda) dochodzą do takich samych wniosków w swoim artykule „Is Capital Punishment Morally Required?“ opublikowanym w zeszłym roku w Stanford Law Review. „Ci, którzy sprzeciwiają się karze śmierci i robią tak w imię ochrony życia, muszą zdawać sobie sprawę z tego, że sprzeciwianie się karze śmierci może stać w sprzeczności z ich postulatem.“
Jak zauważają Sunstein i Vermeule przeciwnicy kary śmierci opierają swoje argumenty na założeniu, że „działanie“ państwa (poprzez wykonanie kary śmierci) jest moralnie gorsze od „zaniechania“ (w postaci ochorny życia innych ludzi). Innymi słowy, lepiej żeby państwo zaniechało ochrony życia potencjalnych ofiar, niżby miało w imię ich ochrony kogoś uśmiercić. Tymczasem to założenie jest fałszywe. O ile ma ono sens w odniesieniu do jednostek (jest różnica czy popełniam przestępstwo działając czy zaniechając jakiego działania), o tyle w kontekście państwa – jako podmiotu morlanego – argument ten traci na znaczeniu. Jeżeli państwo zaniecha działania na przykład na rzecz ochrony środowiska, to nie może się poźńiej bronić mówiąc, że było to raptem „zaniechanie“. Za szkodę musi płacić tak samo.
„Kiedy mamy do czynienia z państwem“ – piszą – „niepowodzenie ochrony czyjegoś życia poprzez odmowę karania albo odstraszania jednostek od szkodliwego działania, nie może być uzasadnione dokonywaniem rozróżnienia na „działania“ i „zaniechania“.“ Państwo ma moralny obowiązek chronić życie. Życie jak największej ilości obywateli. A zatem jeżeli można statystyczne wykazać, że pozbawienie życia szczególnie okrutnyego przestępcy pozwoli na uratownie życia dwóm lub więcej osobom, to państwo ma moralny obowiązek karę śmierci wykonywać – konkludują Sunstein i Adrian Vermeule.
Nie wierzę w białoruski system sprawiedliwości, chociaż przyznaję, że nie wiem o nim zbyt wiele. Nie ryzkuje wiele stwierdzając, że nie spełnia on najbardziej podstawowych standardów, jakie obowiązywać powinny w państwie prawa (bezstronność, niezawisłość, wieloinstancyjność itp.). Ten wyrok jest dla całego narodu białoruskiego hańbą. Hańbą dla wszystkich narodów zaangażowanych w rozliczanie nazistów jest to, że Demjaniuka do sprawiedliwości nie doprowadzono, że go – mówiąc wprost – wcześniej nie rozstrzelano. Pozostaje nam jednak otwarte pytanie, czy jeżeli w świetle dalszych badań nad „odstraszającym“ efektem kary śmierci dojdziemy do wniosku, że może ona ratować życie, czy nie stanie się ona moralnie konieczna? Często słyszymy, że to że większość Polaków jest za karą śmierci jest tylko przejawem jakiegoś niezdrowego, zbiorowego instynktu okrucieństwa. Czy rzeczywiście?
Wcześniejsza wersja (2005) artykułu Sunsteina i Vermeule jest dostępna do ściągnięcia tu. Odsyłam do niego po wszystkie statystyki, o których mowa we wpisie.
I przepraszam za literówki. Staram się z tym walczyć.
Maciej
