Swój czas sprzedajemy na potęgę. Im drożej tym lepiej. Pożyczka na procent stanowi kręgosłup naszego systemu finansowego, podobnie jak spekulacja. Im więcej go sprzedajemy, tym mniej go mamy. Czasem wydaje się, że nie mamy go wcale.

REKLAMA
Wiosną prowadziłem zajęcia z finansów dla amerykańskich studentów we Florencji. W trakcie pierwszego wykładu zarysowałem im nieco historyczny kontekst rozwoju bankowości. W XV wieku włoscy bankierzy wymyślili instrument kredytowy nazwany później akredytywą. Jedną z podstawowych zalet tego instrumentu było to, że pozwalał on omijać kościelny zakaz lichwy (co rozumiano wówczas po prostu jako pożyczkę na procent). Zakaz lichwy bankierzy - ludzie bądź nie bądź relgijni - traktowali poważnie. Ale właściwie skąd on się wziął?
Pismo nie pozostawia wątpliwości - nie można służyć Bogu i mamonie jednocześnie (Mateusz 6. 24). To właśnie przekonanie, że nasz czas należy do Boga doprowadził do upowszechnienia się moralnego potępienia praktyki jego sprzedaży. A pożyczka na procent była niewątpliwie sprzedażą czasu - tego pomiędzy momentem jej zaciągnięcia, a momentem jej spłaty.
Dziś swój czas sprzedajemy na potęgę. Im drożej tym lepiej. Pożyczka na procent stanowi kręgosłup naszego systemu finansowego, podobnie jak spekulacja (co ciekawe bankowość islamska, wciąż opiera się na tradycyjnych regułach religijnych, które zakazują zarówno pożyczki na procent, jak i spekulacji). Im więcej go sprzedajemy, tym mniej go mamy. Czasem wydaje się, że nie mamy go wcale.
Każdy, kto kiedyś pracował, miał rodzinę, przyjaciół, próbując w tym wszystkim znaleźć jeszcze czas na odpoczynek, dobrze wie, jak cenny jest czas. Nasz czas jest w istocie być może najcenniejszą rzeczą, jaką mamy.
Ale czas można też próbować oszukać. I nie chodzi mu tu nawet o kosztowne operacje plastyczne, czy zakup sportowego samochodu. W ostatnim numerze Psychological Science znajdziemy interesujący artykuł (tu wersja robocza dostępna za free), którego autorki - trzy profesorki od zarządzania - przekoują, że poczucie zachwytu, takie, które towarzyszy nam, kiedy roztacza się przed nami zapierający dech w piersiach widok czy zachwycający utwór muzyczny, poszerza niejako nasze poczucie czasu, wpływa na decyzje, które podejmujemy i poprawia nasze samopoczucie. A to dlatego, że w obliczu rzeczy zachwycających, insipirujacych, przekraczających nasze wyobrażenia, sami czujemy się mali, mniejsi niż życie. Zaczynamy postrzegać swoje życie w innej, szerszej, niemalże metafizycznej perspektywie.
To zawarte w ich artykule spostrzeżenie jest tyleż cenne, co mało odkrywcze. Kościelny zakaz lichwy, o którym opowiadałem swoim (dość zdziwionym doborem tematu) studentom finansów był konsekwencją dokładnie tego samego spostrzeżenia - takiego mianowicie, że dzięki płynącemu z zachwytu (Bogiem) poczucia pokory i przynależności do jakiegoś wyższego, metafizycznego porządku zyskujemy czas.
Zyskujemy wieczność.