„A siniaki pokaże?“ usłyszałam za plecami w Empiku. Dwie dziewczyny oglądały najnowszą Vivę z sesją i wywiadem Katarzyny Figury. Potem się okazało, że mają po 19 lat, studiują i przeglądają prasę kolorową. Są bezlitosne. Rośnie pokolenie odporne na obrazkowy i mentalny photoshop. Polski szołbiz zdaje się tego nie zauważać.

REKLAMA
Cała Polska mówi o tym, co powiedziała Katarzyna Figura w wywiadzie dla „Vivy“. Dobrze, że wreszcie mówimy głośno o tym, co zamiatano pod dywan tyle lat. Pamiętajmy jednak o jednym - sama zainteresowana przykładała rękę do owego kłamstwa i niejedno zamiatała pod dywan. I teraz, gdy mówi rzeczy ważne, potrzebne i wstrząsające, robi sobie jeszcze sesję, która skutecznie odbiera siłę i wyraz jej słowom. Nie dziwmy się więc wielu komentarzom w internecie - latami kłamstwa i reżyserii oficjalnej wersji swego życia polskie gwiazdy zapracowały na brak szacunku.
Katarzyna Figura to jedna z najlepszych polskich aktorek i jedna z najbardziej ekshibicjonistycznych. Od zawsze była otwarta do zwierzeń, szalonych sesji. Hasło „skandalistka“ było jej na rękę. Do tego aura aktorki, która otarła się o prawdziwy Hollywood, pracowała z najlepszymi, miała romanse z tym i owym, o czym też chętnie opowiadała. To wszystko było częścią spójnego wizerunku absolutnej seksbomby, niezwykle utalentowanej aktorki, która z niejednego pieca chleb jadła, co tylko przekuwa w aktorski sukces. Przełom przyszedł w momencie, kiedy wyszła za mąż za nikomu w Polsce nieznanego Amerykanina, dzisiaj wiemy - jej wieloletniego oprawcę. Sesja za sesją, wywiad za wywiadem. Zero intymności. Zapewnienia o miłości i poczuciu bezpieczeństwa. Widowiskowy ślub opisany ze szczegółami. Widowiskowa ciąża numer jeden i numer dwa. Również ze szczegółami, nawet porodów. Dzieci okazały się ładne i rezolutne, a więc był kolejny temat do mediów. Pomiędzy tym wywiady, sesje, wizyty w telewizjach śniadaniowych i opowieści o tym, jak bardzo jest szczęśliwa, jak bardzo wystawne miała wakacje, jaki dobry biznes prowadzi. Przy tym wszystkim była też aktorką. Był świetny „Żurek“, „Zemsta“, parę seriali, była dobra ostatnio „Yuma“. Figura to aktorskie zwierzę najwyższego gatunku i na szczęście w szale medialnej autopromocji nigdy o tym nie zapomniała.
I teraz to. Okładka magazynu i wywiad, którego czytanie boli. Ma boleć. I sesja, która niestety boli jeszcze bardziej. Stawia Figurę w jednym rzędzie z innymi nieudanymi sesjami, jak na przykład Justyny Steczkowskiej na cmentarzu czy Edyty Górniak z koniem.
logo

Górniak w towarzystwie konia na kilka miesięcy przed rozwodem, w magazynie „Viva“, opowiadała o tym, jak walczy o zdrowie chorego i wtedy kochanego męża. Konia z rzędem temu, kto znajdzie związek między chorobą Dariusza Krupy, a czarnym koniem i Edytą Górniak w stroju sycylijskiej wdowy. Osobno - wywiad w porządku, sesja również. Połączone w całość - mentalny Armagedon, przy którym można się jedynie gorzko śmiać.
logo

Podobnie Justyna Steczkowska i jej historyczny już dla polskich mediów wywiad udzielony „Vivie“ po śmierci ojca. Zilustrowany gotycką sesją na cmentarzu w Warszawie. To była ładna sesja, ale nie zobaczymy z niej już żadnego zdjęcia. Zniknęły. Wywiad też. Osobno - jak wyżej - wzruszający wywiad i stylowa sesja. Razem - niestrawne połączenie nekrofilskiego lansu i przekroczenie wszelkich granic. Pozostał niesmak, który skutecznie zepsuł Steczkowskiej wizerunek i opinię na całe lata, a „Vivie“ dał w 2002 roku tytuł „Hieny roku“.
Teraz Katarzyna Figura. Szokująca opowieść kobiety w potrzasku. Bitej i poniżanej. A do tego ładny płaszczyk kremowy, płaszczyk czarny, prochowiec i okulary. Ładne obrazki. Ale czy ktoś mi wytłumaczy, po co to? Czy nie wystarczyło jedno zdjęcie, nawet to z okładki? Dlaczego zepsuto efekt, i po latach jak już wiemy, nachalnego i autodestrukcyjnego lansu aktorki, pozwolono i na to? Dalej coś udajemy? Po co?
Kiedy Krystyna Janda udzieliła wstrząsającego wywiadu po śmierci męża, nie widziałam sesji w modnym płaszczyku i może dlatego pamiętam ten wywiad do dzisiaj. Gdy Jerzy Stuhr opowiadał o chorobie i walce z nią, widziałam na zdjęciu twarz chorego człowieka, który losowi pokazał wskazujący palec i wziął się z życiem za bary. Gdy Janina Paradowska mówiła o życiu bez męża było podobnie, wielka klasa. Niedawno czytałam poruszające wywiady z Gonerą i Zagrobelnym. O męskich słabościach, depresji, byciu na dnie. Z dobrymi zdjęciami i bez retuszu. Mocne, a więc jak się chce- można. Tylko trzeba włączyć mózg, a wyłączyć photoshop.
Katarzyna Figura poruszyła wszystkich. Dobrze. Mam jednak nadzieję, że nie zacznie się teraz, tak bardzo charakterystyczny dla jej obecności medialnej, serial. Nie będzie wyskakiwać z każdej gazety i telewizji, bo to odbierze jej historii wiarygodność i siłę. I będzie tak jak z Iloną Felicjanską, która zamiast stać się rzeczniczką wielu kobiet, które pozornie szczęśliwe i bogate, wpadają w zaciszu domowym w alkoholizm, stała się karykaturą karykatury celebryty.
Polski szołbiznes kłamie. Na kłamstwie zbudowanych jest cała masa karier. Sława skutecznie zaślepia i odbiera resztki rozumu. Coraz częściej kłamstwa wychodzą na światło dzienne. Nie dziwmy się głosom w internecie i nie tylko tam, delikatnie mówiąc, wątpiącym w dobre intencje i dramaty gwiazd. Zapracowaliście na to latami wciskając ludziom wyretuszowany obraz świata. Zwykły kit. Powiedzieć dziś można wszystko, często są to rzeczy ważne. Mówienie o nich nie zwalnia od użycia wyobraźni i myślenia. Widz jest coraz bardziej wyrobiony i bezlitosny, nienawidzi być oszukiwany. Nie wybacza. Ma do tego prawo.
Katarzynie Figurze, która jako aktorkę uwielbiam, życzę spokoju i dobrych wyborów. Taki talent zawsze się obroni. Zagrała rolę życia pozując latami u boku męża. Czekam na role rzeczywiste i równie dobre. I oby pamiętała, że czasem mniej znaczy więcej, także, a może szczególnie, jeśli chodzi o media...