
„A siniaki pokaże?“ usłyszałam za plecami w Empiku. Dwie dziewczyny oglądały najnowszą Vivę z sesją i wywiadem Katarzyny Figury. Potem się okazało, że mają po 19 lat, studiują i przeglądają prasę kolorową. Są bezlitosne. Rośnie pokolenie odporne na obrazkowy i mentalny photoshop. Polski szołbiz zdaje się tego nie zauważać.
Górniak w towarzystwie konia na kilka miesięcy przed rozwodem, w magazynie „Viva“, opowiadała o tym, jak walczy o zdrowie chorego i wtedy kochanego męża. Konia z rzędem temu, kto znajdzie związek między chorobą Dariusza Krupy, a czarnym koniem i Edytą Górniak w stroju sycylijskiej wdowy. Osobno - wywiad w porządku, sesja również. Połączone w całość - mentalny Armagedon, przy którym można się jedynie gorzko śmiać.
Podobnie Justyna Steczkowska i jej historyczny już dla polskich mediów wywiad udzielony „Vivie“ po śmierci ojca. Zilustrowany gotycką sesją na cmentarzu w Warszawie. To była ładna sesja, ale nie zobaczymy z niej już żadnego zdjęcia. Zniknęły. Wywiad też. Osobno - jak wyżej - wzruszający wywiad i stylowa sesja. Razem - niestrawne połączenie nekrofilskiego lansu i przekroczenie wszelkich granic. Pozostał niesmak, który skutecznie zepsuł Steczkowskiej wizerunek i opinię na całe lata, a „Vivie“ dał w 2002 roku tytuł „Hieny roku“.
