Już w najbliższy piątek rozpocznie się druga runda tegorocznych mistrzostw Formuły 1. Grand Prix Malezji może okazać się wyjątkowo trudnym sprawdzianem dla ekipy Ferrari.
REKLAMA
Tor w Sepang to pierwszy z obiektów zaprojektowanych przez Hermanna Tilke który znalazł się w kalendarzu Formuły 1. To też jeden z bardziej udanych torów. Kierowcy bardzo lubią ścigać się w Malezji, mimo bardzo trudnych warunków pogodowych – temperatury w Kuala Lumpur sięgają 40 stopni, a wilgotność powietrza 80 procent.
Tor Sepang to trudny i bardzo techniczny obiekt, szczególnie jego środkowa część. Zespoły będą tu ustawiać bolidy tak, by osiągnąć jak największy docisk, poświęcając nawet prędkość maksymalną na dwóch długich prostych. Nitka toru jest bardzo szeroka, co pozwala na stosowanie różnych torów jazdy w zakrętach. Średnio-szybkie zakręty i wysoki docisk sprawiają, że zużycie opon jest tu wysokie.
Ta ostatnia cecha to zła wiadomość dla kierowców Mercedesa i Ferrari, których bolidy są bardziej agresywne i szybciej niszczą opony. W niemieckim zespole panuje jednak spokój. Inżynierowie i kierowcy są przekonani, że problem nadmiernego zużycia opon może być rozwiązany przez zmianę ustawień.
Gorzej wygląda sytuacja w Ferrari. W Australii Fernando Alonso, w przeciwieństwie do reszty stawki, większość wyścigu przejechał na oponach z twardszej mieszanki. Hiszpan ukończył wyścig na piątej pozycji. Samo w sobie nie jest to wielkim dramatem dla włoskiej stajni, mimo słabego wyścigu Felipe Massy. Ale dane zebrane podczas pierwszego Grand Prix musiałby być przerażające, skoro zaraz po nim szefowie zespołu udali się na kryzysowe spotkanie w bazie ekipy w Maranello.
Ferrari jest w opałach i wygląda na to, że w kilku najbliższych wyścigach będzie dostawać od rywali solidne lanie. Włosi co prawda szykują drobne ulepszenia i nowe pakiety aerodynamiczne, ale to za mało by usunąć problemy trapiące F2012. Większe poprawki wymagają dość głębokich zmian nadwozia i ponownego przejścia testów zderzeniowych, więc zmodyfikowany bolid pojawi się dopiero w europejskiej części sezonu. Ferrari i tak ma szczęście, że w tym roku można znów homologować zmienione nadwozie w trakcie mistrzostw. W poprzednich latach było to zabronione.
W Malezji główne role będą więc grać kierowcy McLarena i Red Bulla. Ja osobiście spodziewam się kontrataku Czerwonych Byków z Sebastianem Vettelem na czele, ale czy im się to uda – nie wiadomo. McLaren solidnie przygotował się do sezonu. Ciekawe będzie obserwowanie Lewisa Hamiltona. Dla Brytyjczyka trzecie miejsce po starcie z pole position w Melbourne było porażką. Czy zdoła zapanować nad frustracją i przekuć ją na wynik? Czy znów zwycięży spokój i opanowanie Jensona Buttona? A może do walki włączą się kierowcy Lotusa? Dowiemy się już w najbliższy weekend.
