Senacka Komisja ds. Praw Człowieka odrzuca ustawę o ratyfikacji Konwencji antyprzemocowej. To chyba taki rozbudowany oksymoron.
REKLAMA
Senacka Komisja ds. Praw Człowieka boi się, że Konwencja "wymusi kapłaństwo kobiet". To z kolei chyba żart? Jestem bardzo poruszona zarówno samą decyzją senackiej Komisji, jak i pojawiającymi się argumentami. Odmowa akceptacji Konwencji w senackiej Komisji Praw Człowieka to niestety powód do wstydu - w Polsce i za granicą. Kiedy w 2012 roku były minister sprawiedliwości Jarosław Gowin po raz pierwszy wystąpił oficjalnie ze swoją - wtedy się wydawało - dziwaczną i po prostu egzotyczną interpretacją znaczenia niektórych przepisów Konwencji, opowiadając o zagrożeniach, jakie dla demokracji i porządku świata niesie równouprawnienie i zwalczanie stereotypów, od razu trafił na zagraniczne portale, jako przykład polskiego ciemnogrodu. Publikacje były linkowane i udostępniane, jako dobry dowcip, a Polacy za granicami tłumaczyli, że to takie polskie gry i zabawy polityczne, ale nie na poważnie, tylko w ramach rytualnych przepychanek w rządzie i innych miejscach politycznej sceny. Bo gdyby na poważnie, byłby to straszny wstyd.
Dziś senatorowie, których zawsze bardzo ceniłam za refleksję i rzetelność pracy, senatorowie z Komisji Praw Człowieka, odrzucają konwencję antyprzemocową, bo boją się kapłaństwa kobiet. Tak jakby jakakolwiek ustawa czy dyrektywa mogła dotyczyć wewnętrznej organizacji tego czy innego kościoła. Lub jakby - już pomijając prawne niemożliwości - kapłaństwo kobiet - które na skutek wewnętrznych reform w niektórych kościołach się pojawiło i pewnie pojawi - było końcem cywilizacji.
Jestem bardzo wdzięczna senatorom z innych komisji, którzy nie dali się ponieść fali antykobiecego szaleństwa, które rozlewa się po świecie w XXI wieku. W państwach islamskich kobiety są niewolone, sprzedawane na targach, kamieniowane za rzekome zdrady, więzione nawet, gdy są ofiarami gwałtów. W Europie, która jest ostoją równości, mamy specjalne przepisy Traktatu o Unii Europejskiej i Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, poświęcone wadze równouprawnienia (Art 2, 3 8). Mamy art 33 polskiej Konstytucji. Mamy nieustające od dwóch lat apele kilkudziesięciu polskich organizacji prawnoczłowieczych i działających na rzecz kobiet, o ratyfikację Konwencji antyprzemocowej, bo rysuje ona skuteczną politykę w tym zakresie. Mamy poparcie ze strony obywateli - ratyfikację konwencji popiera 89% Polaków. A mimo to senatorowie czują się legitymowani do ustalania, że konwencja jest dokumentem niebezpiecznym, a jeśli nawet nie, to marginalnym, dotyczącym spraw dla kobiet drugorzędnych, pełna feministycznej ideologii o równości kobiet i mężczyzn. I dlatego nie ma potrzeby jej przyjmować.
Faktycznie, konwencja nie dotyczy tylko budowania schronisk i obowiązku przepisów w kodeksie karnym, które pozwalają odpowiednio ścigać gwałcicieli. Ta konwencja mówi wyraźnie, że dyskryminowanie, poniżanie, lekceważenie kobiet jest sprzeczne z zasadami sprawiedliwości i prowadzi do przemocy. Że przemocy nie można usprawiedliwiać religią, tradycją, obyczajem, ani naturalną skłonnością nie do zwalczenia szczególnie, gdy ona prowokuje skąpym strojem lub niedosoleniem zupy. Co w tym jest kontrowersyjnego?
Żal mi, ze gdy w innych państwach UE debata o ratyfikacji konwencji dotyczy możliwości i terminów uzyskania odpowiedniego stanu prawnego, u nas toczymy absurdalne dyskusje zdradzające złą wolę lub nieznajomość prawa. Proces ratyfikacji w Europie przebiega wyjątkowo szybko. Zanim Konwencja przeszła z Sejmu do Senatu, 16 z kolei państwo Rady Europy i 9 państwo Unii Europejskiej ratyfikowało ten dokement - konserwatywna Słowenia. Czy naprawdę chcemy zwlekać z ratyfikacja tej konwencji tak jak zwlekaliśmy z protokołem 13 do Konwencji Praw Człowieka, tym o zakazie kary śmierci? Tkwiąc jako ostatni, z Azerbejdżanem i dwoma innymi państwami spoza Europy, bez żadnego wyraźnego powodu?
Apeluję do Senatorów, jako posłanka Komisji ds. Kobiet w Parlamencie Europejskim, była minister ds. równego traktowania, była koleżanka z parlamentarnej ławy na Wiejskiej i po prostu obywatelka: zagłosujcie za rządową, zaakceptowaną przez Sejm RP ustawą o ratyfikacji Konwencji antyprzemocowej. Nie narażajcie kobiet i organizacji walczących o prawa człowieka na duszące przekonanie, że w Polsce mizoginia jest silniejsza niż polska Konstytucja.
