Kongres Kobiet trwa już drugi dzień. Wczoraj odpowiadałam na kongresowe interpelacje do rządu – w sprawie równych płac, żłobków, przedszkoli, edukacji antydyskryminacyjnej, kwot, definicji gender, oraz ustawy aborcyjnej. Potem wraz ministrem Kosiniakiem-Kamyszem prowadziłam ministerialny okrągły stół, zorganizowany dla ministrów od równości z całej Europy. Dzień zamknął się panelem na temat opieki nad osobami zależnymi.

REKLAMA
Ministrowie z Europy byli pod wrażeniem Kongresu. Ten ponad polityczny ruch społeczny zgromadził w tym roku ponad 9 tys. kobiet. Nie ma wątpliwości, że Kongres rośnie w siłę. Co roku gośćmi są byli i obecni ministrowie, posłowie, Premier RP.
W tym roku zauważyłam nieco więcej mężczyzn. Wolontariusze, obsługa techniczna i medialna, wystawcy, ale i na sali wśród słuchaczy, co prawda w roli rodzynków, jednak byli mężczyźni. To znak, że wspinamy się na kolejny szczebel feminizmu i dojrzewamy do dość oczywistej myśli, że skutecznie o prawa kobiet mogą walczyć tylko drużyny mieszane. Chcemy, czy nie, bez mężczyzn ta zmiana się nie uda. Nie dlatego, że bywają bardziej waleczni i stanowczy w polityce, ale dlatego, że w polityce, biznesie, na stanowiskach decyzyjnych, jest ich po prostu więcej niż kobiet. Gdyby nawet wszystkie funkcjonujące w polityce kobiety chciały zabiegać o kwoty, edukację i generalnie równe traktowanie, i tak nic by nie uzyskały, bo w Sejmie i w rządzie kobiet jest nie więcej niż 25%. A przecież nie jest tak, że wszystkie kobiety popierają postulaty Kongresu i walkę o równouprawnienie.
Nie wystarczy zainteresować sprawami kobiet pojedynczych mężczyzn. W tej sprawie potrzebne jest pospolite ruszenie. Na Kongresie walka o prawa ojców powinna doczekać się panelu z udziałem mężczyzn, a każdy postulat Kongresu powinien być upowszechniany w gronie polityków-mężczyzn równie intensywnie, jak wśród polityków-kobiet. Nawet jeśli duża część z nich będzie myślała w sposób konserwatywny, podobnie jak to robi część kobiet, z resztą będzie można zbudować sejmową większość, która będzie w stanie przegłosować każdy postulat.
Wiem że wiele, może większość kobiet z Kongresu myśli inaczej. Ale nie ma innej drogi do równości, niż poprzez przekonanie do niej większości społeczeństwa i większości rządzących.