„Historyczna decyzja rządu”; „Przełom w polityce rodzinnej państwa” „Prorodzinna rewolucja” – tak mogłyby wyglądać nagłówki jutrzejszych gazet, gdyby zauważono co się wydarzyło w czwartek 8 listopada 2012 roku.

REKLAMA
W kalendarzu Majów 2012 rok, to rok przełomu. Dla Polski przełomowa była dzisiejsza Rada Ministrów, na której podjęto najbardziej odważne w III RP decyzje, które za miliardy złotych rozpoczynają w Polsce prorodzinną rewolucję. Roczne urlopy rodzicielskie płatne w wysokości 80%, wyłączny miesiąc dla ojców na urlopie wychowawczym, urlopy wychowawcze dla przedsiębiorców, rolników i studentów, a na nich składki emerytalne odprowadzane za rodziców z budżetu państwa, znaczne zmiany w ustawie żłobkowej, które poszerzą dostępność do funduszy żłobkowych i samych żłobków. Do tego program mieszkaniowy, w którym wysokość dotacji jest powiązana z liczbą dzieci – jednym słowem pełen pakiet, który daje Polakom wyraźny sygnał, że państwo wspiera tych, którzy mają dzieci.
Po Radzie Ministrów Premier zrobił konferencję prasową, aby te rewelacje przekazać dziennikarzom. I co? Smoleńsk. Tyle było krzyku wcześniej, że rząd nie zauważa, jak dużym trudem finansowym są dla rodzin dzieci, że to niesprawiedliwe, że cały system podatkowy, emerytalny, społeczny ignoruje rodziny, dając większe fory bezdzietnym, samotnym lub z problemami, zamiast wspierać tych, którzy zdecydowali się na gromadkę dzieci. Lub chociaż na jedno. Bo nawet takich jest w Polsce coraz mniej. Żaden z dotychczasowych rządów, w tym prawicowych tak hołubiących rodzinę czy lewicowych lubiących żłobki i przedszkola nie zdobył się na poważne decyzje, które rekompensowałyby rodzinom posiadanie dzieci. Tak, rekompensowały – bo dzieci to dla każdej rodziny radość, ale i potężny koszt, wyjście z rynku pracy, niższa emerytura. Jeśli państwo nic z tym konfliktem „rodzina – życie” nie robi, dzieci rodzi się coraz mniej.
Polska przez długie lata odkładała problem na później. Dziś jesteśmy w pierwszej dziesiątce krajów NA ŚWIECIE o najniższej dzietności, najszybszym starzeniu się i najszybszej depopulacji. Ludność Polski od jakiegoś czasu nie tylko nie przyrasta, ale kurczy się. Jest nas coraz mniej i będzie jeszcze gorzej, bo trendów demograficznych nie daje się łatwo wyhamować, ani odwrócić. Nie trzeba wojny ani najazdu Tatarów, aby naród zniknął z powierzchni ziemi – wystarczy grzech zaniechania. Wiedziały to kolejne ekipy polityczne, ale mimo to z kadencji na kadencję akceptowano sytuację, w której inne wydatki są ważniejsze, niż te na rodziny i wychowanie dzieci.
Dziś mamy przełom. Rząd podjął ogromny wysiłek. Największy w historii. A w odpowiedzi słyszy: pomidor.