
Wyruszając na front I wojny światowej, żołnierze mieli w głowach myśl, że wojna potrwa miesiąc, może dwa. Bitwy będą piękne i chwalebne, zapewne część zginie, ale Ci co przeżyją, powrócą w chwale, z orderami na piersi. Co ważne - myśleli że święta Bożego Narodzenia spędzą w gronie rodziny. Czas miał pokazać, że zamiast łańcuchów na choince będą rozciągać druty kolczaste w okopach...
REKLAMA
Był grudzień 1914 roku. Niemal oczywiste stało się, że wojna nie zakończy się tak szybko jak początkowo planowano. Żołnierze musieli oswoić się z myślą, że tegoroczne święta spędzą w okopach. W wigilię Bożego Narodzenia brytyjski sierżant jak codzień obserwował przez lornetkę wrogie okopy. Tego dnia widoczne było w nich spore zamieszanie. Słychać było duży zgiełk, co mogło oznaczać przygotowania do ataku.
"Ale jak to? Atak dzisiaj, w Boże Narodzenie? Może to i perfidne, ale ci barbarzyńcy są do tego zdolni" - pomyślał.
"Ale jak to? Atak dzisiaj, w Boże Narodzenie? Może to i perfidne, ale ci barbarzyńcy są do tego zdolni" - pomyślał.
Wtedy zobaczył, że z okopu wyłania się coś na kształt... choinki! Już kilka minut później patrzył z niedowierzaniem, jak wzdłuż niemieckich fortyfikacji stał cały rząd świątecznych drzewek, połyskujących małymi światełkami. Ze strony przeciwnika dobiegła go znana mu melodia. Dało się słyszeć śpiew:
Stille Nacht, heilige Nacht, Alles schläft, einsam wacht.
Anglicy, którzy początkowo uznali działania Niemców za przygotowanie do zasadzki, już po chwili śpiewali wraz z nimi. W angielskich okopach można było ustyszeć:
Silent night, Holy night, All is calm, all is bright.
Stille Nacht, heilige Nacht, Alles schläft, einsam wacht.
Anglicy, którzy początkowo uznali działania Niemców za przygotowanie do zasadzki, już po chwili śpiewali wraz z nimi. W angielskich okopach można było ustyszeć:
Silent night, Holy night, All is calm, all is bright.
Bratanie się wrogich sobie żołnierzy
Żołnierze zaczęli wychodzić z okopów. Rozpoczęły się rozmowy i składanie życzeń na ziemi niczyjej. Początkowo do gestów pojednania dochodziło jedynie między szeregowymi i podoficerami. Obie strony zgodziły się na zebranie zwłok z ziemi niczyjej, oraz pochowanie ich we wspólnym grobie. Do pierwszego kontaktu oficerów doszło między kapitanem Stockwellem ze strony fizylierów walijskich oraz jednym z dowódców niemieckich. Uzgodniono wówczas rozejm do godziny 8:30 drugiego dnia świąt. Oficerowie wymienili się symbolicznymi podarkami. Niemcy sprezentowali Brytyjczykom beczkę piwa. Kapitan Stockwell odwdzięczył się śliwkowym puddingiem. Ustalono że żołnierze obu stron mieli pozostać w okopach. To ustalenie pozostało jednak martwe. Do godziny 12 blisko połowa brytyjskiego frontu spontanicznie zawarła rozejm z niemieckimi oddziałami na swoich odcinkach. Na ziemi niczyjej żołnierze składali życzenia wymieniali się drobnymi upominkami.
Mecz piłki nożnej
Rozegrano mecz piłki nożnej (z wynikiem 3:2 zwyciężyli Niemcy). Mecz został zakończony, gdy futbolówka wpadła na drut kolczasty. Wieści o rozejmie dotarły do dowództwa brytyjskiego ze sporym opóźnieniem także ze względu na odległość. sztab mieścił się 27 mil od frontu.
Próby zakończenia rozejmu
Drugiego dnia świąt wyżsi oficerowie z obu stron próbowali doprowadzić do zakończenia rozejmu. Mimo że rozejm oficjalnie skończył się o 8:30, to przez cały dzień nie podjęto walki. Żołnierze obu armii nie spieszyli się. Po stronie niemieckiej doszło nawet do krótkotrwałego buntu w 107. pułku saksońskim. W niektórych miejscach rozejm trwał do 31 grudnia. Został skutecznie zakończony przez snajperów, którzy strzelali w żołnierzy wychylających się z okopów. Wkrótce w rejon Ypres przybyły świeże uzupełnienia. Rok później, w wigilię 1915 roku w tym samym miejscu doszło do o wiele mniejszych prób bratnia się. Zaważyły na tym wydarzenia z przeciągu minionego roku, tj. nieudany, krwawy atak brytyjski na Ypres oraz użycie przez Niemców gazów bojowych. Dowódcy z obu stron starali się także nie dopuszczać do prób bratania, zarządzając na dni świąteczne ostrzał artyleryjski. Unikano trzymania oddziałów dłużej w jednym miejscu, aby nie doszło do bliższego „zapoznania się" z żołnierzami z drugiej strony frontu.
