Próba spektaklu „Kolacja kanibali"
Próba spektaklu „Kolacja kanibali" Fot. Marta Więcławska

Koniec lata! Koniec lata za nami. Przedwczoraj odbył się ostatni spektakl plenerowy naszej Fundacji. W Och-Teatrze tradycyjnie już ostatniego dnia września, jak co roku odbył się koncert i dancing – Pożegnanie lata. Dzieci poszły do szkoły, a w teatrach zapanowały pustki. Graliśmy Medeę, Danutę W., Szymona Majewskiego przy 60/70/80 osobach na widowni.

REKLAMA
Zaczyna się czarny początek września. I tak jest też co roku. Trzeba to przetrwać. Ludzie kupują tornistry, książki, wyprawki do szkoły i zajmują się też dziećmi intensywniej przed nowym rokiem szkolnym. Wydali pieniądze na wakacje a teraz jeszcze takie wydatki, nie bagatelne jak trąbią media, Polacy podobno biorą pożyczki żeby wyprawić dzieciaki do szkół. U nas w kasach w związku z tym akcje ze zniżkami cen biletów, bilety na koniec wakacji, bilety - dwa za jeden, bilety na koniec lata itd...
Na szczęście wakacje mieliśmy dobre. Więcej publiczności niż w zeszłym roku, mimo że proponowaliśmy trudniejszy repertuar. Nasze spektakle plenerowe obejrzała rekordowa ilość widzów, szacujemy że każdego dnia przybywało 300, 400 nawet 500 osób. No ale to już ósmy rok, mamy 9 mocnych tytułów, w tym 4 dla dzieci. Zagraliśmy tego prawie 60 spektakli w plenerze. Ilość publiczności świadczy niestety także o zubożeniu ludzi i niebagatelne jest to że to teatr za darmo. Widać to było także w Muzeum Powstania, bilety po 14 złotych, tłumy, mogliśmy grać wiele, wiele razy, co dla Muzeum byłoby zbyt kłopotliwe. Teraz ludzie szukają tego spektaklu w naszych teatrach, pytają w kasach, ale dla nas byłby on zbyt kosztowny w eksploatacji.
No nic. Życie trwa dalej, także jesienią. We wrześniu kolejna premiera w Och-Teatrze „Stosunki prawne” o ludziach którzy postanowili zapisać uczucia i obowiązki małżeńskie w kontrakcie prawnym, rzecz wydaje się bardzo na czasie. W Teatrze Polonia wczoraj pierwsza próba Borysa Lankosza „ Kolacja kanibali” , premiera planowana jest w połowie listopada. Ja codziennie jeżdżę do Łodzi na próby „Strasznego dworu” do opery. A ludzie chcą kupować na to bilety u nas w kasach naszych teatrów. Wszystko im się trochę myli. Jakiś pijany, przyszedł na „ Flamenco namiętnie” pod Och-Teatr i z butelką rzucał się na obsługę bo chciał piosenek z powstania, w jego głowie jak wynikało z krzyków, błądziły jakieś echa wiadomości o „Pamiętniku z powstania warszawskiego” Białoszewskiego, mojego przedstawienia z Muzeum, z początku sierpnia.
Trafili się także tacy, co chcieli zaśpiewać w karaoke z Magdą Umer, a wieczory „Karaoke w teatrze” przestaliśmy grać pięć lat temu. Co jakiś czas ktoś chce kupić bilety na „Kobietę zawiedzioną” lub „Callas”, nawet na „Małą Steinberg”. Zaczęłam się zastanawiać, jak skuteczniej, bardziej klarownie, przebijać się z wiadomościami do ludzi w panującym gąszczu informacyjnym. Uświadamiam sobie coraz wyraźniej jak ważna jest identyfikacja z miejscem, działalnością, nazwą. Jak ważne są loga, styl graficzny, plakaty ujednolicone w stylistyce, proste kojarzenie, nie mieszanie ludziom w głowach.
No nic. Rozterki na początek jesieni teatralnej, zdominowały nawet niepokoje ogólniejsze, ukraińsko-polsko-rosyjsko-bliskowschodnio-europejskie. Ta wojna tuż obok, groźby użycia broni nuklearnej i oczy Wladimira nie patrzące w kamerę nawiedzają sny, straszą „podprogowo”. Od jakiegoś czasu kiedy wchodzę do naszych teatrów mówię niezmiennie, niby żartem – Gdyby wojna, to GRAMY!, żeby nie było wątpliwości. Zdecydujemy tylko które spektakle jeżdżą na front!
Dobrego dnia. Dobrego tygodnia. Dobrego życia. Dobrej, mądrej szkoły.
PS. 12 września w Och-Teatrze pożegnanie z "Miss HIV", legendarnym spektaklem Maćka Kowalewskiego, powstałym jeszcze w Le Madame.