No i list o alpakach zrobił karierę. Na mojej stronie i forum internetowym kalkulacje, na ile się opłaca hodowla alpak i tym podobne. A mnie się przypomniało, nie pamiętam kto mi to opowiadał, w Warszawie, tuż po wojnie, spotkał ten ktoś Stanisława Lema w ZOO, czesał wielbłąda.

REKLAMA
Naprawdę! Kiedy go zapytał, co on tu robi, podobno odparł, że najął się do pomocy w ZOO, zbiera wełnę z wielbłąda i zrobi sobie z niej wkrótce sweter. No, i czy to nie jest zdumiewająco-praktyczno-piękna-i-pouczająca-oraz-wielce-zastanawiająca-historia?
Druga taka wielce-pouczająca-i-zastanawiająca historia zdarzyła się mnie. Drugiej czy trzeciej nocy po śmierci mojego męża, leżałam w bezsennym łóżku. O 2 w nocy, niespodziewanie zadzwonił telefon. Odebrałam niechętnie, miałam dosyć kondolencji, szczególnie o tej porze, a poza tym telefon o tej godzinie do mnie to mogła być tylko firma ochroniarska pilnująca któregoś z teatrów fundacji, mają tam też inne telefony do innych pracowników fundacji, nie musiałam odbierać w takiej sytuacji jak tamta. Mimo to, w rezultacie, podniosłam słuchawkę, bo telefon dzwonił naprawdę uporczywie.
- Mówi Leszek Kołakowski - usłyszałam- przepraszam że o tej godzinie, ale dzwonię z Ameryki Południowej, chciałbym połączyć się z panią w godzinach żalu. i mówił dalej - a ja pomyślałam - znowu jakiś oszołom - nie rozłączając, odłożyłam słuchawkę na miękką kołdrę i poszłam do kuchni zrobić sobie herbatę. Kiedy wróciłam, po dobrych 20 minutach i podniosłam słuchawkę z kołdry, ten ktoś mówił dalej. Recytował lub czytał jakiś wiersz, rozpoznałam Szymborską, zaczęłam słuchać, mimo że nie wierzyłam, że to profesor Kołakowski. Mówił jeszcze co najmniej 20, 30 minut. Ja się nie odezwałam, ale i nie rozłączyłam. W pewnym momencie powiedział - Rodziła pani dziecko na tej samej sali i w tym samym momencie w którym moja córka rodziła mojego wnuka. ….Powiedział jeszcze wiele, wiele kojących słów, spokojnie, nieśpiesznie, nie czekając na mój odzew. Potem życzył spokoju i pogodzenia, i odłożył słuchawkę życząc szczęścia.
Do dziś nie wiem, czy to był profesor Kołakowski. Ale jest to wielce-pouczająca-i-budująca-historia. Ktokolwiek to był. Spędził ze mną godzinę tej trudnej bezsennej nocy, nie czekając na moją obecność.
A Państwu dobrego dnia.
Nowy Papież, Franciszek I, miły. Mówi świetnie. Uśmiecha się nieśmiało i rozbrajająco. Tyle nadziei z Nim związanych. Tyle zadań przed nim. Czeka go prawdziwa posługa Bogu i ludziom. Ofiara ze swego życia. Pasterz czy głowa kościoła? Wszyscy pytają. A On? „Pozdrawiam was wszystkich i błogosławię bo wiem wszyscy jesteście bożymi dziećmi". Ma poczucie humoru. Podobno powiedział do kardynałów: "Niech Wam Pan Bóg wybaczy że wybraliście właśnie mnie".
Hubi, nasz fryzjer, chciałby też być papieżem. Mówi, że pozdrawiałby niezmordowanie wiernych z okna w Rzymie i zapraszał mnie w kółko do Castel Gandolfo na wakacje.
Zdjęcia z granego z ten weekend Zmierzchu długiego dnia autorstwa Anity.
logo

logo

logo