Zacząwszy od niedzielnego wieczoru, po zagraniu Zmierzchu długiego dnia świętowaliśmy imieniny Zuzi Łapickiej – Olbrychskiej (muszę pisać o mojej przyjaciółce posługując się dwoma nazwiskami, bo już tyle kobiet posługuje się co najmniej jednym z tych sławnych nazwisk, że teraz tylko połączenie nazwisk precyzuje o kogo chodzi), tak więc imieniny Zuzi i tam spotkanie z kilkoma dawno niewidzianymi znajomymi i rzadko widywanymi, jak Janusz Kondratiuk.

REKLAMA
Spotkanie z nim i jego poczuciem humoru. Jeśli już mówię o przyjaciołach, znajomych i ich nazwiskach. Każdy z gości mógłby dodać kilka członów do nazwiska, choćby ja, Krystyna Janda Seweryn Kłosińska, a niektórzy z gości mieliby tych członów więcej. Wieczór był wspaniały, śmialiśmy się nieustannie, choć dużo było o chorobach, śmierciach i nieszczęściach. Tej nocy, myśmy się śmiali w jednej z warszawskich restauracji, a kobiety w szpitalach w Polsce, kobiety rodzące wstrzymywały z całych sił porody, żeby mieć rok urlopu macierzyńskiego, a nie pół roku jak te, które urodzą przed 24:00. Obłęd i kompletny brak wyobraźni ustawodawców. Noc wstrzymywanych porodów.
W poniedziałek pojechałam do Bydgoszczy, gdzie w Operze Nowej zagraliśmy dwa razy Weekend z R. ku uciesze tłumu zgromadzonych tam widzów i naszemu zadowoleniu ze spotkania z Bydgoszczą. Tę noc w hotelu kolejny raz spędziłam z Gombrowiczem i jego Obłąkanymi.
We wtorek wieczorem „upoiłam się” Snem nocy letniej w warszawskiej Operze Narodowej. Naprawdę zachwyciłam się tym wspaniałym przedstawieniem baletowym Johna Neumeiera. Spektakl ten czaruje publiczność na całym świecie od wielu lat. Bodaj trzydziestu pięciu. Tym razem wystawione w Warszawie i tańczone przez Balet Polski. Tego wtorkowego wieczoru doznałam także zaszczytu poznania pana Krzysztofa Pastora - dyrektora Baletu Polskiego. Uniesiona wspaniałym towarzystwem otaczającym mnie tego wieczora, po spektaklową wspólną herbatą, wróciłam do domu i... w tym momencie, jak się okazało, w Polkowicach nastąpiło tąpnięcie w kopalni Rudna.
Dowiedziałam się o tym otworzywszy telewizor i tak już zostałam, czekając razem z rodzinami 19 górników na losy akcji ratunkowej. Zasnęłam o 6 rano po szczęśliwie zakończonej akcji. To była koszmarna noc. Dzięki TVN 24 mogłam ją spędzić… razem. Podczas tej nocy myślałam wielokrotnie z wdzięcznością o tej stacji telewizyjnej i przypominałam sobie, który to już raz dzięki nim spędzam noce z największymi wydarzeniami w Polsce i na świecie. Kolejny raz uświadamiałam sobie, ja wychowana w PRL-u, kraju niewolnym, z cenzurą i całkowitym brakiem wolności słowa, ja która, spędziłam większość życia w socjalistycznej Polsce, uświadamiałam sobie po raz tysięczny, jakim darem jest wolność i dostęp do informacji i świata. Jeszcze dwadzieścia lat temu wszystko to byłoby nie do pomyślenia (nie zapomnę nigdy Biesłanu, relacji z NY z 11 września 2001, pogrzebu papieża i wielu innych transmisji na żywo, nie zapomnę). Dziękuję każdego dnia losowi, że dał mi przynajmniej część życia przeżyć w nowej Polsce. To wielki prezent od życia.
Środa. Cały dzień próba, spotkania, wywiad. Wieczorem zagraliśmy 32 Omdlenia .
We czwartek także graliśmy 32 Omdlenia wieczorem, ale czwartek był dniem spotkania u pana Prezydenta, spotkania ludzi związanych z apelem o pomoc Syrii, będącej w stanie klęski humanitarnej, spotkanie ludzi władz i tych związanych z Polską Akcją Humanitarną i Janiną Ochojską. Mój podziw dla Janki, wdzięczność za to co robi i jaka jest nie gaśnie od wielu, wielu lat. Tym razem znów energiczna, przybyła prosto ze szpitala, z łóżka szpitalnego, pokonując własne bóle i kłopoty. Pewnym, czystym głosem błagała o ludzki gest i pomoc dla tych, którzy bez wsparcia nie przeżyją. Mówiła przede wszystkim o pomocy dla dzieci. Pierwszy raz widziałam Ją płaczącą. (Na marginesie: moje zdumienie, że otaczają ją tylko kobiety, i to kobiety jeżdżą do Syrii z ramienia PAHu było naprawdę duże). Młoda osoba, dziewczyna która wróciła właśnie z Syrii, gdzie zawiozła pierwsza partię żywności i mleka dla dzieci od Polski, od Polskiej Akcji Humanitarnej, opowiadała tam w Belwederze co widziała, pokazywała film, który udało im się nakręcić .
Piątek był dniem spokojniejszym, bo tylko próba jak co dzień przed południem, Mayday 2. Te próby trzymają mnie w dobrej kondycji i fizycznej, i psychicznej, bo przyjemność układania tego utworu na scenie i śmiech, oraz radosne skojarzenia temu towarzyszące, wymusza tekst tej wspaniałej farsy, jej bohaterowie i ich perypetie, naprawdę sprawia to wiele radości. Ale także w piątek, kampania przeciwko karze chłosty dla ofiar gwałtów i sprawa młodej dziewczyny gwałconej wielokrotnie przez ojczyma, mordercy jej dziecka i jej napiętnowanie publiczne na Malediwach. Horror.
W piątek wieczorem w przerwie spektaklu, w korespondencji list od dwóch gejów, którzy chcą popełnić samobójstwo, błagają o pomoc w problemach. Mój Boże.
Dziś sobota, jedziemy do Olsztyna grać 32 Omdlenia na festiwalu. Pierwszy wyjazd Omdleń z Teatru Polonia. Jerzy Stuhr w świetniej formie, pełen entuzjazmu i siły. Przygotowuje się do realizacji swojego filmu i zgodził się, pierwszy raz po długiej przerwie, wyjechać w Polskę z nami.
Moja mama zbiera się po operacji, a ja w nadchodzącym tygodniu znów spotkania, decyzje, teatry, granie wieczorne i codzienne próby Mayday 2 do czwartku, zobaczę też pierwszy raz próby Baby Chanel, szykującej się do premiery w Teatrze Polonia, tuż po świętach, 5 kwietnia. W poniedziałek i czwartek zobaczę dwie próby, a potem święta, święta, święta a już w drugi dzień świąt Weekend z R. w Och-Teatrze.
Dobrego nowego tygodnia. Szczęśliwego. Bez horrorów tego świata i trosk dnia codziennego. Jak tu żyć? Powiedzcie. Bo ja coraz częściej nie wiem. W nocy zorientowałam się, że zgubiłam broszkę. Rano, nie wiem jakim sposobem, poszłam prosto do niej leżącej w śniegu w ogrodzie. Bez wahania! Najmniejszego! Skąd wiedziałam?