fot. materiały własne

Co to był wczoraj za dzień!!! To znaczy nie wiem, co to był za dzień dla Polski, bo nie miałam ani sekundy czasu żeby zajrzeć, co tam się w Polsce działo, ale nie „zaglądając” mogę przewidywać, że roztrząsano dalej „tragedię smoleńską”, bo to i rocznica, i nowe „ekscesy”, ale dalej o żałobie, pamiętaniu, żalu, przypominaniu z szacunkiem zmarłych mowy nie było, wspominaniu wszystkich tragicznie zmarłych podkreślam, a nie jednego zmarłego. Co to za koszmar!

REKLAMA
Nie zaglądając mogę także być prawie pewna, że znów ktoś zamordował jakieś dziecko i włożył je do lodówki, pojemnika hermetycznego, do szafy lub je zakatował na śmierć albo prawie na śmierć, albo pijana matka zgubiła dziecko lub go nie dopilnowała. Jestem pewna, mam przeczucie graniczące z pewnością, że się to zdarzyło. Dzieciobójcy! O tym się pisało tragedie antyczne. Zwierzęta, nie ludzie! No i pewnie na końcu, polska drużyna piłki nożnej gdzieś przegrała. Ciekawe, muszę gdzieś sprawdzić, co się wczoraj działo, ale jestem pewna, że się niewiele pomyliłam. No może jeszcze gdzieś trzęsienie ziemi, groźba wystrzelania bomby atomowej lub ewentualnie iluś zabitych w Iranie. A na dokładkę ktoś kogoś zelżył, pomówił, wyrzucił, obrzucił, wyśmiał, zhańbił, albo sam się zhańbił. O kulturze pewnie nie było nic, a zresztą sama widziałam jak w pociągu jakiś elegancko ubrany pan wsiadł z kupionym plikiem gazet na podróż, najpierw powyjmował z nich ogłoszenia i strony dotyczące kultury i wyrzucił do kosza, a dopiero potem przejrzał strony biznesowe, potem strony dotyczące sportu, następnie szybko przekartkował wiadomości z pierwszych stron, nie zatrzymawszy się na niczym, w żadnej gazecie, i wiedział wszystko.
Wracając, pewnie był to dzień jak co dzień w mediach, ale dla mnie, to był dzień wielkich wrażeń, całkiem innych. Więc po pierwsze nic nie grałam, co jest ewenementem, potem, pierwszy raz w życiu, miałam warsztaty, spotkanie z managerami firm, ludźmi, których domeną jest zupełnie co innego i osiągają w swoich dziedzinach sukcesy, ale którzy muszą także występować publicznie. Starałam się im nie tyle pomóc, co opowiedzieć co widzę, kogo widzę i co słyszę, i radziłam jakby to można „uporządkować” i poprawić według mnie. Fascynujące, nie spodziewałam się, że będzie to tak interesujące. Wszystko odbywało się według mojego pomysłu, to znaczy Państwo przygotowali swoje przemówienia, często wcześniej napisali je specjalnie na tę okazję, i… próbowali je przed nami, przede mną, przed kamerą, wygłosić. No cóż, namawiałam na indywidualizację i obronę indywidualności i osobowości w reżimach korporacyjno - publiczno – konwencjonalnych. Bardzo to było ciekawe i myślę, że każdy dowiedział się ode mnie „prawdy”. To trwało cały dzień, więc zapomnieliśmy o Bożym świecie, a Państwo uczestnicy bardzo mi zaimponowali otwartością. A wieczorem… a wieczorem…wieczorem otrzymałam chyba jedną z najmilszych i najważniejszych nagród w moim życiu - nagrodę od polskich operatorów. W uzasadnieniu nagrody napisali pięknie… Nagroda specjalna PSC za niezachwianą wiarę w sens życia dla sztuki, wrażliwość artystyczną oraz charyzmatyczną osobowość, niezmiennie inspirującą polską kulturę. Ale myślę, że pod tym uzasadnieniem jest jeszcze coś, o czym nie chcieli mówić publicznie, czego nie należało wyrażać ani formułować, jest to także nagroda za bycie towarzyszką życia operatora filmowego.
Moi Państwo, kocham was bardzo. Pisze Państwo, bo w Stowarzyszeniu Autorów Obrazu Filmowego, jak się to nazywa PSC (skrót jest od angielskiej nazwy stowarzyszenia), tak więc w Stowarzyszeniu są dwie kobiety i osiemdziesięciu mężczyzn. Kocham operatorów filmowych generalnie, a tylko jednego kochałam w szczególności. Kiedyś, znałam Was prawie wszystkich, kiedyś, kiedy plany filmowe były moim domem i jako żona Waszego kolegi spotykałam się także z Wami w innych, pozazawodowych okolicznościach, znam Wasze radości i problemy, rozumiem jak rzadko kto. Tej nadzwyczajnie zdolnej młodzieży, która teraz wzięła w operatorskie ręce polskie kino już nie znam, ale jak powiedział podczas uroczystości pan profesor Jerzy Wójcik, który otrzymał nagrodę za całokształt twórczości: „Prowadzicie prawdziwie piękną dyskusję o obrazie filmowym i sztuce operatorskiej na ekranach kin, jesteście wspaniali”.
logo
fot. materiały własne

I jak powiedział Andrzej Wajda podczas tego wieczoru, polski film stoi znakomitością polskich operatorów. Przypomniał, że polska szkoła filmowa „stała się”, urodziła się także z faktu, że operatorzy w Łodzi kształcili się na tej samej uczelni z reżyserami i byli od razu w tej szkole traktowani jak artyści, co było wtedy polskim ewenementem, że to dwóch artystów robiło film, reżyser i operator, a nie reżyser - artysta i operator - techniczny, czy jak żartobliwie Was nazywano - hydraulik. Moi Państwo... bardzo dziękuję za tę nagrodę, jest mi bardzo, bardzo miła. Nagrodę wręczył mi na scenie Jacek Petrycki, autor zdjęć do filmu "Przesłuchanie", dziękuję Jacku.
Wczorajszego wieczoru nagrodę za najlepsze zdjęcia, według kolegów operatorów, co arcyważne, w tajnym głosowaniu, wygrał pan Arkadiusz Tomiak za zdjęcia do filmu „Obława”. Gratulacje.
PS Zabawne jest to, że nie mogę oglądać telewizji w nocy jak wrócę, bo nasze psy boją się jakoś ostatnio grającego telewizora.
PS 2 Dziś i jutro gram DANUTĘ W. w Poznaniu, a w naszych teatrach w Polonii w sobotę "Baba Chanel, po raz ostatni w bloku popremierowym, w niedziele dawno niegrany 'Dowód" i "Matka Polka terrorystka", a w Och-Teatrze "Mayday" dziś dwa razy i w niedzielę popołudniówka.