Przedwczorajsze przedstawienie Shirley, planowane dużo wcześniej, było zabawne "inaczej", bo ja po próbach całości Maydaya 2 i lekkich tam kłopotach, zamieszaniu, pod koniec Shirley, odfrunęłam myślą do Ochu i tamtych problemów, i...

REKLAMA
od redakcji: ( najpierw o Pani Annie Buczkowskiej i jej wystawie)
Pani Anna Buczkowska, kiedy tylko ogłosiliśmy że zakładamy Fundację i teatr, przyszła do mnie z darem, tkaniną "teatralną". Ta tkanina wsi w Teatrze Polonia w moich kątach na zapleczu i jestem do niej bardzo przywiązana. Pani Anna, pani z Żoliborza, która zanim cokolwiek się zdarzyło, przyjechała kupić bilet do naszego teatru, w początkach remontu, pan, który mi przyniósł kwiaty, konwalie na szczęście w tych pierwszych dniach, mieszkaniec sąsiedniego domu, przy Wilczej, emeryt, który oferował pomoc w każdej sprawie i wielu wielu innych życzliwych ludzi i zdarzeń, nigdy nie zapomnę i dziękuję za to wszystko serdecznie.
logo
fot. Krystyna Janda

Tym razem pani Anna zadzwoniła do mnie... mam wystawę w dzwonnicy kościoła św. Anny w Wilanowie (dziś galerii), wystawę pod tytułem Moje białe bluzki, i wielu ludzi pyta oglądając, czy pani Janda już to widziała. Pojechałam. Zobaczyłam. Sfotografowałam, także dla Państwa.

W drodze do Wilanowa, dowiedziałam się że musimy odwołać spektakl Zmierzch długiego dnia i jedyne co możemy zagrać dla ludzi, którzy przyjdą, do których się nie dodzwonimy, lub nie mamy do nich kontaktu to Shirley, że tylko do tego spektaklu zdążymy zmienić światła i dekoracje, bo było już po 15:00 a jestem do dyspozycji.
Shirley Valentine. Ratunek wieczny i pociecha. Wiele razy już pisałam o tym spektaklu. Wczorajszy wieczór, (bo piszę w piątek rano), to zabawne doświadczenie dla mnie, spotkanie z ludźmi, którzy przyszli zupełnie na co innego i nagle widzą tę "wariatkę" i jej historię. Zdarzyło mi się to już kilka razy, że grałam tę Shirley, zamiast... kiedyś pół wakacji zamiast Romulusa Wielkiego, kiedy Janusz Gajos niespodziewanie zachorował. Bywa że oczy ludziom wychodzą ze zdumienia że istnieje coś takiego, jak ta Shirley, nie mogą uwierzyć, na co ich los "zaplątał".
Przedwczorajsze przedstawienie Shirley, planowane dużo wcześniej, było zabawne "inaczej", bo ja po próbach całości Maydaya 2 i lekkich tam kłopotach, zamieszaniu, pod koniec Shirley, odfrunęłam myślą do Ochu i tamtych problemów, i....niespodziewanie dla samej siebie, zdania... - co znowu szukasz swoją ...nie skończyłam. Czarny blanc, czarna dziura, pożar w mózgu... po dłuższej chwili, bezradna zwierzyłam się publiczności - Proszę Państwa, tysiąc razy gram tę rolę i nie mam zielonego pojęcia czego szukam.... Na co sala, nabita do granic, zdumiała się, po czym ludzie zaczęli mi podpowiadać...Szczęścia? Miłości? - Nie, niecierpliwiłam się - Nadziei? Spokoju? Uczucia?! - Nie! Nie! Nie! - strofowałam ich, jakby to ich obowiązkiem było pamiętać czego szuka Shirley na koniec - Radości? - Nie!... i przypomniałam sobie...marzenia! To było nieprawdopodobne. Ta sala, ci ludzie, którzy tak chcieli mi pomóc i wybawić z opresji. Bardzo Państwu dziękuję. Bardzo.
Od dziś, zapasy przedpremierowe z czasem i materiałem tej sztuki, z dekoracjami, kostiumami, światłem, rekwizytami i nerwami. Pierwsza publiczność - rodziny i przyjaciele w niedzielę o 15:oo, w poniedziałek na III generalnej już pełna sala ludzi. Uwielbiam ten premierowy czas. ale ten Mayday, ten drugi Mayday, jest jak piekło trudny, zupełnie inny niż pierwszy w sensie konstrukcji i zadań, gdzie indziej leżą "konfitury". Jeśli Mayday pierwszy był farsą sytuacyjną to ten jest farsą psychologiczną bardziej, to uczucia i sposób reagowania jest tematem a nie perypetia. No nic zobaczymy.
Dobrego dnia dla Państwa.