fot. Ola Grochowska

Od kilku dni nie wychodzimy z Och-Teatru i tak będzie do wtorku, do dnia premiery. Te Mayday’e to precyzyjnie skonstruowane „maszynki do rozśmieszania”, ale wystarczy drobiazg, drobny błąd i boli…

REKLAMA
Rytmy, intencje, spojrzenia, wyjścia, wejścia muzyki, akcenty w zdaniach, pauzy, chwile odpoczynku, przyśpieszenia ….no i trening. Im więcej razy się to teraz zagra, tym będzie potem spektakl stabilniejszy, precyzyjny, ułożony, a w związku z tym dłużej będzie żył. Precyzja, precyzja, precyzja, a tu …. młodzież w dwóch obsadach. Za to talenty ich rozsadzają, wyobraźnia, pomysły i radość z bycia na scenie. No nic, do wtorku. Wczoraj pierwszy raz była publiczność na sali. No, no…zapowiada się dobrze. Aktorzy zmęczeni i spoceni, zganiani jak psy, ale szczęśliwi. Już czują przyjemności jakie nadchodzą, publiczność im to wczoraj wieczorem „dała do zrozumienia” pierwszy raz…. Ukłony robimy dzisiaj, ale wczoraj były skandowane brawa i radość zbiorowa, frenetyczna, na razie wśród rodzin i znajomych…
Do zobaczenia. Wszyscy jesteśmy na ostatnich nogach…
Jacy oni są wspaaaaaaniali!!! Przyjemność pracować. A ja? Potwór!!!! Ale to mus. Przy farsie ..mus. Kocham premiery.

Zdjęcia Ola Grochowska. PS. Na Dzień Matki poszłam do Ojców, mojego i moich synów...