Powiedzcie mi ludzie, dlaczego, kiedy przyjeżdżam do Rzymu, Wiednia, Nowego Jorku, Paryża, Monachium, Chicago, w hotelu, na dworcu, na lotnisku, na ławce w parku, w restauracji, wszędzie, czeka na mnie bezpłatny informator kulturalny, a w Warszawie nie?

REKLAMA
Nie czeka. Informacja o tym co można zobaczyć w mieście, jakiej muzyki posłuchać, jakie wystawy obejrzeć, jakie odczyty usłyszeć, na jakie spotkania, imprezy, pójść, co można zobaczyć w teatrach, kinach, parkach, ogrodach, na ulicach, jakie trwają festiwale. Wszelkie inicjatywy kulturalne są zebrane razem, zwyczajnie, po prostu i dla ludzi. Mieszkańców i przyjezdnych, ubogich i bogatych, samotnych i wręcz przeciwnie. Dla turystów. Informacja. Bez filozofowania, recenzji, wydziwiania, świrowania, indywidualnych ambicji i fobii, upodobań i poleceń, po prostu - INFORMATOR.
Miesięcznik, dwumiesięcznik, kwartalnik. Dlaczego Warszawa tego nie ma? Powiedzcie mi ludzie, a raczej ludzie zajmujący się kulturą w mieście, a są chyba ze trzy takie Ciała oficjalne. Dlaczego Warszawa nie ma takiego informatora? Przecież to kosztuje niewiele. Ile to może kosztować? Zebranie informacji, bez wysiłku, komu na tym zależy ten tam będzie, dobry grafik, druk, papier, wydawnictwo najprostsze, może być biało-czarne, takie jak nowojorski Playbill czy paryski Pariscope.
Dlaczego Warszawa tego nie ma? Warum? Pourquoi? Why? Przecież to proste. Potrzebne. Nawet niezbędne. To stolica kraju. Oferta kulturalna jest obszerna. Zbliżają się wakacje. Przecież my wszyscy planujący wydarzenia, wyślemy informacje, zdjęcia, opisy. Dlaczego nie? Ile to może kosztować? Można sprzedawać tam reklamy. Kiedyś Warszawa miała WIK. Warszawski Informator Kulturalny. Ubożuchne to było, malutkie, szare, ale jak potrzebne! Korzystaliśmy z tego WIK’u wszyscy. I komu to przeszkadzało? Co z tego że w komputerze, być może jest wszystko, choć nie sądzę, że można zajrzeć, że my wszyscy, teatry, muzea, kina, filharmonia, atelier wystawowe, sale koncertowe, organizatorzy imprez, drukujemy ulotki, programy, repertuary, ale jest to wszystko rozproszone, nie wiadomo gdzie.
Ostatnio widziałam w jednej z warszawskich restauracji na Starym Mieście tony różnych ulotek i repertuarów teatrów w toalecie, tony, aż zaniemówiłam ze zdziwienia, ale natychmiast zapytałam oczywiście, czy możemy przynieść i nasze, Teatru Polonia i Och-Teatru, repertuary na dwa miesiące letnie. Można - odpowiedzieli, ludzie to biorą. Niech będzie i w toalecie, pomyślałam, skoro ludzie to stamtąd biorą. Ale to nie tak powinno być. Powinien być jeden porządny informator zamiast tego wszystkiego na karteczkach. Potrzebna jest zwykła zbiorcza informacja, która czeka, leży w autobusach, tramwajach, na dworcach… zresztą ludzie to sami „rozniosą”. Władze Warszawy, biura kultury - dajcie nam INFORMATOR, pomocny i kulturze i ludziom i wszystkim którzy tę kulturę tworzą, planują, zależy im na niej i na Warszawie. Przestaję pisać bo z każdym słowem się nakręcam...
Jestem w Lubinie. W hotelu, kilka ulotek o tym co w mieście… Zaglądam do Internetu i ruszam. Mam chwilę czasu przed spektaklem. Gram tu dziś i jutro, chcę coś zobaczyć, zwiedzić, uwielbiam zwiedzać…W Galerii Zamkowej wystawa JUDAIKA - litografie, akwaforty serigrafie najbardziej znanych autorów XX wieku pochodzenia żydowskiego. Marc Chagall, Chaim Goldberg, Ira Moskowittz, Irving Amen, Sandu Liberman, Wilhelm Wachel. Bertoldo Taubert, Issacgar Ryback. Idę z przyjaciółmi z naszego teatru. Ludzie wskazują drogę… Zamkowe Wzgórze …tam wystawa. Mała i piękna. A co w mieście, poza tym? W ogóle? Informatora centralnego, zbiorczego nie ma, nie wiadomo, trzeba się rozglądać, może się na coś natrafi….
Na dole zdjęcia z tej wystawy. Chagall.
logo
fot. Krystyna Janda

W Warszawie nieprzytomna burza. Aktorzy i publiczność w kłopocie, wielu nie dotarło na spektakle, musimy odwołać , jeden z aktorów miał dodatkowo wypadek samochodowy przedzierając się przez nawałnicę. Exodus. Ach te teatry! Wiecznie coś się dzieje. Ja wczoraj zaniemówiłam we Wrocławiu, na scenie, na moment, od cynamonu w powietrzu… Publiczność na szczęście wyrozumiała, bili brawo kiedy czekałam na szklankę wody na scenie, kiedy piłam, kiedy porywał mnie kaszel. Bardzo dziękuję i przepraszam. Pozbierałam się i przeszło, mogłam kontynuować…nie było łatwo, zaniemówiłam i zaczęłam kasłać w roku 1986 – porwanie i zamordowanie księdza Jerzego Popiełuszko…. na szczęście, z pierwszym na nowo, słowem cisza się zrobiła przepastna. Wrocław. Wspaniała publiczność. Wspaniała.
logo
fot. Krystyna Janda

Dziś zastanowiły mnie dwa zdania - "Człowiek to brzmi...różnie" i " Bezpośredniość nie zawsze jest cnotą w odróżnieniu od prostoty". I zaciekawił tytuł " Bóg w sprayu" , uwielbiam intrygujące sformowania, lubię wymyślać tytuły.
logo
fot. Krystyna Janda