Przestaję śledzić wiadomości i oglądać programy informacyjne. Mam dosyć i tak wytrzymałam długo. Moja mama wciągnięta od kilku lat na maksa nie odpuści, ja robię pas. Niech się dzieje co chce. Raz wiadomości rano, raz wieczorem i możliwie bez emocji. A reszta, wynocha z mojego życia!

REKLAMA
Dwa dni temu wracam do domu nocą, a mama czeka na mnie w kuchni - No, i jednak udusili ją! - Kogo? Dziecko ze Śląska? Mama Madzi?! - pytam. - Nie - denerwuje się mama- Marylin Monroe! Napisali w Super Expresie. - Kto kupuje Super Express?! Przecież jest zakaz w domu! - Gosposia. Ja nie kupiłam. To ona przyniosła. - No dobra. Poproszę żeby wykupili reklamę naszych Teatrów w Super Expresie.
Zgodziłam się niebacznie, w chwili słabości, na sesję fotograficzną do C'est la vie. Postawiłam warunek, że w Muzeum Narodowym z obrazami i w szlafroku, ale i tak obwiesili mnie sztuczną biżuterią i założyli mi na moje obolałe stopy szpilki, a na koniec kazali mi zjeść kwiatek, wąchać miętę z rozmarzonym wzrokiem i mizdrzyć się na okładce. Koszmar. Cztery godziny ciężkiej pracy, żeby dorównać marzeniom ludzi. Kobieta 60-letnia na okładce pisma dla kobiet to tylko wyczyn fotografa. Jak się zgłosi National Geographic lub Mówią Wieki to się zgodzę, może będzie lżej.
Wywiady, podsumowania sezonu. Wciąż się tłumaczę, że dużo pracuję. A swoją drogą, pracuję dużo, ale spokojniej niż choćby dwa lata temu. Nie ma nerwów. To znaczy są, ale na tematy artystyczne. Zagraliśmy podobno 827 spektakli, 90 na wyjeździe, mieliśmy 10 premier. To podobno rekord rekordów. Nie jestem zmęczona. Zaraz jadę na wakacje planować tam trzy następne lata w naszych teatrach.
Gram Danutę W. z coraz większą przyjemnością. Tak się cieszę, że mamy ten spektakl i że mam tę rolę. Emocje są wciąż te same, wzruszenia i sens nie maleje. Choć mam rozrywki. Od kiedy pan prezydent wypowiedział się o gejach, a pani prezydentowa pokazała fucka jest zabawnie. Żywi, emocjonalni, prawdziwi. Trzeba umieć rozdzielać ludzi od ich dzieł, mówię także o teatrze, spektakl od życia, choć ten wyjątkowo blisko nas, mnie. Gram jakbym śpiewała hymn. W służbie narodu i z potrzeby wewnętrznej, jakby powiedziała Danusia W. Za chwilę się widzimy w Gdańsku.
Ewa R. czyta książkę "Sztuka minimalzmu" czy coś takego, koło mnie w garderobie. Spojrzałam na początek - żeby poczuć potrzebę ograniczenia i nauczyć się eliminowania rzeczy i potrzeb trzeba ....najpierw być bogatym. Świetne. Nie cytuję oczywiście dosłownie, daję tylko jedną z konkluzji początkowych. Że łatwiej jest być minimalistą, kiedy się jest bogatym w tle.
Jedna księgowa na wieść, że nasi wielcy twórcy krzyczą, że wyjadą na zachód, bo w Polsce nie ma pieniędzy na ich dzieła, machnęła ręką i powiedziała, niech jadą, ja sobie bez nich jakoś dam radę. Dostałam ataku śmiechu. Oto konkluzja.
W Lublinie na rynku tysiąc restauracji kawiarni, tłum ludzi całą noc. Jak w Wenecji. Dziś idę zobaczyć kopię całunu turyńskiego w kościele. Bardzo dużo kobiet w ciąży i Japończyków.
Podobno żołądek ludzki jest wielkości chińskiej miseczki z laki i tyle tylko dziennie powinniśmy jeść. Jemy wszyscy niewątpliwie za dużo. Mam wiecznie uczucie że jedzenie generalnie mi szkodzi, choć jest smaczne.
Tuż przed wyjazdem na moje wakacje mamy jeszcze w Teatrze Polonia premierę "Kaliny"- w roli Kaliny Jędrusik- Katarzyna Figura. Tekst napisały dwie panie - Małgorzata Głuchowska (reżyser przedstawienia) i Katarzyna Lipko- Konieczna , spodobał mi się. Trwają też już próby "Konstelacji", która to premiera ma być w końcu sierpnia, też w Polonii. Reżyseruje Adam Sajnuk, w obsadzie Maria Seweryn i Grzegorz Małecki. Zaczarowany tekst i temat. Spodziewam się wiele. 20 lipca, po moim powrocie, premiera "Czerwonego kapturka" na Placu Konstytucji. Cieszę się, marzę żebyśmy mieli całego Brzechwę. Mamy Pchłę szachrajkę, Kopciuszka, teraz Czerwony kapturek, no jeszcze trochę zostało...Ta grupa teatralna, młodzież, która to robi, pod przywództwem Adama Biernackiego - reżysera, wspaniali. Radośni, bezproblemowi, profesjonalni. Dobrze, że to oni z nami pracują, bo teraz dużo młodzieży w tym zawodzie, co to muchy w nosie i wyobrażenia w kosmosie.
W ogóle jest dobrze i miło. Nie lubię jak jest niemiło, choć wielu twórców uważa, że to warunek sine qua non, żeby stworzyć coś wybitnego. Ma być trudno i niemiło. W traumę, stresie i napięciu, a przede wszystkim konflikcie powstają dzieła. Może, wolę w takim razie nie być wybitnym twórcą i robić rzeczy niewybitne, za to w dobrej atmosferze. W ogóle bohemą to ja nigdy nie byłam i nie będę, co więcej - trochę się jej boję.
Spotkałam ostatnio Andrzeja Wajdę na Sonacie Widm Stindberga, nienawidzę Strindberga ale poszłam, bo to wybitna inscenizacja z Królewskiego Teatru Narodowego ze Sztokholmu. Wspaniałe przedstawienie. - Andrzej, mimo wszystko, wbrew autorowi, życie jest piękne, prawda? - Tak, tak, powiedział jakby nie na temat. - Jest piękne. Kocham Go.
Zaczął się Kongres Kobiet w Warszawie. Pozdrawiam wszystkie Panie i ogłaszam lato!