Czerwony Kapturek
Czerwony Kapturek fot. Krystyna Janda

Wróciłam. Jestem od tygodnia. Od tygodnia pracuję. Fundację zastałam w kondycji imponującej. Premiera CZERWONEGO KAPTURKA na Placu bardzo udana, ilość widzów przechodzi w tym roku nasze wszelkie oczekiwania. W sobotę i niedzielę było ponad 700 osób, a reakcje widzów, nie tylko dzieci imponujące. – To wilk!!!! To wilk!!! – do Kapturka, ostrzeżenia- na całe gardło, z całej siły, pełne emocji i zaangażowania. Jak powiedział ktoś z naszej Fundacji - Świat się zmienia a dzieci wciąż takie same, spontaniczne i prawdziwe. Warto dla nich grać. Teatr do N-tej potęgi. Teatr, tylko dwieście razy bardziej, przy takich Widzach.

REKLAMA
Zagrałam już i SHIRLEY i zagraliśmy OMDLENIA, w Och-u i MADAY’e oba i TRZEBA ZABIĆ STRASZĄ PANIĄ i POCZTÓWKI Z EUROPY. Za chwilę DANUTA W. i BIAŁA BLUZKA. W weekend - WEEKEND z R. W sobotę 150. przedstawienie.
Wróciliśmy ze Świnoujścia z Karuzeli Cooltury, gdzie DANUTA W. miała reprezentację na sali w Niemczech z trzema Paniami Prezydentowymi na widowni. Danusia Wałęsa widziała spektakl po raz piąty, pani Prezydentowa Anna Komorowska pierwszy raz, tak jak i pani prezydentowa Niemiec, pani Daniela Schadt. Po spektaklu gratulacje i wzruszenia. Pani prezydentowa Niemiec, jakoś poruszona nadzwyczajnie, i spektaklem i ta historią, naszeptałyśmy się do ucha, obie wzruszone. To był dla mnie wyjątkowy wieczór. Mam nadzieję że dla widzów także, i z Polski i z Niemiec.
logo
fot. Krystyna Janda

Jedna pani w Świnoujściu, przy stoliku śniadaniowym obok mojego, do koleżanki: -Wie pani, zadzwoniłam do lekarza, że się źle czuję, a on na to, żebym schudła. Że to zastępuje przynajmniej w 50 procentach lekarstwa. Wyobraża sobie pani! Zmienię chyba tego lekarza. Ja tu cukrzyca i kręgosłup, ciśnienie, cholesterol, potrzebuję pomocy, dobrych leków …a on… żebym schudła! Niesłychane!
W hotelu w Świnoujściu, świetne baseny, SPA, sauny, bicze wodne. Świetne. Raczyliśmy się z Jurkiem Stuhrem, tymi niespodziewanymi możliwościami, zachwyceni. Wielu Niemców, często bardzo starszych.
logo
fot Krystyna Janda

Z jednym z tych niemieckich starszych panów miałam taka przygodę: Rano, wsiadłam do windy i jadę na wywiad. Na drugim piętrze wsiada starszy pan i naciska piętro drugie. Drzwi się natychmiast otwierają. Zdziwiony, więc mu tłumaczę, że wsiadł na drugim i nacisnął drugie, więc to, że drzwi się otworzyły, to normalne. Uśmiechnął się do mnie miło. Zaniechał prób i pojechał ze mną na dół. Tam wysiadł. Wracam z wywiadu, po godzinie, tenże pan wsiada z sąsiedniej windy, rozgląda się i wchodzi ponownie do windy ze mną, naciskam czwarte, on naciska drugie. Winda zatrzymuje się na drugim, on nie wychodzi, drzwi się zamykają, jedzie ze mną. Ja wysiadam na czwartym, ostatnim, on wychodzi ze mną. Piętnaście minut później wychodzę znowu, na kolejne na tym festiwalu zajęcia, pan stoi dalej przed windą na piętrze czwartym. Wsiadamy razem, ja naciskam parter, pan piętro drugie. Winda się zatrzymuje na drugim, on nie wysiada. Mówię mu, że to drugie piętro, że chyba powinien wysiąść. Uśmiecha się miło. Wysiada. Za chwilę znów drzwi się otwierają, na tym samym piętrze i on wsiada ponownie.
Przywołał windę, zanim zdążyłam odjechać. Nic nie rozumiem, ale też się nie odzywam. On wciska znów drugie. Drzwi się otwierają. On znów nic nie rozumie. Tłumaczę mu, że znów na drugim wcisnął drugie. Uśmiecha się do mnie miło i jedzie ze mną na parter. Wracam po godzinie. Pan czeka przed winą …Zrozumiałam że on tak jeździ od dwóch godzin i nie może trafić …zaprowadziłam pana do recepcji. Zaczęli go pytać jak się nazywa i szukać numeru jego pokoju…Mój Boże, przestraszyłam się … żeby mnie tylko kiedyś ktoś zaprowadził do recepcji i mi pomógł, kiedy się zgubię w windzie. Zasmuciła mnie ta historia niewspółmiernie do sytuacji.
logo

Zjedliśmy z Jurkiem Stuhrem absolutnie rewelacyjną kolację w jednej z najlepszych restauracji włoskich w jakich jedliśmy. Jest taka w Świnoujściu, nazywa się Toscana. Pyszne, pyszne! Od oliwy którą postawiono na stół, po dania główne. Delicje. Dawno tak dobrze i naprawdę po włosku nie zjedliśmy. W Świnoujściu. Właściciel restauracji zapraszał w październiku, kiedy wrócą oboje z żoną z Włoch, z Toskanii i przywiozą nowe specjały, oliwy, wina i przepisy. Chwalił się, że mają stałych klientów, z Warszawy, którzy przyjeżdżają specjalnie do nich na te coroczne, październikowe nowości w karcie. Miło.
logo

Samotne kobiety nie mogą nosić bransoletek, bo nie ma im kto ich zapinać. Mam znajomą, która wiecznie nosi bransoletkę w torebkach, bo rano wkłada ją do torebki zamierzając w ciągu dnia poprosić kogoś o uprzejmość jej zapięcia i albo nie znajduje nikogo takiego, albo zapomina, że w torebce bransoletka cierpliwie czeka na zapięcie.
Ostatnio wysypał się worek z tekstami o molestowaniu. Czytam i wyć mi się chce. Teksty dla młodych aktorek, młodych aktorów. Molestowani przez ojców, matki, księży, nauczycieli, nauczycielki. Mam dosyć, od samego czytania. A jeszcze to oglądać?! Uznałam, że naszej widowni nie zrobimy takiej krzywdy.
Wszyscy już chyba przeczytali biografię Steve'a Jobsa. Fascynujące. Poruszające szczególnie, kiedy uświadamiamy sobie czytając, jak zmienił nasze życie, jak zmienił świat. Dla mnie poruszające także od strony dat, porównywania ich z historią w Polsce. To tak wszystko niedawno. Pierwszy MAC. Wczoraj rozmawiałam o faktach szokujących z jego życia. O adopcji, poczuciu odrzucenia, o poszukiwaniach religii, medytacjach, niemyciu się, wariackich dietach, medytowaniu, chodzeniu na boska i narkotykach. O charakterze. Empatii. Bezwzględności, stanowczości….nie ma w tym żadnej prawidłowości, zależności między takimi, tego typu elementami a sukcesem. Jest tylko inteligencja, wyobraźnia, upór, talent bardzo szeroko pojęty i pracowitość. Ja „kocham” moje komputery. Szczególnie Mackintosha. Zawsze zastanawiałam się dlaczego taka nazwa. Teraz wiem.