
Wróciłam. Jestem od tygodnia. Od tygodnia pracuję. Fundację zastałam w kondycji imponującej. Premiera CZERWONEGO KAPTURKA na Placu bardzo udana, ilość widzów przechodzi w tym roku nasze wszelkie oczekiwania. W sobotę i niedzielę było ponad 700 osób, a reakcje widzów, nie tylko dzieci imponujące. – To wilk!!!! To wilk!!! – do Kapturka, ostrzeżenia- na całe gardło, z całej siły, pełne emocji i zaangażowania. Jak powiedział ktoś z naszej Fundacji - Świat się zmienia a dzieci wciąż takie same, spontaniczne i prawdziwe. Warto dla nich grać. Teatr do N-tej potęgi. Teatr, tylko dwieście razy bardziej, przy takich Widzach.
Jedna pani w Świnoujściu, przy stoliku śniadaniowym obok mojego, do koleżanki: -Wie pani, zadzwoniłam do lekarza, że się źle czuję, a on na to, żebym schudła. Że to zastępuje przynajmniej w 50 procentach lekarstwa. Wyobraża sobie pani! Zmienię chyba tego lekarza. Ja tu cukrzyca i kręgosłup, ciśnienie, cholesterol, potrzebuję pomocy, dobrych leków …a on… żebym schudła! Niesłychane!
Z jednym z tych niemieckich starszych panów miałam taka przygodę: Rano, wsiadłam do windy i jadę na wywiad. Na drugim piętrze wsiada starszy pan i naciska piętro drugie. Drzwi się natychmiast otwierają. Zdziwiony, więc mu tłumaczę, że wsiadł na drugim i nacisnął drugie, więc to, że drzwi się otworzyły, to normalne. Uśmiechnął się do mnie miło. Zaniechał prób i pojechał ze mną na dół. Tam wysiadł. Wracam z wywiadu, po godzinie, tenże pan wsiada z sąsiedniej windy, rozgląda się i wchodzi ponownie do windy ze mną, naciskam czwarte, on naciska drugie. Winda zatrzymuje się na drugim, on nie wychodzi, drzwi się zamykają, jedzie ze mną. Ja wysiadam na czwartym, ostatnim, on wychodzi ze mną. Piętnaście minut później wychodzę znowu, na kolejne na tym festiwalu zajęcia, pan stoi dalej przed windą na piętrze czwartym. Wsiadamy razem, ja naciskam parter, pan piętro drugie. Winda się zatrzymuje na drugim, on nie wysiada. Mówię mu, że to drugie piętro, że chyba powinien wysiąść. Uśmiecha się miło. Wysiada. Za chwilę znów drzwi się otwierają, na tym samym piętrze i on wsiada ponownie.
Zjedliśmy z Jurkiem Stuhrem absolutnie rewelacyjną kolację w jednej z najlepszych restauracji włoskich w jakich jedliśmy. Jest taka w Świnoujściu, nazywa się Toscana. Pyszne, pyszne! Od oliwy którą postawiono na stół, po dania główne. Delicje. Dawno tak dobrze i naprawdę po włosku nie zjedliśmy. W Świnoujściu. Właściciel restauracji zapraszał w październiku, kiedy wrócą oboje z żoną z Włoch, z Toskanii i przywiozą nowe specjały, oliwy, wina i przepisy. Chwalił się, że mają stałych klientów, z Warszawy, którzy przyjeżdżają specjalnie do nich na te coroczne, październikowe nowości w karcie. Miło.
Samotne kobiety nie mogą nosić bransoletek, bo nie ma im kto ich zapinać. Mam znajomą, która wiecznie nosi bransoletkę w torebkach, bo rano wkłada ją do torebki zamierzając w ciągu dnia poprosić kogoś o uprzejmość jej zapięcia i albo nie znajduje nikogo takiego, albo zapomina, że w torebce bransoletka cierpliwie czeka na zapięcie.
