
O tym dlaczego warto iść na film "Wałęsa. Człowiek z nadziei", o tym, dlaczego nie warto iść na referendum o odwołanie Hanny Gronkiewicz Waltz. O zbieraniu grzybów, a także o tym, że kościelna afera z pedofilią obezwładnia i odbiera siły.
REKLAMA
Dziś obejrzałam film „Wałęsa. Człowiek z nadziei” i bardzo mi się podoba. Uważam, że jest ważny, potrzebny, że to szczęście, że powstał. Że powstał właśnie teraz. I że zrobił ten film Andrzej Wajda a nie … ktoś z nazwijmy to …„drugiej strony” (swoją drogą, zawsze są co najmniej dwie strony, swoisty problem polega na tym, która strona ma większe talenty do dyspozycji). Gratuluję wszystkim realizatorom, a szczególnie Robertowi Więckiewiczowi i Agnieszce Grochowskiej, świetne, mądrze zagrane role.
Zresztą wszystkie role są tam dobre. Film tego rodzaju, mający funkcje także inne niż tylko artystyczne, podlega specjalnym regułom realizacyjnym, a ten film, ponieważ powstał także dla „świata” i młodych pokoleń podlega im wyjątkowo. Pomyślałam sobie, że z tych samych powodów tytuł mógłby brzmieć „Wałęsa. Człowiek z Polski”. W każdym razie film JEST, istnieje, zawsze będzie, raczej będzie już na zawsze, a teraz inni mogą robić swoje wersje i interpretacje.
Kościelna afera z pedofilią obezwładnia i odbiera siły oraz... osłabia wiarę. Zastanawia mnie nieznośna lekkość wypowiedzi hierarchów kościelnych i brak odpowiedzialnego stanowiska i tonu, przy żelaznych wypowiedziach na inne tematy. Nierozważne języki powinny przepraszać nie tylko za słowa, ale i za myśli. Pokrętne drogi. Brak odwagi. Straszne. Straszne.
Miałam dwa wieczory wolne. Dotarłam więc dopiero w tym tygodniu na spektakl „Nasza klasa”. Bardzo dobry. Tekst wybitny. Kolejnego wieczoru byłam na innym spektaklu, haniebny, z nerwów zjadłam czekoladę, żeby się „podnieść” w wierze w teatr i nie stracić entuzjazmu.
Kiedyś śmiałam się z wypowiedzi Lecha Wałęsy, który z właściwą sobie prostotą i celnością wyznał, że tyle w Polsce się nabudowało dróg, że jak wyjeżdża z domu nie umie trafić z powrotem. Mnie się to też zdarzyło ostatnio, i to kilka razy. Co chwila ostatnio otwierany jest w Warszawie i okolicach nowy odcinek, połączenie, a ja zdezorientowana gubię się z radością i ciekawością w tym imponującym labiryncie. Powinnam jeździć na kompas, bo tych nowych cudnych dróg nie ma jeszcze w nawigacjach samochodowych. Ogólnie wielkie zmiany i rozkosz. A tego się nie robi w jeden dzień. Jakiekolwiek mamy pretensje do pani prezydent Warszawy, a my zajmujący się kulturą, mamy powody do niezadowolenia, nie mniej, pani prezydent buduje koncertowo i niech buduje dalej.
Zwolnienia tempa, przerw, zastojów, nowych przetargów nie chcielibyśmy przeżywać. Jestem mieszkanką Milanówka, ale gdybym była warszawianką nie poszłabym na to referendum, uważam je za zwykłą awanturę polityczną, bez odpowiedzialności. Zresztą reguły tego wyboru i zadane pytanie wydaje mi się dziwne, konsekwencje pójścia czy bojkotu niejasne, i nikt tego wyraźnie nie wyjaśnił.
Widzę, że film „Wałęsa..” nastawił mnie „obywatelsko”, no trudno, proszę mi wybaczyć. Dołączę tylko do tego, że przeczytałam bardzo interesujące teksty teatralne dotykające problemów: kościoła katolickiego, dzieci z probówek, wolności wyborów w ogóle, konsekwencji pomówienia niewinnego człowieka, problemów szkolnictwa, konsekwencji posiadania broni, aborcji i eutanazji oraz kilka o braku tolerancji. Żadnego z tych tekstów nie zrobimy w naszej fundacji. Są one nawet niezłe, ale nie zrobimy, bo nie. Nie zrobimy też żadnej lektury. Natomiast zrobimy kilka tekstów dla przyjemności ich robienia i grania. Bo jak powiedział Lenin....żartuję...jak napisał Jan Błoński...Teatr jest wszędzie tam, gdzie miedzy sceną a widownią, grającym i patrzącym powstaje - jakikolwiek - stosunek...teatr jest tam, gdzie działanie A wywołuje reakcje u B, treść tej reakcji pozostanie obojętna; podobnie jak przyczyny, które sprawiły że miała miejsce...
W niedzielę byłam na chwilę w lesie, są grzyby, głównie maślaki. Zbierałam dla przyjemności zbierania. Bałam się jeść, żeby nie umrzeć. Mama zjadła, powiedziała, że jak ona umrze to i trudno. - Obserwuj mnie – dodała - gdybym umierała, nie jedz. Ponieważ na reakcję organizmu po trujących grzybach, trzeba by czekać około 12 godzin, machnęłam ręką i zjadłam 10 minut po mamie. Ale psów już nie narażałam, mimo że miały wielką ochotę nam towarzyszyć.
Artyści schudli generalnie, politycy utyli (wyłączając premiera), wszyscy się zestarzeli oprócz pań Agaty Młynarskiej i Grażyny Kulczyk.
Świetna wystawa plakatów w Wilanowie.
Rozczytuję się w Wiesławie Myśliwskim „Ostatnim rozdaniu” i smakuję...Bo to nie to samo żyć, a wiedzieć o tym...
Urodziny Agnieszki Osieckiej (gram z tej okazji „Białą bluzkę” w piątek), urodziny Magdy Umer i z tej okazji koncert w Teatrze Polonia i premiera Jej nowej płyty. 9 października to także rocznica śmierci Marka Grechuty i z tej okazji słuchałam dziś Jego płyty w samochodzie.
PS 1) Jeden pan zakrzyknął na mój widok na ulicy, powinna Pani dostać Oskara za Shirley, a jakaś pani, dziś w kinie powiedziała - niech pani pisze, codziennie, bo czytam, a jak pani nie pisze to się o panią martwię. Więc piszę dziś dla tej Pani. "Shirley" niedługo.
PS 2) Idźcie na film „Chce się żyć”.
Dziennik Krystyny Jandy
Facebook Krystyny Jandy
Twitter Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury
Tytuł i lead artykułu pochodzą od redakcji
Facebook Krystyny Jandy
Twitter Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury
Tytuł i lead artykułu pochodzą od redakcji
