W Gnieźnie w garderobie zastaję swoje zdjęcie na jednym z luster. Miło. Wzruszyłam się.
W Gnieźnie w garderobie zastaję swoje zdjęcie na jednym z luster. Miło. Wzruszyłam się. Krystyna Janda

Kiedyś jednym z naczelnych tematów w świecie teatru były dyrektorowe. Aktorki, żony lub kochanki dyrektorów teatrów. Istnieją setki opowieści prawdziwych i zmyślonych na ten temat. Stereotypów także. Ja sama byłam w trzech teatrach, których członkiniami zespołów były ....dyrektorowe.

REKLAMA
Teatr Ateneum z dyrektorem Januszem Warmińskim i Jego żoną i główną aktorką teatru Aleksandrą Śląską, no i tu sama miałabym wiele do opowiadania smakowitych historii.
Teatr Narodowy, w którym grałam gościnnie z dyrektorem Adamem Hanuszkiewiczem i dyrektorową, żoną pana Adama Zofią Kucówną, no i tu nie czuję się upoważniona powtarzać historii opowiadanych przez aktorki i aktorów ówczesnego zespołu.
Na koniec Teatr Powszechny za dyrekcji Zugmunta Hubnera, z Mirą Dubrawską, Jego żoną w zespole, ale tu miałabym do opowiedzenia hymny pochwalne i same miłe wspomnienia. Nie mniej o tych i o innych paniach, niekoronowanych królowych zespołów, prowincjonalnych teatrów także, setki, niezliczone ilości. A przecież wiele z tych historii dotyczy nie tylko żon dyrektorów, ale także ich konkubin, kochanek czy towarzyszek tylko etapów życia dyrektora, jak to ładnie nazywają Niemcy.
Nie mniej wiem, doświadczyłam i widziałam na ten temat niemało, od rzucania butami, kwiatami, poprzez awantury, histerie itd. itp. aż do grubszego kalibru zakulisowych spraw, o których nie chcę wspominać, bo zaważyły na życiu osób w to zaplątanych, bo były też w historii teatrów zgony i samobójstwa. W każdym razie casus - dyrektorowej - istniał, istnieje i będzie pewnie istniał. Tyle że krajobraz się znacząco zmienił i teraz środowisko zabawia się coraz częściej opowieściami o partnerach dyrektorów, panach.
I znów te same histerie, wapory, humory, korowody i obrazy. Super. Dyrektorowa lub dyrektorowy - ktoś to powinien kiedyś opisać. Uwielbiam to, bez tego kulisy teatru byłyby nudniejsze. No, a Gwiazda i Dyrektorowa lub Dyrektorowy, to dopiero koktajl wybuchowy! (O! Może by zrobić "Coctail party" Eliota, zapomniałam o tym wspaniałym tekście teatralnym). Wracając, ile niepotrzebnych afer, zamieszań, spektakli powstało dla nich i przez nich, w hołdzie i z miłości. A ile po rozstaniach jako rekompensaty! Aż miło. A biedna publiczność, siedzi na widowni i nic nie rozumie, albo nadziwić się nie może.
Dołączam zdjęcia z porannej wizyty w Katedrze gnieźnieńskiej. I niech mnie św. Wojciech czyli Adalbert jak go nazywają w Europie, ma w swojej opiece.
logo
Relikwie Św. Wojciecha w Gnieźnie Krystyna Janda

logo