Od lat dziewięciu nie jestem na żadnym etacie. Nie podpisywałam żadnej stałej umowy o pracę, tylko umowy o dzieło. Od lat piętnastu mam firmę i samozatrudnienie jest od lat moim sposobem na utrzymanie. W naszej fundacji, można powiedzieć, w mojej fundacji, gram i reżyseruję za pieniądze, także za prowadzenie artystyczne obu scen Fundacja mi płaci, sumy równoważne pensjom innych dyrektorów teatrów. Wszystkie wypracowane przez nas zyski idą do Fundacji i przeznaczamy je na cele statutowe, czyli na prowadzenie dwóch teatrów i produkcie nowych sztuk. Nic z zysków nie pozostaje w kieszeniach, ani moich - prezesa i fundatora, ani mojej córki -członka zarządu, ani w kieszeniach Rady Fundacji, uczestnictwo w Radzie jest zresztą honorowe.
Za spektakle aktorzy mieli płacone osobno, ustalone kwoty, bynajmniej nieoszałamiające, a w czasach socjalizmu, obowiązywały także tzw. normy, umowa zawierała ilość norm, to znaczy ilość spektakli zagranych przez aktora w ramach pensji, czyli de facto za darmo. Pamiętam, że kiedy zaczynałam, miałam normę 12 spektakli, nigdy nie udawało mi się zagrać nic ponad normę, czyli pracowałam za gołą pensję. Wysokości wynagrodzeń były brane z "drabinek" czyli stawek ustalanych odgórnie przez Ministerstwo, wiązały się one nie z talentem czy popularnością, a stażem w zawodzie. (potem gaże uwolniono, teraz to całkowicie wolny rynek i sprawa negocjacji).
Aktorzy grali gościnnie w innych teatrach za zgodą i porozumieniem dyrektorów. Generalnie im większą renomę, sławę, popularność zdobył aktor, także poza swoim teatrem macierzystym, tym korzystniej było go mieć w zespole aktorskim, bo przyciągał publiczność, a wtedy teatry utrzymywały się w dużym procencie z pieniędzy zarobionych na biletach. Teatr Powszechny, którego byłam pracownicą aż w 38%, co było imponujące.
Nasza fundacja, nasze dwa teatry, Teatr Polonia i Och-Teatr zatrudniają aktorów z wolnego rynku, to znaczy niezwiązanych z teatrami, ale także angażujemy aktorów etatowych. Jest zrozumiałe, że i w sprawie prób, jak i grania spektakli musimy czekać na repertuary innych teatrów, macierzystych teatrów naszych aktorów. Nie jest to łatwe, ponieważ w niektórych teatrach do ostatniej chwili nie ma w tych sprawach decyzji, nikt nic nie wie, a niektórzy dyrektorzy planują z trudem na dwa tygodnie naprzód. W naszych teatrach ustalamy repertuar na dwa, trzy miesiące naprzód, a bilety wprowadzamy do sprzedaży na miesiąc naprzód najpóżniej. Czekanie na decyzje innych dyrektorów jest dla nas udręką i często stratą finansową. Aktorzy nie mają pojęcia czy będą robili coś nowego u siebie w teatrze i co się będzie działo. Ponosimy te wszystkie niedogodności, bo jest wielu, bardzo wielu artystów dla których wszelkie te komplikacje i ryzykowne sprawy warto przecierpieć. Tak więc u nas to aktorzy i ich zobowiązania, i ich zależności dyktują nasz repertuar.
Pracujmy razem, szanujmy się nawzajem, nie wykorzystujemy sytuacji i funkcji, myślimy o innych, o ich życiu. Czy pieniądze, które płacą teatry artystom wystarczają na życie? Pewnie zależy to od nazwiska i wysokości umowy o pracę.
Dziennik Krystyny Jandy
Facebook Krystyny Jandy
Twitter Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury
Tytuł i lead artykułu pochodzą od redakcji
