Oglądałam wczoraj program o braku leków potrzebnych do chemioterapii. Wiem o co chodzi, z czym to się je! Nie wolno przerywać leczenia, nie wolno się z nim spóźniać, bo grozi to śmiercią!

REKLAMA
Pamiętam sąsiadki, biorące w żyłę razem ze mną. Pamiętam, jak niektóre po cichu znikały. Wtedy jednak, to była siła wyższa, zrobiono wszystko co w ludzkiej mocy, żeby je uratować, nie zawsze się uda. Myślałam, że odpocznę chwilę od blogowania.
Mam pilną robotę, ale nie mogę milczeć. Nikt nic nie wie, nie ma odpowiedzialnych, a chodzi o życie człowieka. Dziś już temat przysechł. Nie dopuścimy do tego! Czasami przerywa się chemię, gdy padną białe ciałka i nie można jej wykonać, bo organizm tego nie zniesie. Chemia to wściekły zajzajer, jednak ratuje życie. Tyle razy już padło w tym krótkim tekście słowo ŻYCIE. O nie tu chodzi, gdy nie spełni się warunków, pacjentowi grozi ŚMIERĆ. Widziałam wczoraj strach w pociemniałych oczach pacjenta czekającego na lek.
Moja lekarka mówiła, że 60% sukcesu w leczeniu to stan psychiczny. Stan psychiczny chorego już i tak jest zachwiany przez traumę. Nie wolno mu nic dokładać. Jak się mają czuć „psychicznie” ci, co nie wiedzą, czy dostaną życie w postaci chemioterapii?
Był też wczoraj program niosący pociechę, widzimy chłopca, który dostał nowe życie z nerką. Po pięciu latach zachwiania, a niekiedy nawet całkowitego braku chętnych do dawania organów, sytuacja wróciła do normy. Zapaść nastąpiła po słynnej wypowiedzi Ziobry, o tym panu… czyli doktorze G. został oczyszczony z zarzutu spowodowania śmierci pacjenta. Zostały mu jeszcze jakieś absurdalne zarzuty, o pióra, koniaki.
Pewna lekarka powiedziała, że ma w domu „delikatesy”, dostaje zawsze bomboniery, wina, szampany, koniaki. Ona „nie bierze”, ale nie może odmówić, już po udanej operacji przyjęcia prezentu w takiej postaci.
Ludzie ze wsi przynoszą kaczki, jajka!
Doktor G jest wybitnym fachowcem, mógł w wykonać mnóstwo operacji ratujących życie, w czasie gdy był wleczony po sądach, przez polityczny idiotyzm i to kogo?! Ministra sprawiedliwości! Ciekawe czy on odpowie za tych, którzy nie doczekali przeszczepu?
Nie chciałam używać polityki do tego tekstu, bo wiem, że to woda na „młynek” małego prezesa z wielkimi ambicjami. Jednak, gdy w grę wchodzi życie pacjentów, mam gdzieś to, co ktoś może sobie pomyśleć, co ugrać. Zresztą JK bronił wtedy Ziobry, był nim jeszcze zauroczony. Jest więc współwinny, chociażby braku wyobraźni, co może spowodować kretyńska wypowiedź zapiekłego faceta.
Pamiętam, że byłam w tej sprawie w TVP Info, nawet dziwiłam się, że mnie zaprosili, bo to było apogeum rządów PiS. Może dlatego, że byłam „po przejściach”? Zresztą redaktorzy starali się by goście byli sensowni. Była ze mną Agnieszka Romaszewska, córka Zbigniewa, wówczas jakaś funkcyjna w telewizji. I gdy powiedziałam mniej więcej to co napisałam wyżej, o winie Ziobry w załamaniu ilości przeszczepów, ona podniesionym głosem zaczęła mnie pouczać, że mówię głupstwa. Nie dałam się, bo nie boję się mówić, gdy czuję, że mam rację i wiem, że muszę bronić najsłabszych przed urzędasami.
Wiem, że ekipa była wówczas po mojej stronie. Dziękuję im za wsparcie!
Urzędnicy bywają okrutni przez głupotę, z powodu źle pojętego „interesu społecznego” polegającego na oszczędzaniu. Na kim chcesz oszczędzać? Trzeba ich zapytać. Kiedyś utkwiło mi zdanie, które usłyszałam o urzędniku, rozdzielającym fundusze na szpitale i hospicja. Otóż ten człowiek (?) powiedział, że nie ma sensu wydawać pieniędzy na zabawki dla dzieci w hospicjum.
Wiecie dlaczego? Jasne, jesteście inteligentami.
Nie warto, bo dzieciaki i tak nie zdążą się nimi nabawić. W szpitalach dają dzieciom misie, pluszowe, do przytulania. Dostałam takiego misia i mam go dziś. Uważam, że przynosi mi szczęście. Oby dał je innym chorym. Tak, wiem, że koszulka jest krótka, wszystkiego się nie okryje, jednak są jakieś ludzkie priorytety, sytuacje do których nie wolno dopuszczać.
logo

Mam nadzieję, że pieniądze na chemioterapię już się znalazły, i oby to się, nie powtarzało!