Tusk się odwinął. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Jego milczenie niektórzy uznawali za słabość. Czekało się na coś. Jednak ta riposta rozgrzała PiS do czerwoności, a może do białości. Co by było gdyby się nie odwinął? Totalnie bezkarni krzykacze, wciąż wrzeszczeliby: hańba, zdrada, Putin, Tusk i Komorowski są winni katastrofy. To jest ich gdybanie na temat Smoleńska, do którego przecież musiało dojść, po wypuszczeniu w niebo takich wraków, jak ten z Leszkiem Millerem (cud zdarza się tylko raz), oraz CAS- y C 295 M, z 20 lotnikami na pokładzie, już bez cudów. To była największa katastrofa lotnictwa wojskowego. Dodajmy: w czasie pokoju! Po tym powinno dojść do generalnych zmian. Nie doszło. Chcemy wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Jednak ta presja „ekspertów” wyciągnięty jak króliki z kapelusza magika, jest nie do przyjęcia.
Gdyby natomiast ze względu na pogodę, stan maszyny, urządzeń pokładowych, lotniska w Smoleńsku oraz błędy ludzi, naszych i Rosjan, do takiej katastrofy jednak doszło, mielibyśmy całkowicie nowe rozdanie. To koszmarna wizja totalnego chaosu. Gdyby zaś nie doszło do rozbicia, gdyby jeszcze raz się udało, w imię butnego powiedzonka, że polski lotnik, wyląduje nawet na drzwiach od stodoły, wszystko toczyłoby się sennie i pewnie dotknąłby nas sakramencki kryzys.
