Tusk się odwinął. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Jego milczenie niektórzy uznawali za słabość. Czekało się na coś. Jednak ta riposta rozgrzała PiS do czerwoności, a może do białości. Co by było gdyby się nie odwinął? Totalnie bezkarni krzykacze, wciąż wrzeszczeliby: hańba, zdrada, Putin, Tusk i Komorowski są winni katastrofy. To jest ich gdybanie na temat Smoleńska, do którego przecież musiało dojść, po wypuszczeniu w niebo takich wraków, jak ten z Leszkiem Millerem (cud zdarza się tylko raz), oraz CAS- y C 295 M, z 20 lotnikami na pokładzie, już bez cudów. To była największa katastrofa lotnictwa wojskowego. Dodajmy: w czasie pokoju! Po tym powinno dojść do generalnych zmian. Nie doszło. Chcemy wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Jednak ta presja „ekspertów” wyciągnięty jak króliki z kapelusza magika, jest nie do przyjęcia.

REKLAMA
Nie zwykłam gdybać, ale jest coś pociągającego, kreatywnego w konstruowaniu przeszłości. Pisarze często stosują takie metody w powieści. No więc, co było gdyby doszło, tak jak wielu oczekiwało, do powstania POPiSu? Po pierwsze doszłoby do zabetonowania sceny politycznej na długie lata. Taka formacja wzięłaby wszystko, żadnych reform nie trzeba byłoby przeprowadzać, władza dla samej władzy byłaby mocna i nie do obalenia, jak Putin w Rosji. W PO byli przecież zwolennicy IV Rzeczpospolitej, prawicowi i krwiożerczy wobec ludzi, zmuszający ich do podpisywania lojalek. Dostaliśmy takie papiery, mąż z UW, ja z Twojego STYLU, i radia, mimo że nigdy nie byłam tam na etacie. Chciałam wytapetować nimi WC, to mogłoby źle wpłynąć na fizjologiczne odruchy, napisałam więc na tym papierze, gdzie mogą sobie wsadzić swoją lojalkę, i schowaliśmy je do dokumentów, żeby nie zapomnieć. To nie było wesołe, bo połowa pracowników z wydziału psychologii uparła się, że nie podpisze takiego gówna. A byli to ludzie działający, siedzący „internacie”, więzieniach, naprawdę kwiat! Ja pomyślałam sobie, najwyżej mnie wywalą, piórkujcie się! Większość podpisywała i wysyłała, mówiąc, że to przecież nic nie kosztuje! Daj spokój, weź podpisz, chyba nie chcesz z powodu takiej głupoty stracić roboty! Konformizm jest potrzebny w społeczeństwie. Mnie akurat w tej sprawie nie był potrzebny. Nie życzę sobie nadmiernej kontroli ze strony państwa. Nie doszło do wyrzucania profesorów i załamania nauczania na uniwersytetach, bo sprawa upadła. Zapędy moralizatorskie jednak ciągle się pojawiają.
Dobrze więc, że nie doszło do jedności PO i PiS-u, to by było szaleństwo. Patrząc jednak na to co się teraz dzieje, wyciągam wniosek, że gdyby jednak do tego mariażu doszło - ciągle używano wtedy takich porównań – to pewnie nie doszło by do katastrofy smoleńskiej, partyjna para poleciałaby razem. Byłaby jedna wyprawa, lista osób na pokładzie nie byłaby tak rozbuchana, nie doszłoby do eliminacji generalicji, która się jeszcze ostała, elita zaproszona też byłaby mniejsza, lecieliby raczej funkcyjni z obu partii. Pewnie polecieliby obaj bracia, a ich matką zajęłaby się synowa, albo wnuczka. Choć Marta jest taka ambitna, że pewnie też by się zabrała. Macierewicz wsiadłby do samolotu, a nie jechał pociągiem. Dlaczego JK nie poleciał? Ciągle mówi o tym, że winni są ci, którzy najbardziej skorzystali na katastrofie, chodzi mu o Tuska i innych. A przecież procent poparcia, gdy pokazywał się wybaczający, nieutulony w swoim żalu, łaskawy dla „przyjaciół Moskali”, przerósł możliwości jego partii. Nie dostałby nigdy tyle procent! Gdy się obciąża wszystkich dookoła, można spotkać się z odwróceniem pytania i z nieoczekiwaną odpowiedzią. Chociaż czasami, żeby zakrzyczeć wyrzuty sumienia (?) i taką odpowiedź postępuje się w myśl hasła: najlepszą obroną jest atak.
Gdyby natomiast ze względu na pogodę, stan maszyny, urządzeń pokładowych, lotniska w Smoleńsku oraz błędy ludzi, naszych i Rosjan, do takiej katastrofy jednak doszło, mielibyśmy całkowicie nowe rozdanie. To koszmarna wizja totalnego chaosu. Gdyby zaś nie doszło do rozbicia, gdyby jeszcze raz się udało, w imię butnego powiedzonka, że polski lotnik, wyląduje nawet na drzwiach od stodoły, wszystko toczyłoby się sennie i pewnie dotknąłby nas sakramencki kryzys.
Żal mi wszystkich, którzy zginęli. Także Przemysława Gosiewskiego, który złożył pozew, obraził pilota z lotu do Gruzji, nazwał go tchórzem. Winę poniósł niewspółmierną do kary, jak bohater ballady mickiewiczowskiej. A jednak to co się stało, zostało wykorzystane do bólu. Naszego, społecznego. Nie możemy już wytrzymać tego warczenia, krzyków, napuszczania. To my, obywatele, musimy powiedzieć DOŚĆ. Czekajmy na wyjaśnienie, na końcowe wnioski, ale nie dajmy się zwariować. Gdy widzę Hofmana napuszczonego na Niesiołowskiego, odbezpieczam rewolwer. To tylko takie powiedzenie. Zamiast rewolweru lepszy jest pilot, mamy w dłoni dobre narzędzie, mamy posłusznego pilota! Nie musimy przez kolejne lata brać udziału w ICH kampanii wyborczej, obniżmy oglądalność. Nie dajmy sobie wciskać kitu.