Czasami polityk zaskoczony przez dziennikarza nagle powie coś, czego po zastanowieniu nigdy by nie powiedział. Chociaż u nas parlamentarzyści różnych maści mogą bezkarnie pleść głupoty, za które w starych demokracjach nieźle by beknęli.

REKLAMA
Poseł Hofman, przyboczny prezesa PiS-u, zagadnięty przez dziennikarza na temat Tuska i reformy emerytalnej, wypalił nagle:
- Donald Tusk chce się wykpić spotkaniami z kobietami!
Ludzie, słyszycie tę zatęchłą, seksistowską nutę? Chce się wykpić, ponieważ spotyka się z kobietami, w ich żywotnym interesie. Przecież wydłużenie czasu pracy do 67 roku życia dotyczy kobiet w większym stopniu niż mężczyzn. A według XIX wiecznego konserwatysty z Prawej i Sprawiedliwej męskiej Polski, o prawach, obowiązkach i przywilejach kobiet powinni decydować mężczyźni. W dawnych czasach kobieta była ubezwłasnowolniona przez męża, ojca albo innych pociotków męskich! Żeby wyjechać, musiała dostać pozwolenie, nie miała prawa głosu! Gdyby nie angielskie sufrażystki, które wyszły na ulice, chwyciły za kamienie i zaczęły walczyć, do dziś damy nic by nie uzyskały. Gdy protestowały grzecznie nikt ich nie słuchał. To też był ruch oburzonych! Zawsze uważałam, że kobiety powinny być ostre w walce. Nie mówię, żeby używać ostrej amunicji, ale śrutem w tyłek można by postrzelać. Oczywiście metaforycznie!
Byłam jedną z tych kobiet, z którymi Tusk się spotkał, żeby się wykpić. Jestem w Radzie Programowej Kongresu Kobiet, co prawda interesuje mnie głównie kultura i literatura, ale każdy wie, że kultura ściśle wiąże się z kasą. Bez niej emerytka książki nie kupi, do teatru nie pójdzie, filmu nie zobaczy.
Zaczęła się wojna domowa o wydłużenie czasu pracy. Wszyscy oglądają seriale, a tam emeryci byczą się na Bahama albo w innym raju. Jednak ludzie z tamtych, bogatych cywilizacji idą na emeryturę później niż u nas, wypracowali więcej. Problem w tym, że obecne emerytury, które grożą kobietom, wystarczą na bułkę i serek, z mlekiem może już być kłopot. Palmy i plaże zostaną w serialach. Dość trudno przeprowadzać konsultacje ze społeczeństwem, dla którego nawet instrukcje obsługi prostych urządzeń stanowią barierę. Jednak rozmawiać i tłumaczyć trzeba, kłaść do głowy, w prostych żołnierskich słowach, aż każdy zrozumie. Po wpadce w sprawie ACTA, rząd w osobie premiera chce się konsultować.
Co prawda ja sama nie dostanę żadnej emerytury, bo nie pracowałam na etacie, mój kłopot, mój wybór. Zamierzam pracować do ostatniego tchnienia, o ile będzie to możliwe. Będę miała tyle, ile sobie sama odłożę. Podczas spotkania kobiety przedstawiły swoje problemy, wnioski, postulaty. Każda miała 2 minuty. Padło wiele ciekawych postulatów. Premier podsumował, obiecał się pochylić. Spotkanie przedłużyło się o 40 minut. Nie wszystkie zdążyły się wypowiedzieć. Nika Bochniarz podjęła temat propozycji premiera Pawlaka. Jej syn i synowa mają sześcioro dzieci, czyli synowa na emeryturę przeszłaby 18 lat wcześniej! Ten pomysł został przedstawiony z powodów Pijarowskich, z przesłaniem: popatrzcie kobiety, kto o was dba! Absurdalna propozycja, gołym okiem widać, że o tyle wcześniejsza emerytura byłaby całkiem głodowa. Woda i bułki, bez serka i mleka.
Panie premierze, wiem, że w sprawie dzietności należy coś zrobić, przyjrzyjmy się jak to wygląda. Nie zdążyłam powiedzieć tego na spotkaniu, a więc piszę o tym teraz.
Uwaga pierwsza:
Powiedzmy, że kobieta rodzi dziecko i bierze urlop wychowawczy. Po roku rodzi drugie, bo chce mieć dwoje. To leży w interesie kraju. Bierze drugi urlop, żeby podchować dzieciaki. Na prywatny żłobek jej nie stać, zresztą woli zająć się tym sama, przynajmniej na początku. Jeśli zajmie jej to trzy lata, będzie ugotowana! Podczas urlopu, składki emerytalne oblicza się od minimalnego wynagrodzenia matki. I tu właśnie jest pies pogrzebany! W tym miejscu trzeba zmienić procedury naliczania. O to mogłaby walczyć opozycja, gdyby miała pojęcie czym jest dobro wspólne, także dobro rodziny, dzieci i kobiet. W tej chwili traci tylko matka! Według Hofmana premier chce się wykpić, bo słucha kobiet? Całe szczęście, że ich słucha, może nawet usłyszy co mówią!
Moja druga uwaga:
Jak dotąd nie było żadnych akcji promujących późniejsze przechodzenie na emerytury. Nie pokazywano kobiet, które pracują długo i są z tego zadowolone, a takich jest wiele. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że my wszystkie, które brałyśmy udział w spotkaniu mamy pracę, którą lubimy, pracujemy dużo, ale to nie jest znienawidzona praca na taśmie produkcyjnej, w markecie, żadna nie jest salową czy pielęgniarką. Miałam okazję przyjrzeć się pracy w szpitalu. Nie wiem, czy dla tych kobiet 67 lat to nie będzie zbyt długo? Z tym, że ten wiek wejdzie za kilkadziesiąt lat, być może życie się jeszcze wydłuży, społeczeństwo będzie ogólnie zdrowsze i problem upadnie. Kobiety, pracujące tak ciężko, nigdy nie miały żadnych przywilejów. Przywileje są prawem mężczyzn. Z nimi premier się nie spotyka by „się wykpić”, oni po prostu są silni, mają narzędzia walki, mogą palić opony, sparaliżować miasto. Może więc trzeba pomyśleć o kobietach pracujących fizycznie? Jeśli ich robota jest zbyt ciężka, powie ktoś, to nie wytrzymają i rozchorują się, przejdą na rentę. A wysokość, to znaczy niskość renty spowoduje, że długo i tak nie pociągną. Czy Prawa i Sprawiedliwa Polska to rozumie? Wątpię.
Trzecia uwaga:
Gdy przechodziłam chemioterapię, przez pół roku przyglądałam się temu jak zdrowieją pacjentki po operacji raka piersi. Większość była w wieku emerytalnym. Zauważyłam, że te które miały pracę i mogły pracować, mimo traumy, zdrowiały szybciej. Te, które przechodziły na rentę, nie wracały do pracy, zamykały się w czterech ścianach. Skupione na chorobie trudniej, albo wcale nie wracały do zdrowia. To była dla mnie bardzo dotkliwa obserwacja, namawiałam, żeby nie rzucać pracy, nie dać się wyrzucić. Przetrwać najgorszy czas, nie ewakuować się z życia. Znam wiele takich, które żyją i pracują, mogłyby powiedzieć o tym, pokazać się. To wcale nie jest margines, to duża część starszych kobiet. Wiadomo, że dłuższa praca, to dłuższe życie. Kobiet, ale mężczyzn także. Mogą się w tej kwestii wypowiedzieć badacze.