Owszem rozbujały, rozhuśtały się nastroje pisowskiego elektoratu. Wcale nie polityków PiS-u, którzy tylko udają wściekłych, a są zwyczajnie cyniczni, ani tym bardziej Solidarnej Polski „Zbyszka”, która chce teraz uchodzić za odpowiedzialną partię, w opozycji do oszołomów z PiS-u. Partia „Zbyszka” odcięła się od wojny Antka.
REKLAMA
Macierewicz należy do tych ludzi, których ciągnie klimat, ulega nastrojom chwili, w takim momencie może powiedzieć wszystko. A więc gdy nadeszła odpowiednio patetyczna chwila, gdzieś na prowincji, ogłosił wojnę ku chwale ojczyzny. Jako dzieci bawiliśmy się w wojnę: Polska wywołuje wojnę Rosji! – wołaliśmy i uciekaliśmy, a potem kroiło się te kraje. Już nie pamiętam o co chodziło. Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani… A za wojenką wiadomo, idą chłopcy malowani, tacy jak Antoni, upudrowany przed występem. Musimy pamiętać, że Antek jest jak agent oddelegowany do zadań specjalnych przez szefa, wszystkie chwyty są dozwolone. Dobre w Antku jest to, że kanalizuje „czubków” ze wszystkich okolic. Jeśli służby specjalne chciałyby inwigilować środowisko skłonne do wieszania rządzących, mają wszystkich wieszaczy - tych co to chcą osobiście odrywać głowę od prezydenckiego korpusu – jak na widelcu. Nie wiem czy to robią, ale pewnie tak, bo wśród rozgrzanych do czerwoności paranoików, zawsze może znaleźć się kilku, którzy jak Breivik, będą chcieli wcielić w czyn swoje fantazje. Gdy rozum śpi, budzą się upiory.
Media jak zawsze rzuciły się na malowniczą wojenkę z Rosją, bo pokój i spokój nie nakręca oglądalności. „Jarek” zreflektował się, że Antoni przesolił tę krwawą zupę, czyli czerninę. Czernina to zupa z kaczej krwi, z suszonymi owocami i z makaronem, z lekka zaprawiona octem. Prezes nie chce zjadać zupy nawarzonej przez Antka, szybko się od niego odciął. Orzekł mianowicie, że żadnej wojny nie ma. Dodatkowo Antoni zanadto wyrasta, a tego to Jarek nie lubi. W naszym polskim piekle diabli bezczynnie stoją z widłami, nie mają nic do roboty, bo kolesie sami ściągają w dół tego co chce wychynąć na powierzchnię. Skandowanie imienia Antoniego, nie bardzo się prezesowi podobało. Antek nie w ciemię bity od razu sam zaczął: Ja-ro-sław! Ja-ro-sław! Jednak myśl w głowie Jarka się wykluła i to wystarczyło, by zakazać wywoływaczowi wojen pokazywania się.
Marsz w sprawie telewizji TRWAM był imponujący, chociaż nie było 100 tys., jak uważa Giżyński, tylko jak sądzi policja 20 tys. To i tak dużo za dużo! Zwłaszcza, że ten marsz był niepotrzebny, bo można było się dogadać z Rydzykiem. Tę koncesję i tak dostanie.
Był już kiedyś jeden taki „wielki marsz, w obronie życia w Warszawie”, jak wyraził Jacek Kurski. Tak, tak, jestem za, trzeba zorganizować jakiś wielki spęd mieszkańców, którzy wyjdą w obronie swojego życia w Warszawie, bo trudno znieść te miesięcznice, sto lat nad grobami, i rocznice pochówku, o czym nikt dotąd nie słyszał. W każdym razie zamiast walki o koncesję dla TV TRWAM, trwała walka o elektorat.
Był już kiedyś jeden taki „wielki marsz, w obronie życia w Warszawie”, jak wyraził Jacek Kurski. Tak, tak, jestem za, trzeba zorganizować jakiś wielki spęd mieszkańców, którzy wyjdą w obronie swojego życia w Warszawie, bo trudno znieść te miesięcznice, sto lat nad grobami, i rocznice pochówku, o czym nikt dotąd nie słyszał. W każdym razie zamiast walki o koncesję dla TV TRWAM, trwała walka o elektorat.
Na szczęście jest wiosna, a więc czniam wojenkę i chłopców malowanych, w sobotę kupuję kwiaty i sadzimy je z mężem przez cały dzień. Pelargonie, niecierpki, begonie, dalie… Zmachani, ledwo żywi padamy na leżaki i zasypiamy na świeżym powietrzu! Późnym popołudniem spadł deszcz, podlał wszystko a my zasiedliśmy przed telewizorem śmiejąc się do rozpuku z Jarka, Zbyszka i Antka. Nic tak dobrze nie działa na skołatane nerwy jak praca w ogrodzie!
Ja-ro-sław doznał olśnienia podczas mszy, po wypowiedzi ojca części narodu Rydzyka, apelującego o jedność. Ojciec zdaje sobie sprawę z tego, że siła jest w jedności, ponadto ma słabość do Ziobry. No więc prezes, który zresztą jest mówcą wiecowym, adrenalina mu skacze gdy widzi tłum, wyciągnął rękę, a nawet ramiona by przyjąć syna marnotrawnego. Wracaj Zbyszku! Wracajcie! – wołał. Zbyszek, jak chłopczyk w trakcie mutacji zapiszczał w odpowiedzi, że tak, jesteśmy razem Jarku, myśmy wszystko zapomnieli… A ja pytam, czy miał biedaczek inne wyjście? Prezesik na odpowiedź nie czekał, wsiadł do limuzyny i odjechał, że zrymuję rymem częstochowskim. W tym tłumie pełnym szlachetnych emocji, wystarczyło by stęknięcie sprzeciwu, by Zbysio został wygwizdany, albo rozniesiony na szablach. Powiedział co musiał, by ocalić tyłek. Potem w telewizjach to odkręcał, ale został zrobiony w bambuko, cokolwiek to znaczy. „Zbyszek” został wpuszczony w maliny przez starego wygę „Jarka”. Jarek stwierdził, że na pomysł pojednania wpadł pod wpływem doznań metafizycznych podczas mszy, i słów ojca Rydzyka. Kurski i Ziobro miny mieli nietęgie. Kurski zauważył chyba, że prezes radzi sobie bez jego sztuczek i jest niepocieszony. Ciekawe czy szykuje się rozłam w Solidarnej Polsce, bo zachęta: Wracajcie! – może spowodować ucieczkę pod skrzydła Jarka. Wyjść z tego impasu z twarzą nie można.
