Najśmieszniejsze podczas najdłuższego weekendu było śpiewanie Międzynarodówki. Oczywiście śpiewał chór, z czasów PRL-u i nie fałszował intonując: „Powstańcie, których dręczy głód!”. Śpiewali z nim działacze SLD, Miller i ten młody, prężny, który wsławił się znajomością historii, pamiętacie? Powstanie warszawskie wybuchło w 1988 roku. Śpiewali spasieni związkowcy, którzy jeżdżą z jednego protestu na drugi. Jeden wygłosił płomienną mowę, o udręce i nędzy jaką im zgotował rząd. Komuś może zgotował, ale tych akurat w pochodzie nie było. Dręczy tych facetów głód? Grillowanie w toku, karkówka tłusta, a więc dręczy ich co najwyżej pragnienie. Był jedyny chyba prawdziwy transparent: PROLETARIUSZE NAPIJCIE SIĘ.
Przelatuję majowe święta w moich dziennikach. W maju 1981 „Dostaliśmy kartkę od B. Szła 37 dni!”. Jeśli o pocztę polską chodzi, to jej monopol trwa do dziś. Natomiast zaopatrzenie zmieniło się totalnie, oto początek maja 1981: „Wybraliśmy się z Wawrzynem na upolowanie czegoś do jedzenia. Powiodło się, staliśmy ledwo pół godziny i upolowaliśmy 6 słoików rolmopsów. Dawali po trzy”. Tak było, wyobrażacie sobie?
Nie włączamy telewizora, bo przecież nie ma żadnych wiadomości o tym wybuchu i o opanowywaniu jego skutków. W święto pracy nawet chmura radioaktywna przestaje być aktywna. Co więcej, pewnie włączyła się do pochodu i słucha sloganów i kiczowatych poezji okolicznościowych. Orwell za mało wymyślił. To co jest, dawno przekroczyło jego „Rok 1984”.
