Fot. Henryk Sawka

W Czytelniku jeden stolik pusty, mimo że wszystkie miejsca zajęte. Siąść przy tym stoliku, na miejscu Tadeusza Konwickiego, może tylko ktoś, kto nie wie, czyje to miejsce.

REKLAMA
Gwar jak zawsze. Tak jakby nic się nie zmieniło. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Otóż są. Jest ktoś, kogo nikt nawet nie próbuje zastąpić. Tadeusz Konwicki. Konwa. W dniu śmierci pisarza były w Czytelniku telewizje, transmitowały „na żywo” wspomnienia o zmarłym. Kazali nam siadać na miejscu Konwickiego. Czułam się, jakbym popełniała świętokradztwo. Każdy coś powiedział, coś napisał. Pięknie mówił Janusz Głowacki, Kazimierz Kutz, a Janusz Rudnicki napisał inaczej niż inni.
Był pogrzeb, salwy armatnie, prezydent, ministrowie, przyjaciele, mowy oficjalne i prywatne. Potem stypa. Wielka i mała, bardzo prywatna. Teraz patrzymy z Januszem Rudnickim i Henrykiem Sawką na pusty stolik. Mówię, że chcę zamieścić zdjęcie tego stolika na blogu. Pstrykam, jednak dzień jest ciemny, mój telefon nie aż tak dobry, wyszło zamazane. Proszę Henryka, który ma lepszy sprzęt, żeby zrobił fotę i wysłał do mnie. Wyszła lepiej niż moja. Widzicie ten pusty stolik.
Gdy wydawałam swoją autobiografię, spytałam Konwickiego, czy mogę napisać o nim krótki rozdzialik. Zgodził się. Poniżej fragment:
„Konwicki jest czerstwy jak dobrze wypieczony chleb, który schnie, a nie pleśnieje, co dotyczy również umysłu. Codziennie można go spotkać na Nowym Świecie. Coraz bardziej pochylony, jednak idzie, z coraz większym trudem, z roku na rok wolniej. Przemierza tę drogę pięć razy w tygodniu, od poniedziałku do piątku. Bez względu na porę roku, deszcz, śnieg, upał on dzielnie idzie do Czytelnika na obiad. Siedzi już zawsze sam, przy stoliku zarezerwowanym dla niego pod ścianą, przy drzwiach do biura. Zwykle kłaniali się sobie z Berezą, mającym stałe miejsce obok pod filarem. Odkąd Bereza zniknął, umarł po cichu, jest jeszcze smutniej. Konwicki samotnie zjada zupę, pulpety albo pierogi. Je ze spokojem, kończy, ubiera się i wraca do siebie, również pieszo. Widziałam jak wychodzi, nie zauważyłam żeby kiedykolwiek wsiadł w autobus na pl. Trzech Krzyży, który dowiózł by go prawie pod dom”.