W cieniu, albo w blasku mistrzostw, co kto woli, umykają różne rzeczy mało ważne dla rządzących polityków, bardzo ważne dla nas, dla społeczeństwa. Ktoś z ministerstwa sprawiedliwości wpadł na pomysł, by odciążyć sędziów i prokuratorów. Muszą sądzić i oskarżać jakichś małych złodziejaszków, którzy okradają staruszki zwijając im z portmonetek poniżej 200 złotych.

REKLAMA
To jest proceder i dochodowy interes. Wybierają staruszki i staruszków, bo są to słabi ludzie, i nie mogą się bronić. Jak ludzki złodziej i posiada jako takie umiejętności, to nie katuje staruszki, a jak nie umie porządnie kroić, a lubi bić, to bije. Wyższy stopień wtajemniczenia, to metoda na wnuczka, za to już można beknąć i posiedzieć, bo na ogół zabiera się starszym oszczędności całego życia, niekiedy odkładane na trumnę i porządny pogrzeb.
Mały złodziej, ten do 200 złotych, ujęty przez policję wychodzi natychmiast i znów kradnie. UWAGA! Teraz mądrale z rządu chcą podciągnąć pod „małą szkodliwość społeczną” kradzież do 1000 zł.
Tysiąc to dla nich taka mała jednostka!
Do jasnej przez kaponierę, niech nikt nie odważy się powiedzieć, że to co piszę to demagogia. Ja rozumiem, że sędziowie mają dużo roboty, prokuratorzy także, ale trzeba stworzyć system, w którym złodziej poniesie karę bez obciążania sądów bzdurnymi procedurami. Nie mówię, żeby od razu wsadzać go „pod celę”, bo wyjdzie stamtąd zresocjalizowanym bandytą. Jednak są sposoby pracy na rzecz innych. Czy nasi politycy nie słyszeli o nowojorskiej akcji ZERO TOLERANCJI?
Ludzie!!! Trzeba coś z tym zrobić. Kto wpadł na ten pomysł, żeby dać większy zarobek za friko? Niech odpowie! Niedawno spotkałam nauczycielkę, emerytkę, której ukradli 150 zł. Ona za to miała żyć 10 dni! Bułki, mleko, serek, lek na serce, trochę marchewki i truskawek. Policzcie sobie. To jest właśnie mała szkodliwość społeczna!
Uważam, tak jak chyba większość społeczeństwa, że nie ma w przyrodzie ludzkiej czegoś takiego jak mała szkodliwość społeczna. To określenie powinno się wykreślić z języka. Może jeśli głodny ukradnie chleb, albo dziecko baton, można wybaczyć, ale zawodowstwo?
Na naszym osiedlu grasuje jakiś śniadolicy osobnik - różnie mówią skąd pochodzi, nie chcę wpisywać się w uprzedzenia - z czarnym workiem. Fakt, że jest niesamowicie bezczelny. W jasny dzień przeskakuje przez płoty, ma sekator i tnie krzewy. Zauważyliśmy go, otworzyliśmy okno, mój mąż zaczął wołać: co pan tu robi! A on przesadził furtkę i znikł. Gdy napatoczy się coś co zostało w ogrodzie, zabiera ze sobą, starą kosiarkę, wąż ogrodowy, kubeł.
Ostatnio starsza pani profesorowa wychodziła z domu, otworzyła furtkę a gościu wyleciał za nią. O mało nie dostała zawału. W końcu facet ma w ręku ostre narzędzie. Mała szkodliwość społeczna? Zaczęliśmy się zastanawiać o co mu chodzi? Jak detektywi amatorzy, krok po kroku analizowaliśmy, co ma w worku. Jakie krzewy obcina? Okazało się, że mahonię.
U naszej sąsiadki opitolił całą. Gdyby go policja złapała to i tak zaraz wyjdzie, bo mała szkodliwość społeczna. Wiecie jak wygląda mahonia? Nie? To popatrzcie na foto z naszego ogródka. Sama się wysiała, rośnie jak chwast! Kolejne pytanie, po co mu to? My już wiemy do czego to jest potrzebne. Ciekawa jestem czy się domyślicie.
logo