O autorze
Tej wojennej nocy, z 23/24 grudnia, matka piekła pierniki, a wszyscy siedzieli w schronie. Urodziłam się w domu, podobno w czepku. Miałam mieć na imię Wiktoria, na cześć ciotki Wikty. Wtedy w moje życie wkroczyła historia. Nad Wartą obowiązywała lista słowiańskich imion, jakie polskim dzieciom nadawał wuj Adolf, żeby je łatwo odróżnić. Mogłabym mieć na imię nawet Helga, gdyby mój ojciec, urodzony i wychowany w Berlinie, został „rajsdojczem”. Jednak propozycję odrzucił, odesłano go więc do kopania rowów, a ja dostałam na chrzcie imiona: Bogumiła Kazimiera. Moją matką chrzestną była pani Stylo, co oznacza pióro, pewnie dlatego zostałam pisarką. Gdy nastąpiła zmiana ustroju na socjalistyczny, moi rodzice, przedwojenni burżuje, przechrzcili mnie na Krystynę. Wiktoria zbyt się wyróżniała. Byłam mała gdy umarł Stalin. Narysowałam jego portret z fotografii, miał rumieńce i uśmiechał się pod wąsem. U dołu napis: „Żegnaj drogi nasz, kochany”. Ojciec powiedział wtedy: „Zdechł pies!” i upił się z kolegą. Z radości. Nie mogłam pojąć, jak to możliwe, przecież Stalin tak kochał dzieci! Wtedy tata opowiedział mi o Katyniu. Mieszało mi się w głowie. Co innego w domu, w kościele, a co innego w szkole. Chodziłam na katechizm, chciałam zostać zakonnicą, a potem świętą. Aż pewnego dnia zadałam księdzu pytanie, jak to było z Adamem i Ewą. Mieli dzieci, a ich dzieci miały dzieci ze sobą, czy to nie grzech? Ksiądz kazał mi przyjść z matką. Powiedział, że trzeba uważać na dziecko, które zadaje takie pytania. Takie były początki, a potem było jeszcze ciekawiej.

Ospowata gęba demokracji

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Można buczeć, sama bym pobuczała. Owszem, można mieć pretensje do różnych urzędników, wyższego i niższego szczebla, premiera, jego wice, ministrów, przywódców opozycji, a nawet najwyższego za bubel organizacyjny w sprawie zgromadzeń na przykład. Jest tylko jeden problem: CZAS I MIEJSCE BUCZENIA.


Wczoraj oglądałam fragmenty uroczystości, w których brali udział uczestnicy Powstania Warszawskiego. Mam może inny pogląd na wybuch powstania, uważam, że porywanie się na zbrodniczą faszystowską i nieludzką w działaniu machinę, gdy nie ma się oparcia politycznego w nikim było narażaniem młodych żołnierzy, ale także, i głównie cywilów na pewną śmierć. Jednak nikt nie neguje bohaterstwa tych ludzi. Wywiesiliśmy flagę, wzięłam wachlarz i zaczęłam oglądać hołd poległym. Polecam wachlarz na upał, to wspaniały wynalazek.



Dało się zauważyć, że co roku na uroczystość przychodzi coraz mniej powstańców. To jasne. Odchodzą, umierają tak zwaną śmiercią naturalną. Pisze tak zwaną, bo dla mnie śmierć nie jest niczym naturalnym. Niektórzy zaś nie przychodzą ze względu na buczenie w świętych dla nich miejscach. Ściskało mi się wczoraj serce, czułam ucisk w gardle, a łzy stanęły w oczach, gdy patrzyłam na powstańca generała Ścibor Rylskiego, apelującego do publiczności o godne uczczenie jego poległych kolegów. Wyprostowany starszy pan, inteligent w każdym calu, mówiący piękną polszczyzną dwa razy apelował o spokój. Do kogo? Właśnie, do kogo? Przecież nie do tych spokojnych rodziców z dziećmi, którzy przyszli by być blisko, dać wyraz temu co czują. Apelował do tych, którzy nie mogą go zrozumieć, bo przyszli w jednym celu: by popsuć i zakłócić. Zaistnieć w taki sposób, bo innego nie znają. Generał powiedział, że zastanawia się czy przyjdzie na obchody w przyszłym roku. Jeśli będzie żył, a życzę mu tego z całego serca - proszę się trzymać, odważny człowieku – może zrezygnować z uczestnictwa, ze względu na tę grupę, która nie zna świętości. Inni powstańcy także o tym myślą. Przyjdą sami, pomodlić się i rozmyślać nad tym w czym wzięli kiedyś udział. Także po to, by zapanowała demokracja, by każdy mógł wyrazić swoją opinię. Jednak nie buczeniem nad powstańczymi mogiłami. Nasza demokracja jaka jest każdy widzi. Ma cerę nierówną, ospowatą, kostropatą, pełną wyprysków, i czasami nam tę swoją brzydką gębę pokazuje. A my nie mamy odwagi się sprzeciwić. Boimy się, że od zorganizowanej grupy dostaniemy w głowę. Trudno, ta grupa także ma poparcie, wiemy kogo. Nawet dobrze, że nam pokazują takie zachowanie. Świetnie, przynajmniej wyeliminujemy tych ludzi w kolejnych wyborach. Z kimkolwiek bym dziś nie rozmawiała, a byli to ludzie z różnych opcji, nawet z tej najbardziej na prawo, wszyscy byli oburzeni. Tak powinno być. Może gdy następnym razem zaczną w takich okolicznościach buczeć, wszyscy normalni ludzie położą palec na ustach i szepną razem ciiiii! A kamery to pokażą! To byłaby wspaniała odpowiedź!

Chyba każdy, oprócz oczywiście tych najlepiej ustawionych, miałby ochotę pobuczeć, poskakać, pokazać ów słynny gest Kozakiewicza po wszystkim co się ostatnio dzieje. Ludzie podzieliliby się na grupy zwolenników i przeciwników buczących przeciwko sobie. Nie ma się co dziwić, po taśmach Serafina, newsach z rad nadzorczych, z urzędów gminnych oraz wszelkich innych posad państwowych obsadzanych przez rodziny polityków wszystkich opcji. Aż dziw bierze jacy są zgodni w tej sprawie. Żadna ustawa kontrolująca się nie przebije! Dostaje już alergii po każdym nowym tekście w gazecie na temat kolejnych mamusiek, tatuśków oraz krewnych i znajomych królika, a nie mam tu wcale na myśli tylko PSL-u, Platformy czy PiS-u, który swoimi obsadził cały Radom. Przyznaję, że siateczka pokrywająca mapę kraju fuchami, jest imponująca. In minus. Czasami dostaje się niewinnym, tym co to robili karierę w amerykańskim stylu, od gońca do szefa, jak syn nowego ministra Kalemby pracujący już 10 lat, któremu tatuś nic nie załatwił, jednak reszta – pożal się boże, jacy to fachowcy siedzą na stanowiskach doradców. Brat posła z podstawowym wykształceniem jako doradca, z pensją wyższą niż ma profesor uniwersytetu, podobno zrobił maturę. Chyba tzw. wieczorową, i wybiera się na studia. Cóż profesor jest zwyczajny, a brat posła widać nadzwyczajny. A jak politycy nam zamydlają oczy, ile gadają o tym co dla nas zrobią. Czy nie można do Jasnej przez Kaponierę, skasować tych rad nadzorczych tworzonych po to by umieścić tam pociotków i powujków? Powujek to neologizm, ale istnieje w przyrodzie. Wyczytałam, że wiele małych firm państwowych plajtuje, bo nie może udźwignąć brzemienia tych naniesionych w teczkach fachowców. Takie rady nadzorcze nadzorują jak wilk zatrudniony w owczarni. Dość tego. Idę sobie pobuczeć, a wy kochani pobuczcie ze mną, najlepiej zresztą pobuczymy podczas wyborów. Tylko na kogo będziemy głosować?