W filmach różni nawiedzeni zbawcy typu Brudnego Harry’ ego, usuwając wyjątkowo opornych na działania oficjalnych organów ścigania bandziorów, mawiają zwykle: ktoś musi oczyścić to miasto. Dzieje się tak wówczas, gdy policja jest skorumpowana, a gangsterzy mają w kieszeni prokuratorów i sędziów. Trochę tak, jak w „Zakazanym imperium”.
REKLAMA
Wojny gangów są na porządku dziennym oraz nocnym. Co jakiś czas trzeba wejść z wrogiem w koalicję, żeby opanować anarchię i mniejsze struktury. Polityka, jeśli chodzi o struktury, rządzi się podobnymi prawami, choć w demokracjach jest łagodniejsza.
Rzadko się zdarza, by oponenci czy krnąbrni szefowie opozycji lądowali na dnie morza w cementowych butach. Czasem strzela się do kogoś, bywają zamachy, ale o wiele rzadziej niż w mafii.
Rzadko się zdarza, by oponenci czy krnąbrni szefowie opozycji lądowali na dnie morza w cementowych butach. Czasem strzela się do kogoś, bywają zamachy, ale o wiele rzadziej niż w mafii.
Choć niekiedy wydaje się, że gdyby były możliwości, to pewnie niejeden prezesunio chciałby wypowiedzieć wojnę i pozbyć się znienawidzonego szeryfa. A szeryfowi też co poniektórzy potrafią zaleźć za skórę i chciałoby się te gębusie zamknąć. Niestety! Ostateczne oczyszczenie jest niemożliwe i trzeba mordować się psychicznie.
Szeryf-premier sam nie daje rady, ma do pomocy ludzi, którzy pomagają mu w rządzeniu niefrasobliwą trzódką. Tak więc nasz szeryf rządu mianował Jarosława Gowina na stanowisko ministra sprawiedliwości, żeby zrobił porządek wśród prawników.
Najpierw zrzucił w tym celu Kwiatkowskiego, który był świetny, ale rzekomo nie poradziłby sobie ze „środowiskiem”. Gowin sam prawnikiem nie jest, dlatego ma być mu łatwiej.
Najpierw zrzucił w tym celu Kwiatkowskiego, który był świetny, ale rzekomo nie poradziłby sobie ze „środowiskiem”. Gowin sam prawnikiem nie jest, dlatego ma być mu łatwiej.
Zawsze był trochę Katonem, a od Katona do kata jeden krok. Ma wyciąć w pień nieprawidłowości, otworzyć drzwi młodym prawnikom. Okazało się, że radzi sobie lepiej niż sądziliśmy, my naród – sędziowie polityków. Myślałam, że będzie zajmował się podziemiem aborcyjnym, karał jakiegoś niepokornego lekarza, by wywołać strach, ale jak na razie robi to, co zamierzył.
To, co zamierzył Szeryf, oczywiście.
Jednak wczoraj wypowiedział się na temat premii Kaplera, że nie powinien jej dostać, że się nie wywiązał, i dalej w tym stylu. Oczywiście lud to kupił, bo lud nie lubi, żeby ktoś dostawał niebotyczne premie, nawet jeśliby zasłużył. Pamiętam jak kiedyś pewna sprzątająca pani wściekała się, że Doda dostaje za koncert takie pieniądze, jakich ona nie zarobi w ciągu życia. Idź kobieto, zaśpiewaj, jest wolność, może cię zatrudnią i zapłacą, powiedziałam. Jest popyt, jest podaż, a świat nie jest sprawiedliwy. Z tym trzeba się pogodzić.
Minister sprawiedliwości nie powinien jednak, a wręcz nie ma prawa się wypowiadać w tak krytyczny i zdecydowany sposób na temat człowieka przed wyrokiem. Pewnie nie zapala mu się światełko ostrzegawcze, bo nie jest prawnikiem. Premię Kaplerowi przystopowała ministerka Joanna Mucha. Komputer na razie jeszcze poprawia to słowo, jeszcze się nie przyzwyczailiśmy do nowych określeń. Same kobiety zresztą protestują przeciwko nowym formom.
Pamiętam jakie było zdziwienie, gdy wiele lat temu, Krystyna Kaszuba, ówczesna redaktorka naczelna „Twojego STYLU”, pisała w stopce „redaktor naczelna”, to był szok, pisze o tym obecny naczelny Twojego STYLU; albo sprawa dyrektorki muzeum, która nie chciała za Chiny Ludowe tak się zwać, chciała by mówiono i pisano: dyrektor muzeum, bo dyrektorka pasuje do przedszkola. Dziś są już naczelne redaktorki, chociaż zebranie naczelnych kojarzy się z zebraniem ssaków, dotyczy to jednak obu płci, a więc nikt nie jest dyskryminowany. W nekrologach, które czytuję namiętnie, bo to kopalnia różnorakiej wiedzy, pisze się: „Odeszła na zawsze, nasza ukochana Pelagia Mądralińska, dyplomowany nauczyciel”. Bo to podobno poważniej brzmi.
Miałam w szkole dyplomowaną nauczycielkę, nazywaną panią psorką Kostusią, była tak poważna, że nikomu się nie śniło podpinać jej sukienki klipsem, co nagminnie się zdarzało z sutanną kapelana na lekcjach religii. Zmiany językowe nie nadążają za zmianami mentalnymi. Musi upłynąć trochę czasu, żeby pani minister stała się ministerką.
Lubię Joannę Muchę, miałam okazję poznać ją przy pracy, podczas jakiejś akcji charytatywnej. Była zorganizowana, kompetentna. Rozumiałam premiera Tuska, że wziął Muchę do pomocy w oczyszczaniu stajni Augiasza. Nie krytykowałam jej za trzecią ligę hokeja, ani za potknięcia. Była narażona na głupie uwagi, a już poseł Tomaszewski swoim dowcipem wpuścił samobója do bramki. Przeprosił, ok.
Nie jest łatwo wejść w gniazdo szerszeni, gdy jest się muchą.
Przepraszam, ale to nie kpina z nazwiska, tylko paralela sytuacji, w jakiej pani Mucha się znalazła. Jeśli chce, żeby ją nazywać ministerką, trzeba to uszanować, jeżeli pragnie powagi, będzie musiała na nią zapracować. Wczoraj w programie Lisa tłumaczyła narodowi co zamierza, a czego nie zrobi. Wiele osób jednak nie pamięta nic z tego, co mówiła, bo zaczęła się kolejna ogólnonarodowa dyskusja, czy pani minister, względnie pani ministerka, może mieć aż tak zadartą spódnicę? Budzić skojarzenia z Sharon Stone?
Kamerzysta błąkał się ciągle w okolicy ponętnych ud Joanny Muchy. Czy można zarzucić mu męski szowinizm? Chyba nie, dokumentował po prostu spotkanie. Pamiętacie film „Nagi instynkt” z ubraną w białą, niewinną sukienkę Sharon? Przyszła do Michaela Douglasa, siadła z nogą założoną na nogę i podobno nie miała na sobie bielizny, a konkretnie majtek. Ta scena weszła do historii kina.
Joanna Mucha była ubrana na czarno, miała długie buty, na tak wysokim obcasie, że prowadzący musiał pomóc jej zejść ze sceny. Nie, ja wcale nie sugeruję, że ktoś pomoże jej za chwilę zejść ze sceny politycznej! Czy zrobiła prowokację? Czy to jajcarstwo? Czy po prostu zaczęła tak się ubierać? Ciekawe czy wczorajsza scenka z ministerką wejdzie do historii naszej polityki?
