
Na szczęście jesteśmy w Unii Europejskiej. Możemy jej nie lubić, ale mamy pewność, że nie dojdzie do rozbiorów. Unia nas nie „rozbierze”, nie pozwoli także, miejmy nadzieję, rozebrać nas innym. Merkelowa jest naszą przyjaciółką, Austria nie robi zakusów, a Rosja ma dość własnych kłopotów. Zresztą Stalin mógł po wojnie zrobić z Polski republikę radziecką, Zachód słowa by nie pisnął, jednak nie chciał, bał się naszej anarchii.
REKLAMA
Każde dziecko uczyło się i chyba do dziś dzieciaki uczą się w szkole o rozbiorach. Za komuny wtłaczano to nam do głów klasowo, teraz nieco inaczej, jednak nie uda się uniknąć oskarżenia o szlacheckie warcholstwo - przepraszam za słowo. Przepraszam dlatego, że warchołami nazywano w PRL-u tych, którzy się nie zgadzali na to co było. Dzięki warchołom, wichrzycielom, których wsadzano pod celę, a były ich „garstki”, wtedy powstała taka zbitka „garstka wichrzycieli”, no więc dzięki nim, odzyskaliśmy niepodległość.
WCZORAJ BYŁA ROCZNICA POROZUMIEŃ SIERPNIOWYCH, z tej garstki wichrzycieli urodziła się potem SOLIDARNOŚĆ, tamta, dawna, nie ta dzisiejsza solidarność Bis PiS.
DZIŚ ROCZNICA WYBUCHU DRUGIEJ WOJNY, która to wojna także odebrała nam niepodległość i też nas „rozebrała” do naga, okupanci starali się odrzeć ludzi z człowieczeństwa. Nasi rodzice i dziadkowie stracili wszystko. Jedni bliskich, inni życie, majątki. Warszawę przeorano bombami tak, że do dziś znajdujemy niewybuchy.
Przypominam o tym, bo karkołomne czasowo i merytorycznie widowisko jakie widzom TV zafundowali „wybyczeni” po różnych SPA, jacuzzi, basenach, na pierwszym po wakacjach posiedzeniu, posłowie - przypominało sejmik przedrozbiorowy. Cała opozycja się skrzyknęła, ramię w ramię stanęli ci, co się wcześniej gryźli po nogach. Nie mają nam do zaoferowania nic. Niewiele więcej niż rządzący, którzy naobiecywali i nie dotrzymali. Trochę rząd może zwalić na kryzys, jednak nie wszystko. Nawet co rozsądniejsi dotąd posłowie, zwykle spokojni, pletli jakby wstąpił w nich duch Macierewicza. Licytowali się kto kogo bardziej obrazi, kto ma gęstszą ślinę by opluć Tuska. Jakby najedli się szaleju, albo napalili marychy. Chociaż nie, bo to łagodne zioło nie daje takich objawów, to raczej LSD, bo po nim, jeśli ktoś jest w złym nastroju, wszystko wydaje mu się złowieszcze, nawet jajecznica wyłazi z talerza i rzuca się z pazurami na jedzącego; wiem, choć akurat tego nie brałam, opowiadał mi znajomy. No więc musieli się czegoś takiego najeść, albo jak mówiła Doda, byli naprani i napaleni jakichś ziół.
My po ascetycznych wakacjach, chodzeniu po górach dolinach, straciliśmy odporność na to całe chamstwo. Zabieramy ze sobą do Warszawy wspomnienie pustych dolin i czystych strumieni. W 30 stopniowy upał chroniliśmy się w dolinie Olczyskiej, gdzie było około 16 stopni, wszędzie chłodne strumienie i spokój! Boże, jaki wspaniały spokój! Można by sobie idąc Reglami nagrać spokój i ciszę i puszczać ją w potrzebie. Mimo wszystko stęskniłam się za Warszawą, wiem że korki, że hałas, ale jak mawiała moja matka, hałas to życie. Owszem, hałas tak, ale nie ten polityczny jazgot!
Premier nie jest moim ulubieńcem, ale tym razem zaimponował mi spokojem. I zdziwię was, moi najulubieńsi czytelnicy, zaimponował mi również prezes Kaczyński, który nie wszedł na trybunę na sali sejmowej, wygłosił tylko jedno zdanie w kuluarach, cytując sam siebie, jak to ma we zwyczaju. Pewnie przygotowuje się do frontalnego ataku, który nastąpi w czasie marszu na Warszawę z telewizją Trwam, i Dudą szefem, para solidarności. Radzę uważać na Dudę, to rewolucjonista. Już zapowiedział, że bogaci mieszkający w strzeżonych osiedlach za ogrodzeniami, myślą, że biedni ich nie znajdą i zagroził, że znajdą i przeskoczą ogrodzenia. Co prawda my mieszkamy bez ogrodzenia, w małym bliźniaku, ale większość osiedli jest grodzona, nawet bloki są ogrodzone, ze względu na plagę złodziejstwa. Strach się bać! Duda zapowiadał się lepiej, ale chyba skończy jak Śniadek, zmarginalizowany totalnie, na posadce poselskiej przy prezesie. Chyba, że Duda ma manię wielkości i chce rewolucji, żeby sięgnąć po władzę. Czekamy na wystrzał z Aurory! Może w czasie marszu z Tatką Grzybkiem.
Prezes więc nieco przyczajony, wypuścił Antka M., który zwrócił się do premiera w te słowa: „Boję się, że pan niedługo zamieni się w Donalda T”, bo to rzekomo on firmuje mafię. Och jak on się tego obawia! Zauważcie, że nie stwierdził faktu, nie powiedział, że Tusk zamieni się, a jedynie, że on Antek się tego obawia. Lepszy cwaniak! To na wypadek gdyby Tusk chciał go postawić przed sądem. Premier na to macierewiczowskie dictum błysnął czarnym humorem odpowiadając, że on z Masą i swoim synem zakładał mafię i samolotami wywoził pieniądze do Niemiec, gdzie czekał dziadek z Wehrmachtu.
Wszystko razem żenada. Gdzieś zapodział się w tym nasz kraj. Zamiast k… mać, jednoczyć się w przeciwdziałaniu kryzysowi, oni przerzucają się oskarżeniami. A wszystko zaczęło się od „ofiar” Amber Gold. Dlaczego cudzysłów? Dlatego, że ofiara to poważne słowo, były ofiary wojny, katastrofy smoleńskiej, stanu wojennego, powodzi. A Amber Gold? Pewnie, że to niemiłe stracić, zawsze lepiej jest zyskać, i nie powinno do tego dojść, są instrumenty prawne, żeby ukrócić oszustwo, zminimalizować je, bo wyeliminować się nie da! To naprawdę nie były nieszczęsne ofiary! Jedna bizneswoman powiedziała, że się, kurde, przeliczyła o parę dni, wiedziała, że to piramida, myślała, że zdąży wziąć swoje, zanim się to zawali. Inni nie wiedzieć dlaczego liczyli na 15% zysku. To tak jak ktoś za małą kasę, kupuje złoty sygnet od szemranego faceta, w jakiejś bramie. Sama widziałam kiedyś taką transakcję, złote łańcuchy sprzedawane przy dawnym Różycu. Złoto najwyższej próby, zachwalał oszust. A w domu zębem koleś próbuje, a tu niespodzianka, okazuje się, że to nie Gold! Ani Amber Gold a czysty tombak!
