Ostatnio najbardziej znanym profesorem jest filozof Zbigniew Mikołejko, autor głęboko filozoficznego traktatu o matkach, które nazwał „wózkowymi”, a które „noszą d… jak monstrancję”. To ostre określenie z forum profesor uważa za „sedno”. „Wózkowe” to chwytliwa nazwa - bardzo medialna, którą da się tłuc na wszelkie sposoby. „Wózkowe”, obrzydzające matki z dziećmi w wózkach, wyparły „Lemingi”, mające na celu obśmianie pokolenia IKEA, czyli niezbyt zamożnych ludzi, mających szwedzkie meble.Ta nazwa daje poczucie wyższości tym co mają kasę, kupują sobie jakiś „antyk”, albo wynajmują architekta wnętrz, który ustawi im mieszkanie według najnowszej mody.
Cóż za odwaga! Gratuluję. Przypuścił szturm na niezwykle groźną grupę matek z dziećmi. Matki tokują pod jego oknem, on słucha co mówią i dywaguje na temat marchewki. Dzieci wrzeszczą, matki też nie lepsze. A biedny profesor nie może się skupić, jak tu rozmyślać nad istotą bytu, gdy jak mówi profesor, te kobiety „rozmawiają o pierdołach”, a nie o Kancie. Chociaż dla nich może wychowanie dzieci jest kantowskim imperatywem kategorycznym. O kant d… chciałby profesor Mikołejko potłuc ich mało ambitne gadki. Miałby ochotę wezwać policję, żeby usunęła hałasujące, niestety, one „urzędują”, jak to określa filozof, przed południem i biedaczek nie może sprowadzić na nie służb. Może wystarczy zamknąć okno? Tak jak robiłam mieszkając długo w kamienicy, gdy psy pozostawione na balkonach szczekały aż do powrotu swoich „państwa”. Głowa pękała!
Gdyby pod jego oknem „urzędowała”, „wesoła ferajna” która niebawem opuści więzienia, albo dresiarze, blokersi, pijący piwo, czy wino marki Perszing, ćpuny na haju, czy też byłby tak odważny w opisie? Pewnie zastanowiłby się czy przypuścić szturm, bałby się o swoje filozoficzne oblicze, o twarz, którą mogliby mu uszkodzić. Chociaż wówczas mógłby występować w mediach jako ofiara. Wózkowym też się naraził, i poniósł uszczerbek na ciele i duszy, o matko! Aktorka podczas spektaklu, na który zaprosiły go feministki, przechodząc obok, uderzyła go torebką! To straszne! Mon dieu! Och, mon dieu! Jak wołała moja nauczycielka francuskiego, gdy popełniłam kardynalny błąd.
