Ostatnio najbardziej znanym profesorem jest filozof Zbigniew Mikołejko, autor głęboko filozoficznego traktatu o matkach, które nazwał „wózkowymi”, a które „noszą d… jak monstrancję”. To ostre określenie z forum profesor uważa za „sedno”. „Wózkowe” to chwytliwa nazwa - bardzo medialna, którą da się tłuc na wszelkie sposoby. „Wózkowe”, obrzydzające matki z dziećmi w wózkach, wyparły „Lemingi”, mające na celu obśmianie pokolenia IKEA, czyli niezbyt zamożnych ludzi, mających szwedzkie meble.Ta nazwa daje poczucie wyższości tym co mają kasę, kupują sobie jakiś „antyk”, albo wynajmują architekta wnętrz, który ustawi im mieszkanie według najnowszej mody.

REKLAMA
Profesor stał się idolem, bohaterem kolorowych pism. Kiedyś mówiło się z pogardą „pisma kolorowe” o tak zwanych kobiecych. Dziś kolorowe są wszystkie. Profesor Mikołejko jeszcze chyba nie miał okładki, ale ma dużą szansę. W grubym swetrze i słomkowym kapeluszu prezentuje się wspaniale.
logo
Autor: Krystyna Kofta

Cóż za odwaga! Gratuluję. Przypuścił szturm na niezwykle groźną grupę matek z dziećmi. Matki tokują pod jego oknem, on słucha co mówią i dywaguje na temat marchewki. Dzieci wrzeszczą, matki też nie lepsze. A biedny profesor nie może się skupić, jak tu rozmyślać nad istotą bytu, gdy jak mówi profesor, te kobiety „rozmawiają o pierdołach”, a nie o Kancie. Chociaż dla nich może wychowanie dzieci jest kantowskim imperatywem kategorycznym. O kant d… chciałby profesor Mikołejko potłuc ich mało ambitne gadki. Miałby ochotę wezwać policję, żeby usunęła hałasujące, niestety, one „urzędują”, jak to określa filozof, przed południem i biedaczek nie może sprowadzić na nie służb. Może wystarczy zamknąć okno? Tak jak robiłam mieszkając długo w kamienicy, gdy psy pozostawione na balkonach szczekały aż do powrotu swoich „państwa”. Głowa pękała!
Moja matka mawiała: „Hałas to życie”, gdy zapiekłe sąsiadki chciały uciszyć nas, dzieciaki wrzeszczące na podwórku. Ja też wrzeszczałam, gdy bawiliśmy się w policjantów i złodziei, albo w Czarnego Luda, bo wówczas nie wiedzieliśmy, że to bardzo niepoprawne politycznie. Felieton rządzi się swoim prawami, zgadzam się profesorem, może być ostry. Sposób jednak w jaki przedstawia młode matki jest co najmniej dyskusyjny. One mają i tak dość! Czy profesor zszedł kiedyś do nich, pogadał z każdą z osobna? Spróbował dowiedzieć się czegoś, co zburzyłoby jego mało filozoficzne, raczej sztampowe podejście?
logo
Autor: Krystyna Kofta

Gdyby pod jego oknem „urzędowała”, „wesoła ferajna” która niebawem opuści więzienia, albo dresiarze, blokersi, pijący piwo, czy wino marki Perszing, ćpuny na haju, czy też byłby tak odważny w opisie? Pewnie zastanowiłby się czy przypuścić szturm, bałby się o swoje filozoficzne oblicze, o twarz, którą mogliby mu uszkodzić. Chociaż wówczas mógłby występować w mediach jako ofiara. Wózkowym też się naraził, i poniósł uszczerbek na ciele i duszy, o matko! Aktorka podczas spektaklu, na który zaprosiły go feministki, przechodząc obok, uderzyła go torebką! To straszne! Mon dieu! Och, mon dieu! Jak wołała moja nauczycielka francuskiego, gdy popełniłam kardynalny błąd.
Kobiety i tak nie chcą rodzić dzieci w kraju, robią to na emigracji. Nie zdziwię się jak po tej pseudo profesorskiej dyskusji, kolejna grupa wyjedzie mając dość naszego podwórka. Widzę też jak damscy bokserzy bijący swoje żony i dziatki, zacierają łapki. Chcąc nie chcąc, dał im profesor Mikołejko argument. Weźmie jeden z drugim babę za łeb, walnie o ścianę i powie: Ty suko! Wybitny profesor nie może pracować nad zagadnieniami bytu, bo tokujesz pod jego oknem! Demagogia? Może, ale takie jest prawo felietonu, profesorze!