Wszystkich Świętych to nasze polskie, kościelne i swojskie święto, piękny obyczaj pamięci o zmarłych, myślenia o przemijaniu i śmierci. To również zapożyczone jak Walentynki, wzięte z Ameryki święto dyni, czyli Halloween, które poprzedza Wszystkich Świętych. Powinno się to wesołe święto straszących przebierańców, obchodzić w przeddzień naszego. Można jedno z drugim pogodzić. Jednak nie u nas. Okazuje się, że diabeł tylko czeka, żeby zaatakować bawiące się dzieciaki! Kościół potępia igranie z diabłem z całą surowością.
REKLAMA
Zauważyliście, że w naszym ukochanym kraju jest coraz więcej egzorcystów? Parę lat temu było ich kilku, dziś jest powyżej setki. Mają pełne ręce roboty. Może by tak poddać egzorcyzmom niektórych polityków, w których co rusz diabeł wstępuje? Pianę z ust toczą, z oczu błyski laserowe wysyłają, zabójcze słowa wykrzykują! Trotyl! Trotyl! Wszędzie pełno trotylu! – wołają. Nie słyszałam by ich egzorcyzmowano. Chyba działa poselski immunitet, ten sam który chroni Antoniego M. przed zasądzoną karą. W czasach średniowiecza mówiło się, że diabeł jest wszędzie, nawet na języku mniszki, po przyjęciu komunii świętej. Obliczano ile diabłów mieści się na łebku od szpilki. Stare, dobre czasy wracają!
Wzmożone działanie egzorcystów oraz nagłe zwiększenie ich ilości, może być efektem braku zajęcia dla wszystkich księży, swego rodzaju kościelnego bezrobocia, gdy ilość wiernych praktykujących stopniała. Choć z kolei, chyba za sprawą diabła, powołań jest mniej i trzeba naszych księży eksportować. Nie wiem czy wypędzanie diabła odbywa się za zgodą nawiedzonego, czy też pod przymusem. Chciałabym wiedzieć jak to wygląda od strony prawnej. Oglądałam kilka filmów z egzorcystą i nawiedzonym, bardzo to pouczające. Kto ciekawy, może sobie znaleźć w GOOGLACH. No i jeszcze jeden drobiazg, czy trzeba za to płacić, czy kościół robi to za friko. Dla dobra sprawy. Chcecie się kochani założyć? No to obstawiamy?
Na cmentarzach ilość ludzi nie maleje. Z roku na rok jest ich więcej, a może tylko więcej aut, w tym biednym, upadłym narodzie. Ludność wczoraj wybuchała wściekłością, jakby naładowana trotylem. Powodem były kolejki jak w PRL-u po kiełbasę zwyczajną. Trzeba było odstać godzinę przed cmentarzem bródnowskim, żeby dostać się do grobu bliskich. Raz do roku. Jasne, że przekleństwa latały w powietrzu, nieobyczajne gesty miały miejsce, były nawet poszturchiwania. Na szczęście nie mamy dostępu do broni, jak nasi amerykańscy sojusznicy, bo w taki dzień byłoby krwawe żniwo. Dziś czytamy, że to był skandal, że nie zapewniono godnego dojścia! Ludzie, jaki skandal? Kto jest w stanie zapewnić dojazd, a nawet tylko sprawne dojście do bramy cmentarza, na wąskiej ulicy, jaką jest ul. Wincentego, gdy pół miliona ludzi szturmuje wejście, w ciągu godziny? Słyszałam jak policjanci mówili, że w dużych miastach tramwaje jeździły puste, bo nikomu nie chce się podnieść tyłka, żeby przejść do przystanku i potem dojść do nekropolii. Z kanapy przenoszą się do garażu przy domu, albo wręcz w samym domu, i chcą podjechać pod bramę, dobrze, że nie pod sam grób, choć i to widziałam kiedyś. Można pojechać na cmentarz przed świętem i po święcie, zapalić znicz, położyć połamane kwiaty, bo cały bukiet się nie uchowa. Torebki nie stawiać na grobie obok, nosić ją przed sobą jak kangur! Portfeli trzeba pilnować, ostrzega policja. Bo Wszystkich Świętych nie jest świętem złodziei, to dla nich dzień harówki.
Listopad jest sezonem na kaczki i gęsi, są w tym okresie najlepsze, kruche, soczyste, nadziewane jabłkami. Można by po powrocie z cmentarza zasiąść spokojnie do obiadu, taką kaczkę lub gąskę podać, pogadać o swoich bliskich zmarłych, powspominać. Niestety, to się nie uda, podział przez środek rodziny może przebiegać, ciotka i wuj krzyczą, że był wybuch, dziadek i wnuczka, że nie było. Jedni chcą wojnę Rosji wypowiedzieć, drudzy w czoło się pukają. Gęś polska i polska kaczka nadziewane są jabłkami jak granatami, farszem z trotylu wypełnione, mogą podczas obiadu wybuchnąć.
