Pan Marek Siwiec w sprawie OKNA ŻYCIA nie zgadza się ze mną, zgadzając się jednocześnie. Chodzi mu pewnie o to, że każda kobieta, powinna mieć możliwość oddania dziecka, bez lęku, bez strachu przed otoczeniem, a więc bez zachowywania personalnej tajemnicy. Wtedy OKNA ŻYCIA nie byłyby potrzebne.
REKLAMA
Toż o tym ja właśnie piszę, że gdybyśmy żyli na znanych z filozofii „Wyspach szczęśliwych”, wówczas wszystko funkcjonowałoby jak w szwajcarskim zegarku. Te wyspy jednak są, i pewnie pozostaną na zawsze utopią. Jednocześnie zaś Marek Siwiec wie, równie dobrze jak ja i my wszyscy - gdzie żyjemy, i naprawdę nie jest to wcale najgorsze życie. Twierdzi, że to XIX wiek, a więc dlatego OKNA są potrzebne, bo ratują życie. W tym XIX wieku tkwi jeszcze kilka europejskich krajów, takich jak Niemcy itp. Tak jest, żyjemy tu i teraz, w XXI wieku i przynajmniej na razie, OKNA ŻYCIA muszą zostać. Problem w tym, że urodzenie dziecka dotyczy jednostki, która jest nieobliczalna. Nigdy nie opanujemy do końca instytucjonalnie czegoś tak intymnego, jak rodzenie. Bo nawet gdyby kobiecie nie groziło „nic złego”, to zdarza się, że ona ukrywa ciążę przed rodzicami lub mężem, albo przed sobą samą, to oczywiście konstrukcja psychologiczna - nie chce dziecka, bo nie czuje nic z osławionych macierzyńskich uczuć, i tego się wstydzi. Sądzę że takie przypadki też się zdarzają.
Tekst Marka Siwca: Zderzenie cywilizacji
Pan europoseł przypomniał mi bajkę - zagadkę o królewnie, która miała wystąpić nago i ubrana jednocześnie. Wystąpiła przyodziana w sieć. Ponieważ my też poruszamy się w sieci, kobieta mogłaby oddać maleństwo przez specjalne okienko internetowe, ale tu już, jak znam życie zacząłby się handel dziećmi na całego. Zostańmy więc na razie przy tym OKNIE ŻYCIA, jednocześnie pracując nad oswajaniem problemu i stworzeniem dobrych warunków wszystkim rodzącym.
