Tym razem chodzi mi o rodzinę w każdym rozumieniu, nawet tych posłów ortodoksów, którzy muszą mieć stułę lub świstek z USC, żeby związek uznać za związek. Nie wiem czy widzieliście wstrząsający materiał o zabieraniu dzieci rodzicom. Gdzie są posłowie? Mają biura poselskie, biorą kasę, ale nic nie wiedzą i nie interweniują. Dla nich liczy się tylko magiel w sejmie, bo to pokazuje TV.
REKLAMA
Związki partnerskie poległy przez ograniczonych umysłowo posłów, którym wszystko kojarzy się z gejami. Mają jakąś obsesję na tym punkcie. Przypomina mi się żart o żołnierzu, zamkniętym w koszarach, któremu wszystko kojarzyło się z dupą. Bez względu na to, o czym się mówiło, on wciąż tylko dupa i dupa. Tak też i tym posłom skoszarowanym w sejmie, wszystko kojarzy się z gejami. Skupienie na jednym prowadzi do paranoi, co już daje się zauważyć.
Tymczasem ludzie skrzywdzeni przez nieudolne państwo nie wiedzą dokąd pójść po pomoc. Dopiero gdy sprawa dotrze do mediów, zostanie załatwiona, bo urzędasy tak jak posłowie, działają tylko pod presją mediów. Dobrze, że są wolne media. Młode małżeństwo ma dziecko, zdarza się to jeszcze. Dziecko zachorowało na zapalenie płuc. Leżało w szpitalu. Normalny dzieciaczek. Lekarze i pielęgniarki mówią, że zadbane, nikt go nie bił. Młodzi rodzice kochający, troskliwi. Widzimy ich płaczących, i kurza twarz, płaczemy z nimi. Ręce nam się zaciskają w pięści. Otóż okazuje się, że ci młodzi ludzie muszą kupić drogie lekarstwa dla dziecka. Nie mają pieniędzy. Wydawałoby się, że tu jest pole do popisu (nie POPiS-u) dla polityków, specjalnych komórek powołanych do zajmowania się takimi sprawami, że zaraz szpital mający kontakt z taką organizacją zgłasza potrzebę zakupu lekarstw. Myślicie, że coś takiego miało miejsce? Mylicie się tak jak ja! Gówno prawda, ich interesuje tylko dziecię poczęte, i to w jaki sposób poczęte, In vitro czy nie In vitro, dziecko już urodzone ich nic nie obchodzi. Przepraszam za brzydkie słowo, ale dostaję wysypki i dreszczy gdy przypominam sobie tę parę bezradnych ludzi.
Wiecie co się stało? Przyszli jacyś powołani do tego ludzie i ZABRALI IM DZIECKO! ZABRALI DZIECKO kochającym, dobrym rodzicom, bo nie było ich stać na wykupienie potrzebnych lekarstw. Mówią o tym i łzy im lecą, matce i ojcu! Do kurwy nędzy, wołam z bezradności, wybaczcie mi to zbyt delikatne przekleństwo, mogłabym puścić lepszą wiązankę, wołam więc; Gdzie jest państwo, chroniące obywatela, gdzie pomoc społeczna? Mam nadzieję, że teraz znajdą się sponsorzy, chciałabym też wysłać grosik na pomoc, ale nie może tak być, żeby leczenie było uzależnione od działalności charytatywnej, Owsiaka czy prywatnej. Było wiele podobnych przypadków. Nie może istnieć SYSTEM BRAKU POMOCY PAŃSTWA.
Czegoś jeszcze tu nie rozumiem, mianowicie czy za lekarstwa niezbędne do leczenia małego dziecka muszą płacić rodzice? Szpital nie może, bo NFZ mu nie pozwala, nie zwróci, a to spowoduje zadłużenie. A więc jeśli nie mają kasy na leki, to trzeba im zabrać dziecko? Czy bezduszność nie ma granic?
