
Ciągle ktoś domaga się referendum w jakiejś sprawie. PiS, Solidarna Polska, choć to chyba to samo, Nawet PSL chce zadać pytanie ludowi, w sprawie emerytur. Ciekawe jak je sformułują. Może tak: „Czy chcesz pójść na wcześniejszą, głodową emeryturę?”. Tylko taka formuła będzie odpowiadała rzeczywistości. W tej akurat sprawie możliwość manewru jest żadna. Ci politycy, walczący o to co będzie działo się za 30 lat są po prostu śmieszni. Pewnie, że można negocjować warunki, ale rzeczywistość za oknem skrzeczy a nawet wyje ostrzegawczo.
REKLAMA
Jest natomiast możliwe referendum w teraźniejszej, istotnej i żywotnej dla nas materii. Chodzi o zwrot gruntów, nieruchomości, o czym pisałam wczoraj. Dziś w Gazecie Stołecznej rozsądny głos człowieka, którego rodzina straciła wszystko w powstaniu, i nigdy nikomu z tej rodziny nie wpadło do głowy żądać zwrotu czegokolwiek. Pisze on o tym, że Warszawa była jedną wielką ruiną, gruzy i pył. Wtedy trzeba było przyjechać i odbudowywać, a nie siedzieć cicho, a po latach gardłować i wyrywać działki w środku miasta po pół miliona za metr kwadratowy. Społeczeństwo musi takim ludziom pokazać gest Kozakiewicza!
Postuluję rozważenie referendum: Czy jesteś za oddawaniem gruntów i nieruchomości pociotkom dawnych właścicieli w dziesiątej wodzie po kisielu? Pociotków i wodę po kisielu można sobie w poważnym pytaniu podarować, chociaż lepiej oddaje groteskowość naszego położenia niż powaga. PiS był najbardziej chętny do oddawania, zapatrzony w ziemiaństwo, z kompleksami „gorzej urodzonych”, to podczas ich rządów rozpętało się piekło tych roszczeń, gdyby PiS rządził dłużej niż dwa lata, puściłby nas, a zwłaszcza Warszawę z torbami! A więc poważne pytanie referendalne: CZY JESTEŚ ZA ODDAWANIEM GRUNTÓW I NIERUCHOMOŚCI SPADKOBIERCOM WŁAŚCICIELI?
Ja nie, nie i jeszcze raz nie!!!
PS. Teraz trochę prywaty.
Moją zdolność do reklamowania się, oceniam w dolnych granicach stanów średnich. Sama się z siebie śmiałam, gdy dziś wpadło mi do głowy, żeby zareklamować swoją wystawę na Skwerze. Otwarcie nastąpiło 21 lutego przy okazji promocji książki: „Mała Encyklopedia Małżeńska”. Wystawa wisiała do soboty. A dziś wróciły do mnie obrazy, głównie rysunki, które mój wydawca, czyli WAB zwrócił mi oprawione w pięknym passe partout, za co jestem wdzięczna. Gdybym napisała o tym wcześniej na blogu, kto wie, może ktoś poszedłby obejrzeć? Były pięknie wyeksponowane, choć miały dość mało światła w nastrojowym wnętrzu. Dziś przywiózł moje prace, kochający sztukę Damian, który oprawił je profesjonalnie, z takim smakiem, że nie mogłam się do niczego przyczepić. Może jeszcze zrobię jakąś wystawę swoich ptaszysk i innych potworów! Są obrazy z różnych okresów, stare, z czasów siedzenia z dzieckiem w domu, z czasu choroby, z momentów radości i depresji. Na razie przesyłam kilka prac, proszę żebyście rzucili okiem.
Moją zdolność do reklamowania się, oceniam w dolnych granicach stanów średnich. Sama się z siebie śmiałam, gdy dziś wpadło mi do głowy, żeby zareklamować swoją wystawę na Skwerze. Otwarcie nastąpiło 21 lutego przy okazji promocji książki: „Mała Encyklopedia Małżeńska”. Wystawa wisiała do soboty. A dziś wróciły do mnie obrazy, głównie rysunki, które mój wydawca, czyli WAB zwrócił mi oprawione w pięknym passe partout, za co jestem wdzięczna. Gdybym napisała o tym wcześniej na blogu, kto wie, może ktoś poszedłby obejrzeć? Były pięknie wyeksponowane, choć miały dość mało światła w nastrojowym wnętrzu. Dziś przywiózł moje prace, kochający sztukę Damian, który oprawił je profesjonalnie, z takim smakiem, że nie mogłam się do niczego przyczepić. Może jeszcze zrobię jakąś wystawę swoich ptaszysk i innych potworów! Są obrazy z różnych okresów, stare, z czasów siedzenia z dzieckiem w domu, z czasu choroby, z momentów radości i depresji. Na razie przesyłam kilka prac, proszę żebyście rzucili okiem.
Portret Rodzinny
Nerwowy Dzień!
Estetyczny Rozpad
Przed Rozwiązaniem
