fot. Robert Kowalewski / AG

Nie nazwę tego faceta ch…, dlatego, że to obraża pożyteczny skądinąd organ, który może dostarczać przyjemności. Nie mam czasu, mam huk roboty, nie chciałam dziś pisać, jednak muszę. Przeczytałam notatkę w GW na temat wystąpienia RPO Ireny Lipowicz. Chodzi o wznowienie śledztwa w sprawie śmierci Barbary Blidy.

REKLAMA
Wojciech Czuchnowski, dziennikarz śledczy obiektywnie relacjonuje, o co chodzi. Na końcu, niestety przywołuje rozmowę Ziobry w TOK FM. Piszę niestety, bo po tym mnie zatrzęsło. Ten, że się nie wyrażę, i nie nazwę go z powyższego powodu, otóż ten pan, mówi o zmarłej tragicznie Barbarze Blidzie: „Nie żyje, bo była uwikłana w korupcję”. Powtórzył to podobno w krótkiej rozmowie cztery razy! To samo od razu po śmierci Blidy mówiła znana chrześcijanka, wówczas ulubienica prezesa w PiS, Beata Kempa! Ziobro stwierdził, że Lipowicz jest stronnicza, zaangażowana politycznie, działa na zlecenie PO. Wątpię, żeby tak mogło być, PO woli trudnych spraw nie tykać.
Otóż Irena Lipowicz złożyła wniosek na prośbę rodziny Barbary Blidy. To są bardzo spokojni ludzie, nie wiem, jak oni mogą znieść gadanie Ziobry, Kempy itp. Nawet prezes Kaczyński nie mówił ostatnio takich rzeczy. Uważam, że rodzina Blidy powinna oskarżyć Ziobrę o szkalowanie dobrego imienia zmarłej, bo nigdy nic Blidzie nie udowodniono. Cała historia była uszyta grubą nicią przez Ziobrę właśnie, stąd piana na jego ustach, bo trzęsie porteczkami.
Nie było żadnego powodu by przychodzić o szóstej rano z kamerą do domu Blidów. Żadnego, ponieważ Barbara Blida stawiała się na każde wezwanie prokuratury.
Wojciech Czuchnowski punktuje wszystko, w jednym miejscu pisze tak: „Śląska posłanka zastrzeliła się, by nie stać się ofiarą spektaklu, który miał ją skompromitować”. I z tym się nie zgadzam. Bliscy Blidy twierdzą, że nie miała myśli samobójczych, była umówiona z siostrą na następny dzień. Wiem, że to za mało, wstrząs mógł spowodować szok i targnięcie się na życie. Owszem, mogło tak być, ale mogło być inaczej.
NIE MA TO ŻADNYCH DOWODÓW, ŚLADY NA PISTOLECIE ZOSTAŁY ZATARTE! Nie wiemy więc, co się tam wydarzyło, kto dotykał pistoletu, kiedy on wypalił! Kto pociągnął za cyngiel. Gdzieś wyczytałam, bezpośrednio po tym zdarzeniu, że zamieniono także zakrwawioną kurtkę policyjną, a pistolet podobno został umyty. Na litość boską, niech ktoś wreszcie to wyjaśni do końca. PO mogła to zrobić, ale nie śpieszyło im się jakoś do wyjaśnienia. Trybunału stanu nie chcieli. Czy życie człowieka jest mniej warte niż polityczne układanki? Czy naprawdę PO musiała zostawić uchylone drzwi, na ewentualny POPiS?